Reklama

Reklama

Albo hobby, albo rodzina!

​Mój mąż uwielbia łowić ryby. Trwa już to wiele lat, ale teraz to przechodzi ludzkie pojęcie.

Miesiąc temu kupił kolejną nową superwędkę i po prostu zniknął dla świata. Od kiedy zaczęła się wiosna, każdą wolną chwilę spędza nad jeziorem albo wyjeżdża gdzieś z kolegami nad rzekę. I to w weekend, kiedy powinien spędzić czas z rodziną! Po prostu go nie ma! A ja zostaję sama z dziećmi jak ta kwoka i muszę się martwić, jak z nimi spędzać czas. Zachowuje się tak, jakby poza tymi rybami nic nie istniało. Czasami mam wrażenie, że to jakaś ucieczka od rodziny.    

Reklama

Wieczorami w domu zamiast mi pomagać i choćby ze mną i dziećmi trochę porozmawiać, zajmuje się tylko swoim rybackim sprzętem. Ciągle coś rozkłada, składa, dorabia, przegląda wędkarskie czasopisma i informacje w internecie o rybach.  Konserwuje też jakieś części i nic więcej właściwie go nie obchodzi.     

Tymczasem nasza najstarsza córka wkrótce wychodzi za mąż, więc jest wiele spraw do ustalenia. Jak i kiedy zorganizować przyjęcie, kogo zaprosić, co kupić. Ale z nim w ogóle nie ma rozmowy. Brakuje nam też pieniędzy, bo mąż wszystko wydaje na to swoje badziewie: jakieś żyłki, spławiki, kołowrotki, wędkarskie stołeczki, siatki, torby, a także na te swoje wyjazdy.     

Rozumiem, że hobby to przyjemne zajęcie, ale bez przesady! Mam do niego ogromny żal, że odcina się od ważnych rodzinnych problemów, a wszystko zostawia na mojej głowie. Uważam, że to skrajny egoizm i brak odpowiedzialności. Ostatnio tak się pokłóciliśmy, że już w ogóle ze sobą nie rozmawiamy. Naprawdę mam ochotę wywieźć te jego "zabawki" na śmietnik i skończyć z tymi idiotycznymi rozrywkami. Jestem rozgoryczona i nie wiem, jak nakłonić go do zmiany postawy. A może nie mieszać się do jego męskich spraw? 

Irena, 35 l.

Dowiedz się więcej na temat: żona | ryby

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje