Reklama

Reklama

Granat pomoże... urodzić?

Syntetyczną oksytocynę bardzo często podaje się rodzącym celem indukcji porodu. Niestety, omawiane rozwiązanie nie jest pozbawione wad. Skuteczność? Ten stymulant pomaga w ok. 50 proc. przypadków. A w pozostałych? Przeszkadza. Co zamiast niego?

Wydaje się to dość niezwykłe, ale ma biologiczne uzasadnienie - organizm rodzącej w odpowiedzi na coraz częstsze i silniejsze skurcze wydziela... hormony szczęścia, czyli endorfiny. Te, działając jak naturalne opiaty, uśmierzają nieco ból i pomagają przejść przez cały ten niełatwy proces. Sztuczna oksytocyna zaburza produkcję endorfin, stąd większe doznania bólowe. 

Czasami rzeczywiście wspiera ona rozwieranie się szyjki macicy, ale zdarza się, że zatrzymuje całą akcję. Potrafi też przeszkodzić w fazie parcia - wówczas powinien nastąpić wyrzut naturalnej oksytocyny. Nie następuje, bo ta syntetyczna wycisza ów mechanizm. Podawana jest w kroplówce, więc ciało kobiety przyjmuje ją w sposób ciągły - zupełnie inaczej niż zaplanowała to natura. Efekt? Długie oraz bolesne skurcze, między którymi jest naprawdę niewiele czasu na odpoczynek, co odczuwają matka i dziecko. W niektórych przypadkach z tego powodu może nawet dojść do niedotlenienia noworodka.

Reklama

Coraz częściej mówi się też o tym, że sztuczny hormon utrudnia pierwszy kontakt matki i jej nowo narodzonego dziecka już po porodzie. Dotyk "skóra do skóry" wywołuje wzmożone wydzielanie oksytocyny naturalnej, która ułatwia nawiązanie więzi między tym dwojgiem. Syntetyczna nie ma takiej właściwości - natury nie udało się podrobić. Co więcej, utrudnia produkcję tej organicznej.

W planie porodu, dokumencie spisywanym przez ciężarną, może znaleźć się zapis o chęci uniknięcia przyjęcia sztucznej oksytocyny. Personel medyczny powinien uszanować wolę rodzącej, o ile nie zaistnieją okoliczności wymuszające zastosowanie takiej stymulacji. 

Naukowcy, biorąc pod uwagę niepewną skuteczność i długą listę zastrzeżeń co do syntetycznej oksytocyny, w niedalekiej przyszłości być może zastąpią ją preparatami powstałymi na bazie granatu. Odkryto, że owoc ten wywołuje skurcze macicy. Z tego powodu kobiety w ciąży powinny nań uważać, ale jeśli lekarz wyrazi zgodę można włączyć do menu sok z granatu tuż przed terminem porodu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy