Reklama

Reklama

Co trzeba wiedzieć o teleporadach i jak Covid-19 objawia się u dzieci

Pandemia zmusiła nas do korzystania z telefonicznej formy kontaktu z lekarzami. Pół biedy, gdy chodzi o dorosłego, sami wiemy przecież, jak się czujemy i umiemy o tym opowiedzieć. Gdy jednak trzeba na odległość zreferować lekarzowi stan chorego dziecka, robi się nieco trudniej. O tym, czy do teleporady trzeba i można się przygotować, mówi Interii.pl dr Dagmara Boduch, lekarz pediatra z wieloletnim doświadczeniem w pracy w Dziecięcym Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie i przychodniach POZ. Wyjaśnia też, jak Covid-19 objawia się u najmłodszych pacjentów.

Karolina Dudek, Interia.pl: Teleporady są z nami od początku pandemii i stały się już nową normą w kontakcie z lekarzami. Pacjenci obawiają się, czy lekarz przez telefon będzie w stanie prawidłowo zdiagnozować chorego, zwłaszcza, gdy ma do czynienia z dzieckiem, które samo nie potrafi powiedzieć o swoich objawach.  

Dagmara Boduch, lekarz pediatra: Rozumiem te obawy, ale na początku muszę bardzo wyraźnie podkreślić, że teleporady nie zastępują wizyt. Są wprowadzone po to, by lekarz mógł zebrać informacje, czy chory nie jest z kręgu ryzyka zakażenia wirusem COVID-19. Są pewnym przesiewem, aby pacjentów z objawami typowymi dla infekcji koronawirusowej lub tych z kontaktu z zakażonymi  odizolować od innych chorych i od personelu medycznego. Chodzi o zdrowie nas wszystkich, a także o to, abyśmy nadal mogli leczyć. 

Reklama

- Nie jest więc tak, że zamknęliśmy się na pacjentów i nie chcemy nikogo wpuszczać do przychodni. Zmieniliśmy jedynie sposób przyjmowania na pierwszą wizytę.  Telewizytę traktuję jako wstępny wywiad, podczas którego mogę ustalić, czy wizyta stacjonarna jest konieczna. Jeśli wywiad infekcji jest krótki, to znaczy objawy występują od niedawna, nie nasilają się, nie ma gorączki, rodzic nie zgłasza, że dziecko ma jakieś dodatkowe obciążenia, możemy sobie pozwolić aby przez kolejne dwa-trzy dni obserwować dziecko, a potem znów się skontaktować telefonicznie. Natomiast jeśli tylko jest jakakolwiek wątpliwość, coś co mnie lub rodzica niepokoi, zapraszam dziecko do siebie do gabinetu. Podkreślam więc, że nie leczymy nikogo przez telefon.  

Jak więc rozmawiać z lekarzem, by telekonsultacja przebiegła sprawnie? Czy trzeba jakoś szczególnie się do niej przygotować?  

- Tak samo jak rodzic powinien się przygotować do wizyty stacjonarnej z dzieckiem w gabinecie, tak samo powinien się przygotować do konsultacji z lekarzem przez telefon. Podstawową kwestią jest wytypowanie spośród domowników osoby, która jest najlepiej zorientowana w aktualnym stanie dziecka, czyli mówiąc wprost - najczęściej się nim opiekuje i spędza z nim najwięcej czasu. Z doświadczenia powiem, nie chcąc nikogo dyskryminować, że taką osobą najczęściej jest mama. Bywa oczywiście, że tata, babcia czy dziadek świetnie orientują się, co dziecku dolega, od kiedy gorączkuje i jakie przyjmuje leki, ale takie sytuacje to raczej wyjątki potwierdzające regułę.  

- Tak samo więc jak na wizycie w gabinecie dziecku powinna towarzyszyć osoba, która potrafi opowiedzieć o jego chorobie, tak samo to ta właśnie osoba powinna rozmawiać z lekarzem w czasie telewizyty. Warto przed taką rozmową zadać sobie kilka pytań: co dolega dziecku, jak długo ten stan trwa, czy dziecko gorączkuje, jak wysoko, jakie otrzymuje leki, jak również, jakie jest jego ogólne samopoczucie? Jeśli umiemy sami sobie na te pytania odpowiedzieć, na pewno udzielimy lekarzowi wszelkich informacji i telewizyta przebiegnie sprawnie.  

O co pediatra zapyta rodzica chorego dziecka przez telefon?

- Skupmy się na sytuacji infekcji, bo to najczęstszy obecnie scenariusz. Pediatra powinien zapytać, czy choroba przebiega z gorączką, czy jest katar, czy jest on gęsty, czy wodnisty, czy występuje kaszel i jak można go opisać. Powinien również bardzo szczegółowo zapytać o samopoczucie dziecka. Bywa bowiem, że dziecko, które ma gorączkę, po podaniu leku obniżającego temperaturę, biega i bawi się, jak gdyby nigdy nic, a innym razem wręcz przeciwnie, dziecko leży w łóżku i odmawia nawet picia. Czy dziecko ma dobre samopoczucie, lub innymi słowy jak to mówimy w medycynie - czy dobra jest ocena stanu ogólnego pacjenta - ma bardzo duże znaczenie. Tu jest właśnie ważna rola rodzica, który powinien przyjrzeć się dziecku z uwagą, nim zgłosi się do lekarza.   

Skoro teleporada ma w głównej mierze służyć do przesiewu pacjentów potencjalnie chorujących na Covid-19, to u dzieci wydaje się to szczególnie trudne do rozpoznania. Czy to prawda, że dzieci mają inne objawy koronawirusa niż dorośli?  

- Zdecydowanie tak. Objawy infekcji koronawirusowej u młodszych dzieci zwykle nie są w pełni wyrażone. Spodziewanie się, że u dziecka będzie wysoka gorączka, duszności, kaszel i utrata węchu i smaku jest błędne w swoim założeniu. Chore na Covid-19 dzieci najczęściej mają objawy identyczne jak w zwykłych infekcjach wirusowych, jakie znamy z poprzednich sezonów jesienno-zimowych. Do tego częściej towarzyszą im objawy nieżytu żołądkowo-jelitowego, czyli biegunka, wymioty i ból brzucha, a także inne, takie jak wysypka czy zapalenie spojówek. Takie objawy bywają bardzo mylące i właśnie z tego powodu żadnych dolegliwości nie należy bagatelizować. Dopiero u starszych dzieci i nastolatków objawy Covid-19 są bardziej specyficzne, to znaczy takie jak u dorosłych.  

To jak zatem lekarz rozróżnia infekcje zwykłą od koronawirusowej u małego dziecka?  

- Tu patrzymy na tak zwane przesłanki epidemiologiczne i wywiad epidemiologiczny. Jeśli mamy dziecko z kontaktu z osobą z potwierdzonym wynikiem, bo np. ktoś z rodziców zaraził się koronawirusem w pracy, albo w przedszkolu w bezpośrednim otoczeniu dziecka był taki przypadek, i jeśli do tego takie dziecko wykazuje objawy infekcji - od razu kierowane jest przeze mnie na wymaz. W Krakowie został utworzony punkt wymazowy specjalnie dla dzieci przy ulicy Strzeleckiej i nie ma tam tak długich kolejek jak w "dorosłych" punktach pobrań. W takim wypadku nie ma na co czekać - badanie jest konieczne.  

Jak leczy się dzieci z potwierdzonym Covidem-19?  

- Podobnie jak dorosłych - objawowo. Niestety przyczynowo  potrafimy leczyć wciąż tylko bardzo niewiele chorób infekcyjnych, i nie dotyczy to tylko zakażenia COVID-19. W przypadku infekcji koronawirusowej szczegółowe zalecenia co do leczenia odnoszą się do chorych leczonych w szpitalu, u których rozwinęła się duszność lub objawy niewydolności oddechowej. W warunkach opieki przedszpitalnej, jeśli stan pacjenta pozostaje dobry, to co możemy zrobić to zalecić odpoczynek, leki obniżające gorączkę, uśmierzające ból, łagodzące kaszel, u dzieci bezwzględnie trzeba pamiętać o dbaniu o nawodnienie, zwłaszcza jeśli gorączkują. Tu jednak absolutnie odradzam samoleczenie, niezbędna jest konsultacja z lekarzem i stała obserwacja dziecka, bo choroba szybko postępuje. Osobiście nie miałam jeszcze pacjentów z potwierdzonym zakażeniem COVID-19, u których konieczne było skierowanie do szpitala, ale wiem, że takie przypadki wśród dzieci się zdarzają.  

Zostawmy na chwilę infekcje. Oprócz grypy i koronawirusa, jest przecież całe mnóstwo dolegliwości, które nie zniknęły wraz z nastaniem pandemii. W przypadku dzieci to chociażby choroby typowe dla wieku dziecięcego, objawiające się w zmianach skórnych czy problemach żołądkowych. Mam wrażenie, że tutaj konsultacja z lekarzem na odległość może być wygodniejsza i szybsza niż tradycyjna wizyta.  

- Uważam, że są przypadki, w których teleporady działają bardzo dobrze. Jeśli na przykład dziecko ma wysypkę o niewielkim nasileniu i jednocześnie nie ma żadnych innych niepokojących objawów, proszę rodziców o przesłanie zdjęć drogą mailową. Mogę je wówczas obejrzeć i uspokoić rodzica lub wdrożyć leczenie bez konieczności pilnej wizyty stacjonarnej. Oczywiście podejmuję taką taktykę tylko jeśli mam pewność, że rodzic będzie obserwował dziecko i w razie jakiegokolwiek pogorszenia się jego stanu - skontaktuje się ze mną ponownie. Mam wielu stałych pacjentów, których znam i leczę ich od lat, wiem, jak przechodzą choroby, im zdecydowanie najłatwiej jest mi pomóc przez telefon. Niektórzy moi stali pacjenci mają choroby przewlekłe i na stałe przyjmują leki - dzięki teleporadom mogę łatwo i szybko wystawić receptę lub wypisać skierowanie do specjalisty.  

Odnoszę wrażenie, że w dobie pandemii, bardziej niż kiedykolwiek, istotne jest zaufanie na linii lekarz-pacjenci.  

- Zaufanie jest tu kluczowe. Zawsze było. Stawiając diagnozę i wprowadzając jakieś leczenie lub przeciwnie - decydując się na to, że na razie nie włączamy żadnych leków i tylko obserwujemy dziecko - muszę wiedzieć i czuć, że rodzic, który jest po drugiej stronie słuchawki, dokładnie rozumie moje pytanie, jest bardzo dobrze zorientowany co do stanu dziecka i przyjmuje moje zalecenia. Jeśli jednak rozmawiam z rodzicem, który jest niepewny, nie umie odpowiedzieć nawet na proste pytanie o to, jak długo dziecko się źle czuje, nie wie, czy dziecko kaszle mokro, czy sucho, czy uporczywie, czy kaszle w nocy, czy miało podane jakiekolwiek leki i jak na nie zareagowało, to dla mnie jest podstawa do bardzo ograniczonego zaufania. Jeśli wyczuwam jakąkolwiek niepewność w wywiadzie, zapraszam do siebie dziecko, a telefonicznie nie mogę w takiej sytuacji wdrożyć żadnego leczenia.  

Czy z perspektywy lekarza pediatry, talewizyta jako forma porady lekarskiej, powinna zostać z nami na stałe?  

- Myślę, że byłby to niezły pomysł, oczywiście w pewnym zawężonym wymiarze. Telewizyta usprawnia obsługę pacjentów zwłaszcza w takich przypadkach jak przedłużenie recepty czy wystawienie skierowania do specjalisty. Tymczasem jednak - w samym środku pandemii - teleporada to kwestia bezpieczeństwa i potrzeba nam, z każdej strony, sporo zrozumienia, zaangażowania, rozwagi i wzajemnego zaufania.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: teleporady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje