Reklama

Reklama

Dziewczyna gangstera

Facet z dobrym samochodem był moim ideałem. Wiedziałam, że na takim można polegać...

  Siedziałyśmy pod trzepakiem, jak zawsze po południu - ja, Kaśka i Mariolka. Mariolka naprawdę nazywała się inaczej, ale była tak głupia, jak ta "babka" z kabaretu, więc zasłużyła sobie na odpowiednie przezwisko na dzielni. Ogólnie wszystkie byłyśmy w kiepskich nastrojach. Kaśka pokłóciła się z matką o tipsy, mnie znowu nie chcieli przepuścić do drugiej klasy w szkole fryzjerskiej, a Mariolkę pewnie niedługo całkiem wyrzucą z tej naszej kochanej zawodówki.

- Ja nie wiem, o co im chodzi - marudziła. - Że niby ja nie potrafię włosów uczesać? A co ja w domu codziennie robię? Przecież nie chodzę potargana, nie? - przeczesała palcami spalone rozjaśniaczem i prostownicą włosy. Były tak sztywne, że nawet nie ruszały się na wietrze.

Reklama

- Ta stara jędza z pracowni fryzjerskiej znowu się na mnie uwzięła - żaliłam się z kolei na swoją krzywdę. - Nie będę trzeci raz siedzieć w tej samej klasie. Niech mnie cmokną!

- Może gdybyś czasem przychodziła na zajęcia, to w końcu byś zdała - rzuciła złośliwie Kaśka.

Zignorowałam ją, bo co ona tam mogła wiedzieć? Gdybym była taka brzydka jak ona, też nie miałabym nic ciekawszego do roboty poza łażeniem do szkoły. Zresztą, każdy głupi wie, że nie ma sensu inwestować w edukację. Jeszcze żadna kobieta niczego się w ten sposób nie dorobiła... Aby zapewnić sobie przyszłość, trzeba po prostu znaleźć obrotnego faceta i ciągnąć z niego, ile tylko się da. Tak się robi karierę w świecie.

Siedziałyśmy smętnie, dzieląc jednego papierosa, gdy niespodziewanie z piskiem opon wyhamowała przed nami fura jak z bajki. Wielkie, lśniące czarne audi, wciąż jeszcze na zagranicznych numerach. Mariolka zaraz zerwała się na równe nogi - z niej to była blachara jak się patrzy. Tyle że z jej warunkami mogła się wyłącznie pogapić.

Z auta tymczasem wysiadł równie obiecujący koleś. Duży, silny, gibki. Biały podkoszulek obciskał mu takie bicepsy, że od razu zmiękły mi kolana. Męski gościu z groźną miną i w ciemnych okularach. Gdy nas zobaczył, błysnął zębami w uśmiechu i oparł się niby od niechcenia o maskę samochodu.

- Siema! - przywitał się. - Jak leci? Co porabiają takie fajne laseczki same na osiedlu?

Kaśka i Mariolka zachichotały jak głupie, ale ja nie leciałam na byle jakie teksty. Mamusia zawsze powtarzała, że faceci nie lubią łatwych idiotek.

- My tu kulturalnie dyskutujemy na intelektualne tematy - odgryzłam się, zadzierając nosa.

Faktycznie, od razu zdobyłam jego uwagę. Wpatrzył się w moje długie nogi, jakby nigdy podobnego cudu nie widział. I miał rację! W końcu nie od parady nosiłam najkrótsze spódniczki w okolicy. Kiedyś Czarna Elwira próbowała się ze mną pojedynkować na sukienki, aleśmy jej szybko przetłumaczyły, kto ma na dzielni konstytucyjne i wyłączne prawo do zakładania miniówek. Załapała tyle siniaków, że nauczyła się wreszcie nosić spodnie.

- O! - zdziwił się facet. - To kobietki teraz nie tylko ładne, ale i inteligentne!

Zanurkował na chwilę w bagażniku, po czym wrócił do nas z wielkim pudłem zagranicznych czekoladek.

- Proszę, żeby się paniom lepiej myślało - wręczył mi je, patrząc głęboko w oczy. - A ciebie chętnie zabiorę do samego nieba... Albo chociaż na przejażdżkę - szepnął mi gorąco do ucha.

Zerknęłam na gościa - fajny! Na auto - jeszcze lepsze. No to co miałam robić? Kaśka i Mariolka omal nie pękły z zazdrości, kiedy wsiadałam do audicy z nowym przystojniakiem. Zabrał mnie do McDonalda, a potem trochę połaziliśmy po galerii. Na koniec chcieliśmy skoczyć na dyskotekę, ale był dopiero wtorek i w tej naszej dziurze nic się nie działo. Więc facet wpadł na pomysł, że sam mi urządzi dyskę, jeśli tylko chcę. W aucie miał supergłośniki. Jak zapuścił muzę, to aż chodnik wibrował. Wszyscy zlecieli się na parking i impreza trwała, dopóki jakaś stara lampucera nie zagroziła, że wezwie policję. Wtedy koleś jakoś tak migiem się zwinął, ale obiecał, że zadzwoni.

Tak poznałam mojego Zbysia i zaraz wpadłam po uszy. Fajny był, zabawny, z fantazją. I te jego samochody! Prawie codziennie zjeżdżał pod mój blok inną bryką. Czarną, zieloną, czerwoną... Brakowało tylko czegoś w kropki. Nikt do końca nie wiedział, skąd je brał. Ale czy to było ważne?

- Pan Henio spod trójki mówi, że on się dorobił zagranicą - plotkowała Mariolka. - Nie wiadomo tylko, co tam robił.

Mnie to zdecydowanie najmniej obchodziło. Liczyła się zabawa, wycieczki, kwiatki i prezenty. Bo Zbysio miał gest!

Kiedyś zapytał, dlaczego nie rzucę tej głupiej szkoły i nie pójdę do pracy. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że do szkoły mam blisko, a do pracy pewnie musiałabym dojeżdżać... No i czym niby? Może brudnym autobusem?

I już następnego dnia czekał na mnie przed blokiem z różowym rowerem. Prosto z Holandii! Nawet z zaczepką w komplecie, tylko wadliwą, bo jakby czymś przeciętą... Dziewczyny aż zzieleniały, gdy go zobaczyły. W ogóle wszyscy mi zazdrościli - i roweru, i faceta. Dostawałam od niego tyle rzeczy! Nawet złoty łańcuszek z zawieszką. Fakt, że wygrawerowane w środku inicjały nie były moje, ale może po prostu jubiler się pomylił...

Zbysiu był cudowny. Kochany, opiekuńczy i nadziany. Taki facet z klasą i kasą, o jakim zawsze marzyłam. Poza tym bardzo zabawny, a ja cenię sobie poczucie humoru u mężczyzny. Miał takie różne śmieszne powiedzonka. Już następnego dnia po tym, jak się poznaliśmy, rzucił do mnie, że nieba mi przychyli, jeżeli ja uchylę spódniczkę. No to co miałam zrobić? "Co mi szkodzi?", pomyślałam. Pojechaliśmy tą jego furą na wycieczkę do lasu i uchylałam, ile wlezie. Aż się oboje zmęczyliśmy.

Od tamtej pory oficjalnie zostaliśmy parą, a miesiąc później już mieszkałam u Zbysia. Wolałam dmuchać na zimne i oznaczyć terytorium, zanim mi go sprzątnie sprzed nosa jakaś zazdrosna lasencja.

Matka strasznie się na mnie za to wściekła. Nie spodobało jej się, że rzuciłam szkołę. Ale przecież nie miałam na to czasu! Zostałam panią domu i musiałam dbać o swojego mężczyznę!

Zresztą, mama nigdy nie lubiła Zbyszka. Mówiła, że kręci jakieś podejrzane interesy i w końcu wpadnie. Ale co ona tam mogła wiedzieć? Jej się nigdy nic nie podobało. Fakt, czasem Zbyszek z kimś się poszarpał i chodził potem z podbitym okiem. Regularnie w nocy odwiedzali go też dziwni kolesie i znosili różne rzeczy. Radia, telefony, laptopy... Całe mieszkanie było tym zawalone. Nawet trochę się złościłam, bo wszędzie stały kartony ze sprzętem i prawie nie można było się ruszyć.

Żyło nam się razem wygodnie i zgodnie, a miłość kwitła...        

Aż do pewnej nocy, gdy niespodziewanie do drzwi Zbyszka zapukała policja. Właściwie "zapukała" to łagodnie powiedziane. Zwyczajnie wykopali drzwi i władowali się do środka. Nie pamiętam dokładnie, co się wtedy działo. Było dużo krzyku i szarpania. Policjanci wyciągnęli mnie z łóżka, zakuli w kajdanki i zapakowali do radiowozu razem ze Zbyszkiem. Narzeczony zapewniał, że to chwilowe kłopoty i zabronił mi cokolwiek mówić na komendzie.

Skoro kazał, to milczałam jak zaklęta, mimo że przez całą noc nieźle na mnie wrzeszczeli. Uspokoili się dopiero rano, gdy w areszcie odwiedziła mnie mama... z adwokatem.

- Pięknie się wpakowałaś! - krzyknęła na powitanie. - Ten twój ukochany Zbyszek to złodziej i paser! Należy do szajki sprowadzającej kradziony sprzęt z Niemiec. I właśnie w tej chwili próbuje wmówić funkcjonariuszom, że to było twoje mieszkanie i twój towar!

Nie wierzyłam, że mógłby mi to zrobić. A jednak! Zaczęłam mówić. Gdy policjanci skonfrontowali nasze zeznania, okazało się, że Zbyszek próbował zwalić całą winę na mnie! Oczywiście nikt w to nie uwierzył, bo jego historia kompletnie nie trzymała się kupy, ale serce połamał mi na drobne kawałeczki.

Pomogła matka. Wszystko odkręciła i ostatecznie nie postawiono mi żadnych zarzutów. Potem wysłała mnie do innego miasta, do ciotki, żebym "zmieniła towarzystwo". Nie wyszło mi to tak całkiem na złe... Zresztą nie miałam już życia na starej dzielni, bo nazywali mnie Księżniczką Przemytników. Ciotka nieźle mnie pilnowała, zmusiła do skończenia handlówki, zatrudniła w sklepie. Mam po dziurki w nosie gangsterów i teraz uczciwie pracuję na siebie.

 

Nikola Z., 23 lata

Z życia wzięte
Dowiedz się więcej na temat: Z życia wzięte | gangsterzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje