Zdradziłam męża. I po co mi to było?

​W jednej chwili moje życie legło w gruzach i nie wiem, co robić. Jestem mężatką. Bardzo kocham Michała, mojego męża, dobrze nam się układało, byliśmy naprawdę szczęśliwi.

Rok temu Michał został oddelegowany przez szefa do pracy w innym mieście. Nie miał wyjścia, musiał się zgodzić. Obojgu nam było ciężko się rozstawać, ale pocieszaliśmy się, że będziemy widywać się w weekendy.  Michał wyjechał i od razu zaczęło mi go brakować. A najbardziej brakowało mi seksu. Ta sfera naszego życia zawsze była dla mnie bardzo ważna. Kochaliśmy się z Michałem tak często, jak się dało, nieraz nawet codziennie. I teraz nagle, z dnia na dzień, zostałam tego pozbawiona. Trudno mi wyrazić, jak bardzo cierpiałam. Seks daje mi tyle radości, tyle energii do działania! Tak naprawdę, po wyjeździe męża uświadomiłam sobie, że nie mogę żyć bez seksu. Owszem, Michał wpadał do domu na weekendy, wtedy w naszej sypialni znowu robiło się gorąco i namiętnie. Ale te wszystkie dni, kiedy go nie było... To była dla mnie udręka. 

Reklama

Któregoś dnia odwiózł mnie do domu Irek, kolega z pracy. To był zwykły przypadek, po prostu tak się złożyło, że musiał coś załatwić w mojej okolicy. Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło. W każdym razie zaproponowałam mu, by - wracając - wpadł do mnie, jeśli ma czas i chęć. Zgodził się, a skończyło się to tak, że wylądowaliśmy w łóżku. To był szalony, wspaniały seks! Było mi tak cudownie, mogłam wreszcie rozładować to narastające we mnie napięcie. Irek też był zachwycony. Do tego stopnia, że spotkaliśmy się potem u mnie znowu, potem kolejny raz. To był tylko seks, od razu wyjaśniliśmy sobie, że nie mamy wobec siebie żadnych oczekiwań. Irek "po wszystkim" nawet u mnie nie zostawał. Wracał do domu, do żony i dzieci. 

Nasz romans trwał prawie pół roku. Myśleliśmy, że nasza tajemnica się nie wyda. A jednak się wydała. Jestem przekonana, że do mojego męża doniosła na mnie sąsiadka. Cóż, pewnie widziała, jak Irek do mnie przychodzi. Zresztą, teraz to już nie ma znaczenia, kto doniósł. Bo mąż chce rozwodu i tylko to ma znaczenie. Nie pomogły moje przeprosiny, prośby, by mi wybaczył. Dziesiątki razy tłumaczyłam mu, że ten romans to był tylko seks i nic więcej. Między mną a Irkiem nie ma miłości. Kocham tylko męża i to powinno być dla niego najważniejsze. Niestety, mąż mówi, że takim tłumaczeniem tylko pogarszam swoją sytuację. Nie rozumie, gdy tłumaczę mu, że seks bez miłości to nie zdrada. On na to, że w takim razie może wszyscy wokół powinni znaleźć sobie kochanki i kochanków. A ja mu ostatnio powiedziałam, że mógł nie wyjeżdżać, wtedy by do tego wszystkiego nie doszło. I że to on jest winien całej sytuacji. Mąż, słysząc te słowa, dosłownie się wściekł. Już nawet nie chciałam się więcej odzywać. I teraz już nie wiem. Nie czuję się do końca winna, mam pretensje do męża. Ale widzę, że on ma całkiem inne zdanie. Czy mimo wszystko błagać go jeszcze, by mi wybaczył czy zgodzić się na rozwód? 

Renata, 39 lat


Dowiedz się więcej na temat: żona | zdrada

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje