Reklama

Reklama

Rodzina ponad wszystko

Życie bywa nieprzewidywalne. Kiedy jednym szczęści się, inni mają wciąż pod górkę. Samantha straciła matkę i ojca w przeciągu kilku lat. Choć sama była jeszcze dzieckiem, musiała szybko dorosnąć, by zastąpić rodziców młodszym siostrom i bratu.

Szczęśliwe dzieciństwo, które nagle się skończyło

To była bardzo kochająca się i mocno ze sobą związana rodzina - rodzice i sześcioro dzieci. Razem pokonywali przeciwności i obdarzali się miłością każdego dnia. W 2013 roku u mamy wykryto raka jajnika, niestety nie udało jej się uratować i zmarła niedługo po diagnozie.  Przed śmiercią, kobieta prosiła męża, aby przyrzekł, że dzieci zawsze będą się wychowywały razem, a on będzie dbał o ich zdrowie, szczęcie i poczucie bezpieczeństwa. Ich najstarsza córka, Samantha miała wtedy 14 lat.

Reklama

Niespełna trzy lata po śmierci żony, ojciec rodziny sam źle się poczuł. Na początku myślał, że to po prostu grypa... Diagnoza okazała się przerażająca - chłoniak. Kiedy mężczyzna zmarł, Samantha liczyła zaledwie 17 lat i wiedziała, że musi zrobić wszystko, aby żadne z rodzeństwa nie trafiło do domu dziecka. Ostatecznie, ich opiekunem prawnym została babcia ze strony ojca, ale wiadomo było, że to tylko przejściowe rozwiązanie, ponieważ kobieta była w podeszłym wieku i nie mówiła po angielsku. Gdy Sam osiągnęła pełnoletniość, stała się prawnym opiekunem rodzeństwa, któremu obiecała, że już nikt i nic ich nie rozdzieli.

Jak to jest być matkę i ojcem?

Obiecała i dotrzymała słowa. Samantha Rodriguez obecnie ma 21 lat. Razem z siostrami, Milagros (17 l.), Brendą (15 l.), Bellą (9 l.), Destiny (7 l.) i bratem Michaelem (13 l.) mieszkają w Orlando na Florydzie. Początkowo dziewczyna przerwała naukę i podjęła pracę, żeby opłacić rachunki i inne potrzeby rodziny, ale kiedy dzieci trochę podrosły, wróciła do szkoły i udało jej się ją ukończyć. Mówi, że nie może dawać rodzeństwu złego przykładu, podkreślając, wykształcenie jest bardzo ważne.

Zapytana skąd bierze siły, by podołać wychowaniu piątki dzieci, mówi, że od mamy, która dała jej dużo miłości. Przy codziennych obowiązkach może liczyć na pomoc babci i swojego chłopaka, którego ta sytuacja nie przerosła. Przeciwnie, okazał się jej dużym wsparciem, świetnie dogaduje się z dziećmi. Dziewczyna przyznaje, że mogłaby znaleźć kilka chwil na wyjście z znajomymi, ale w tym czasie woli gdzieś zabrać rodzeństwo. Cała rodzina lubi aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Sam pracuje jako kelnerka i studiuje, a w przyszłości chciałaby otworzyć swój własny biznes, na przykład restaurację. Będąc własnym szefem łatwiej podzielić dzień na pracę i czas spędzony z rodziną.

Śmierć rodziców sprawiła, że Samantha musiała szybciej dorosnąć, ale nie czuje się pokrzywdzona. Stworzyła rodzeństwu dom i zamierza ich wspierać, dopóki nie ukończą edukacji i nie usamodzielnią się. Nie tak, jak ona, która w wieku 14 lat musiała pójść do pracy. Stara się być wdzięczna za wszystko, co dobrego spotkało ich od innych ludzi, bo dzięki tej pomocy radzą sobie z wyzwaniami i mogą być razem. Na portalu crowfundingowym Gofundme.com uzbierało się 180 tys. dolarów, wpłacone przez lokalną społeczność i osoby, których poruszyła historia tej niezwykłej rodziny.

***

#POMAGAMINTERIA

Hubert ma roczek. Pierwsze sześć tygodni życia spędził w szpitalu, walcząc o każdy dzień. Urodził się z ciężkimi wadami - między innymi z brakiem kości w rękach. Pojawiła się jednak nadzieja na operację, która umożliwi mu normalny rozwój. Wystarczą dwa kompleksowe zabiegi, dzięki którym jego dłonie i przedramię ukształtują się w sposób prawidłowy, a ręce będą mogły prawidłowo rosnąć z zachowaniem pełnej funkcjonalności kończyn. Pomóż Hubercikowi przybić piątkę w przyszłości! Sprawdź szczegóły >>>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy