Reklama

Reklama

Skoczki i chodziki

Wielu fizjoterapeutów i rehabilitantów ruchu twierdzi, że tego typu sprzęty najchętniej by spalili, bo przynoszą dzieciom więcej szkody niż pożytku. Te wciąż jeszcze można kupić w sklepach z akcesoriami dziecięcymi, bo choć niezalecane, nie są wycofane ze sprzedaży.

Skoczki

Wbrew obietnicom producentów takie urządzenia nie przyspieszą nauki chodzenia, a nawet ją opóźnią - dziecko zapięte w takim skoczku nie może upaść, więc jego zmysł równowagi nie rozwija się prawidłowo. Malcom ta zabawa może się podobać, często reagują na nią ożywieniem i głośnym śmiechem, ale wbrew pozorom wcale im nie służy. 

Co więcej, kręgosłup oraz nóżki niemowląt nie są jeszcze gotowe na podskoki i inne ewolucje. Skakać umieją dopiero dzieci około drugiego roku życia, a niektóre uczą się tego jeszcze później. Wymuszanie takiego ruchu u młodszych dzieci jest nienaturalne i na dłuższą metę szkodliwe.

Zdaniem niektórych ortopedów ze skoczka i jemu podobnych akcesoriów mogą ewentualnie korzystać tylko te dzieci, które już samodzielnie chodzą i umieją skakać, a więc nie jest to na pewno sprzęt przeznaczony dla niemowląt. Jednak nawet wówczas powinna to być chwilowa zabawa, dawkowana z rozsądkiem. 

Reklama

Starszakom lepiej zaproponować np. domową huśtawkę czy trampolinę.

Chodziki

Sprzedaży, importu i używania chodzików zakazano w Kanadzie już 15 lat temu. Jak czytamy w serwisie Rmf24.pl, ten kraj, jako pierwszy na świecie zdecydował się na taki krok. W Polsce wciąż jeszcze można je legalnie kupić, chociaż ortopedzi, fizjoterapeuci i inni specjaliści nie mają wątpliwości, że te akcesoria szkodzą m.in. kręgosłupom oraz stawom biodrowym małych dzieci, co w efekcie sprzyja późniejszym wadom postawy. Maluchy przemieszczając się w chodzikach często też ulegają wypadkom. 

Zdecydowanie lepszym wyborem są stabilne, atestowane chodziki-pchacze, a z tych korzystać powinny dzieci, które umieją już stawiać kroki. Wózki dla lalek nie spełnią tej funkcji, bo są wywrotne, co dodatkowo zniechęca maluchy. 

Zdaniem ekspertów nauki chodzenia nie należy przyspieszać - dziecko stanie na nogi i pójdzie do przodu wtedy, kiedy będzie na to gotowe, a przede wszystkim, kiedy będą gotowe jego mięśnie, kręgosłup oraz zmysł równowagi. Nie należy też prowadzić dziecka za rączki - taka strategia nie motywuje do samodzielnego chodzenia, utrwala nieprawidłowe wzorce ruchowe i każe pomijać ważne etapy, jak czworakowanie czy chodzenie bokiem przy meblach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje