Glow - skóra kocha blask

Pytając makijażystów, co jest trendem w makijażu, od kilku sezonów niezmiennie powtarzają jedno słowo "glow". Świetlista cera - synonim młodości, zdrowia, naturalnego piękna - szybko stała się tym słowem, które stało się dźwignią handlu.

Świetlista cera nadaje lekkości, promiennego wyglądu. Jeśli makijaż ma nas odmłodzić, to niewątpliwie warto mieć w swojej kosmetyczce rozświetlacz. Świetlista iluzja szybko stała się dla branży kosmetycznej luką, którą należy wypełnić. I tak od kilku sezonów makijażyści nie rozstają się z produktami rozświetaljącymi skórę, jak również promują coraz to nowe techniki dodawania kobietom blasku.

Reklama

Po modzie na konturowanie i zabawie światłocieniem, przyszła pora na strobing - czyli mocne rozświetlenie. Zabawa światłem to również sposób na stworzenie pięknej iluzji. W przypadku ust rozświetlenie sprawia, że optycznie je powiększamy, zaś rozświetlona cera zawsze wydaje się bardziej wypoczęta.

Jak zauważa w swoim felietonie dla "The Guardian" Morwenna Ferrier na samym tylko Net-a-Porter znajdziemy ponad 300 produktów, których etykiety opatrzone są hasłem "glow" - od rozświetlaczy po olejki do ciała.

Jednak ten trend, jak zauważa Ferrier, odnosi się nie tylko do makijażu - blask to synonim zdrowia, zatem świetlistości zadają nam również salony urody, odżywcze koktajle, zdrowe sałatki. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że zamiast świeżości, bardziej będziemy pragnąć świetlistości. Co ciekawe, nie chcemy się odmładzać - słowo "przeciwzmarszczkowe" jakby zniknęło z powszechnego obiegu. Słowem, które w dzisiejszych czasach jest gwarantem sprzedaży jest właśnie "glow". Przyglądając się szybkiej karierze tego określenia, Ferrier wraca do rodziny Kardashianów i technice konturowania, która stała się synonimem ich makijażu. Szybko wtopiło się ono w media społecznościowe, niemal wchłonięte przez influencerów, użytkowników social mediów.

Jednak glow pozwala osiągnąć jeszcze jeden efekt - naturalności. Coraz częściej, zarówno w pielęgnacji jak i makijażu, pojawia się chęć osiągnięcia jak najbardziej naturalnego, albo zbliżonego do naturalności efektu. Mocne podkłady zamieniamy na lekkie formuły, ciężkie bronzery odeszły w zapomnienie. W końcu glow przywodzi na myśl tę młodzieńczość, świeżość, powiew lata. To również piękne określenie, które oddaje radość i ten wewnętrzny blask. Zatem doskonale łączy to, do czego dążymy - wewnętrzną radość, chcemy mieć wypisaną, albo namalowaną na twarzy. (PAP Life)

autor: Monika Dzwonnik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje