Reklama

Reklama

Zginęli ratując syna

Kiedy miał dwa miesiące, stracił obydwoje rodziców. Wyszli po zakupy i już nie wrócili. On przeżył, bo zasłonili go własnym ciałem. To historia o nienawiści, miłości i przebaczeniu.

Huczne urodziny 

Reklama

Jak podaje CNN, społeczność El Paso w Teksasie postanowiła wspólnie świętować pierwsze urodziny chłopca, którego rodzice zginęli podczas strzelaniny w Walmarcie, 3 sierpnia 2019 roku. Paul Gilbert Anchondo miał wtedy tylko dwa miesiące.

Pod koniec maja chłopiec skończył roczek i wielu mieszkańców wyjechało na ulice, by w uroczystej paradzie obchodzić jego urodziny. Dziadek chłopca był wyraźnie wzruszony, że tak wiele osób chciało pokazać, że Paul nie jest sam.

Jeden z uczestników przejazdu stwierdził, że maluch jest symbolem dobra i solidarności, które drzemie w lokalnej społeczności. Dziecko z pewnością na razie nie zrozumie tego całego zamieszania, ale kiedy dorośnie przypomni sobie, że wiele osób okazywało mu życzliwość i nadal może na nich liczyć.   

Bezgraniczna miłość  

Jordan miała 24 lata i trójkę dzieci - pięcioletnią Skylin, dwuletnią Victorię i dwumiesięcznego Paula. Razem z Andre - mężem - wybrali się do Walmartu, by kupić przybory do szkoły dla najstarszej córki i wzięli ze sobą najmłodsze dziecko.

Trafili na najgorszy moment, gdy szaleniec wtargnął do sklepu i zaczął strzelać do ludzi. Mężczyzna celował do Jordan i kiedy Andre próbował osłonić swoich najbliższych, kula przeszła przez jego ciało, trafiła żonę i musnęła dziecko w głowę.

Maluch jakimś cudem wyszedł z tego jedynie z lekkimi obrażeniami.

Najstarsza córka Skylin do tej pory nie może zrozumieć, dlaczego to właśnie jej rodziców zabił zły człowiek. Czasem pyta dziadków, czy ją również zabije.

Rodzina Jordan otoczyła miłością jej dzieci. Przebaczyli zabójcy, bo jak mówią, choć ciężko im pogodzić się z tą stratą, jako ludzie wierzący, nie mogliby postąpić inaczej.

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje