Reklama

Reklama

Blue monday wcale nie jest straszny, bo... nie istnieje

​Postanowienia noworoczne wzięły w łeb, z powodu nadmiernych wydatków pod koniec grudnia brakuje pieniędzy, pogoda zniechęca do wyjścia z domu, a do tego skończył się weekend. To właśnie te czynniki sprawiły, że trzeci poniedziałek stycznia zyskał groźnie brzmiące miano najbardziej depresyjnego dnia w roku. Czy rzeczywiście należy się go bać? Nie, bo jak przekonują naukowcy blue monday to pseudonaukowa bzdura.

Termin "blue monday" zawdzięczamy Cliffowi Arnallowi, brytyjskiemu psychologowi z Uniwersytetu w Cardiff. Wyznaczał on datę najgorszego dnia roku, korzystając z algorytmu, w którym uwzględnił czynniki meteorologiczne (krótki dzień, mało światła słonecznego), psychologiczne (dopadającą ludzi świadomość, że nie dotrzymają postanowień noworocznych) i ekonomiczne (czas, który upłynął od Bożego Narodzenia, powoduje, że kończą się terminy płatności kredytów związanych z zakupami świątecznymi).

Reklama

Choć blue monday na stałe wpisał się do kalendarza, wielu naukowców twierdzi, że Arnall wymyślił bzdurę i że ów najbardziej depresyjny dzień w roku nie istnieje. Dean Burnett, neurobiolog pracujący na wydziale psychologii w Uniwersytecie w Cardiff, nazwał algorytm wyznaczający blue monday "farsą" zawierającą "bezsensowne pomiary".

"To równanie łączy w sobie czynniki, których nie da się powiązać. Nie można bowiem sensownie połączyć tak różnych od siebie rzeczy jak pogoda, motywacja i stan finansów" - wskazał psycholog.

Mit najbardziej depresyjnego roku obalił również Ben Goldacre, lekarz i dziennikarz, który prowadzi w "The Guardian" rubrykę "Bad Science". Demaskuje w niej pseudonaukowe odkrycia i oszustwa. W jednym ze swoich tekstów Goldacre wskazał, że "najbardziej depresyjny dzień w roku" to zabieg PR-owy, stworzony na potrzeby jednej z firm turystycznych, który miał zachęcić ludzi do większego zainteresowania wakacjami. Aby nadać temu pomysłowi znamiona odkrycia naukowego, agencja reklamowa Porter Novelli skontaktowała się z pokaźną liczbą wykładowców uniwersyteckich, oferując wynagrodzenie w zamian za umieszczenie ich nazwisk w artykule na temat blue monday. Akcja okazała się skuteczna, bo blue monday znany jest na całym świecie.

Nieco mniej sceptycznie podchodzi do blue monday psycholog Obehi Alofoje.

"Nie ma prawdziwych dowodów na poparcie tej teorii. Ale możemy się jednak zgodzić co do tego, że wielu ludzi czuje się szczególnie słabo w tym czasie. Niektórzy są rozczarowani po świętach, niektórzy spłukani i czekają do następnej wypłaty, niektórzy nie wywiązali się z nierealistycznej listy postanowień, inni są zestresowani poniedziałkowym powrotem do pracy, którą chcieli porzucić - wylicza na łamach "Psychology Today". Ale jednocześnie dodaje, że nie należy się skupiać na tych negatywnych czynnikach.

"Chociaż może być kuszące poddanie się ogólnoświatowej koncepcji zbiorowego >>dnia niedoli<<, to bardziej pomocne będzie skupienie się na tym, jak uczynić swoje życie lepszym w tym roku" - twierdzi Obehi Alofoje. Zachęca do wypróbowania kilku najprostszych sposobów na pokonanie poniedziałkowej chandry, która, może nam towarzyszyć każdego poniedziałku, niezależnie od miesiąca czy pory roku. "W ciągu dnia znajdź czas na porządny posiłek i najlepiej zjedz go z kimś bliskim. Jeśli poczujesz stres, zrób pięciominutową przerwę i poćwicz albo głęboko pooddychaj" - sugeruje.

Obehi Alofoje dodaje, że w dniu, w którym doskwiera nam chandra, powinniśmy porozmawiać z kimś bliskim, nawet jeśli nie bezpośrednio, to przez telefon czy Zoom. Pomocny będzie też wysiłek fizyczny.

"Ćwiczenia lub spacer sprawią, że poczujesz się trochę lepiej. Endorfiny wytwarzane przez nasz organizm są naszymi naturalnymi antydepresantami i pomogą poprawić nastrój. I co najważniejsze, nie naciskaj na siebie. Jeśli nie masz ochoty robić niczego, nie rób! Albo rób tylko to, co sprawi ci przyjemność" - podkreśla psycholog. To może być dobra książka, ciepła kąpiel, ulubiony serial albo film, który zawsze poprawia nastrój, kubek herbaty, kilka aromatycznych świec, dobra czekolada. Jednym słowem tego dnia warto zorganizować sobie wieczór samych przyjemności.

Psychologowie choć są sceptyczni wobec blue monday, to doceniają popularność tego dnia z jednego powodu. Może mieć pozytywny wpływ na upowszechnienie wiedzy na temat depresji. Zwraca na to uwagę Stephen Buckley z organizacji Mind, zajmującej się profilaktyką zdrowia psychicznego i wsparciem osób potrzebujących. Choć jest on przeciwnikiem koncepcji blue monday, bo - jak twierdzi - trywializuje ona depresję, to jednocześnie może być punktem wyjścia do szukania informacji na temat tej choroby, zwiększania wiedzy i świadomości, a także rozmów. Jego zdaniem wiedząc, czym jest depresja, będziemy świadomi, że nie doskwiera ona ludziom tylko jeden dzień w roku. Będziemy też bardziej wyczuleni na to, czy ktoś w naszym otoczeniu nie ma objawów depresji lub czy nie mamy ich my sami.

Zobacz również:

Dowiedz się więcej na temat: blue monday

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje