Reklama

Reklama

Kochanek mi grozi, że powie o nas mężowi

Rok temu wdałam się w romans. Dziś wiem, że to był wielki błąd.

Ale wtedy tak nie myślałam. Bardzo potrzebowałam mężczyzny - męskiej adoracji, komplementów, czułości, namiętności. Tego wszystkiego brakowało mi w małżeństwie. Z Darkiem, moim mężem, pobraliśmy się 19 lat temu. Byliśmy wtedy w sobie tak zakochani! Ale po latach ta miłość chyba się wypaliła. Codzienność wypełniały obowiązki - dzieci, praca, dom. Byłam tym wszystkim przytłoczona. Poza tym ostatnio mąż zmienił pracę - co prawda lepiej zarabiał, ale wracał przemęczony, zły. Kłóciliśmy się. Wiem, że powinnam była z nim porozmawiać, być bardziej czuła, troskliwa. Ale on dla mnie też taki nie był! 

Reklama

Skończyło się więc tak, że wylądowałam w ramionach kochanka. Nie musiałam go nawet specjalnie szukać. Akurat kolega z pracy, Piotr, rozwodził się. Jakoś tak się zgadaliśmy, ponarzekaliśmy na swoje kłopoty, a że Piotr wynajął sobie właśnie mieszkanie, któregoś dnia po pracy poszliśmy do niego. Kochaliśmy się i to było cudowne, z mężem od lat czegoś takiego nie przeżyłam. Potem był kolejny raz i następny... W ramionach Piotra czułam się szczęśliwa i doceniona jako kobieta, a to było dla mnie wtedy najważniejsze.

Ale któregoś dnia, gdy wróciłam do domu od kochanka i zobaczyłam męża - smutnego, siedzącego przed telewizorem - coś we mnie pękło. Nagle poczułam się bardzo źle, bo dotarło do mnie, że zdradzam męża. I to jest podłe, okrutne, bo on na to nie zasłużył. W głowie kołatało mi się tylko "Opamiętaj się, kobieto"! Następnego dnia powiedziałam więc Piotrowi, że kończę naszą znajomość i że więcej się nie spotkamy. 

Tego, co wtedy się stało, nigdy bym się nie spodziewała. Piotr oznajmił, że się nie zgadza na taki obrót spraw. Chce, byśmy nadal się spotykali, bo połączyło nas coś wyjątkowego, nie tylko seks. I on traktuje to jako coś więcej. Tłumaczyłam mu, że ja nie miałam wobec niego poważnych planów, że to był tylko zwykły romans, odskocznia od małżeńskich problemów. Ale Piotra to rozwścieczyło. Zagroził mi, że jeśli z nim zerwę, on powie o wszystkim mojemu mężowi. Przestraszyłam się, bo Piotr naprawdę był zły. Po chwili jednak mnie przeprosił, przytulił, poprosił, bym przyszła do niego na pożegnalną kolację. Zgodziłam się, a wieczór zakończył się namiętnym seksem. 

Ale gdy powiedziałam Piotrowi, że to naprawdę ostatni raz, znowu mi zagroził, że doniesie mężowi. A ponieważ przez kilka dni ponawiał swoje groźby, znów się zgodziłam na spotkanie. A potem na kolejne i kolejne. 

Jestem załamana i przerażona. Tak bardzo chcę skończyć znajomość z Piotrem, ale nie mogę, bo po prostu się boję. Mój kochanek, jeszcze niedawno czuły, troskliwy, kochający, okazał się zwykłym szantażystą. Owszem, gdy się u niego spotykamy i kochamy, jest namiętny, jak dawniej. Ale ja już go nie pożądam, bo czuję się przez niego prześladowana. Ciągle mi grozi, że jeśli z nim zerwę, powie o wszystkim mężowi. Albo wyśle list do męża - już mi go nawet pokazał. I czuję, że spełni swoją groźbę, bo przecież nie ma nic do stracenia. A ja mogę stracić wszystko - męża, dom, może nawet dzieci. 

Jestem zrozpaczona. Wiem, że to wszystko moja wina. Ale co mam zrobić? Czy pozwolić na to, by kochanek nadal mnie prześladował i dyktował swoje warunki? A skąd mogę wiedzieć, czy jego groźby nie pójdą dalej? Może więc sama powinnam powiedzieć o wszystkim mężowi? Ale na samą myśl o tym jestem przerażona, bo wiem, że mąż mi nie wybaczy. Czy zaryzykować?

Grażyna, 41 lat

Dowiedz się więcej na temat: rodzina | kobieta | romans | kochanek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje