Reklama

Reklama

Igor - dziecko Czarnobyla?

Igor nie płakał

Na szczęście to jasne scenariusze doczekały się realizacji – Igor po dziś dzień zachował sprawność i jest praktycznie w pełni samodzielny, a małżeństwu Bennettów ostatecznie udało się go przysposobić, tym samym spełniło się jego wielkie marzenie o posiadaniu kochającej rodziny. Doskonale odnalazł się w angielskiej rzeczywistości i pokochał nowy kraj. Chociaż cieszył się na pierwsze wakacje z przybranymi rodzicami (cała trójka wybrała się wtedy do Hiszpanii), pobyt na lotnisku nieco go zestresował – to miejsce kojarzyło mu się jednoznacznie z powrotem na Białoruś.

Reklama

Okazało się, że każdy powrót do słowiańskich korzeni i wspomnień sprawia chłopcu ból – nie chciał już mówić po rosyjsku, dlatego wizyta dawnych opiekunek, pielęgniarki Lily i lekarki Tamary, choć wyczekiwana, obok pozytywnych emocji przysporzyła kilkulatkowi też frustracji i łez. Starsza z kobiet, posługująca się wyłącznie tym językiem, nie chciała, by były podopieczny zapomniał o ojczystej mowie. Kolejny poświęcony mu film dokumentalny, „Igor, The Boy Who Dared to Dream”, pokazuje, jak ważne, ale i niełatwe było to spotkanie.

Ponadto, jak wspominała Barbara, na pewnym etapie jej przybrany syn sygnalizował nawet chęć zmiany imienia na „Michael”, tak jakby imię, które nosił symbolizowało wszystko to, co trudne w jego życiu oraz to, co pozostawił za sobą. Ostatecznie jednak Igor pozostał Igorem.

Chłopak wyznał po latach, że pytany o to, jak to jest mieszkać w sierocińcu zwykł odpowiadać, że nie pamięta. W rzeczywistości jednak nie chciał wracać do raniących wspomnień. Mimo że miał szczęście do zaangażowanych i empatycznych opiekunów, świadomość bycia porzuconym musiała być bowiem wyjątkowo bolesna i trudna do zniesienia. Czy rodzice nowo narodzonego Igora nie byli w stanie zaakceptować jego inności? To najprostsze, wręcz nasuwające się wyjaśnienie, ale czy aby na pewno prawdziwe? Pytania tego rodzaju nie dawały spokoju Victorowi Mizzi, który zapragnął uporządkować także te kwestie i dopiął swego.

Mężczyzna odkrył, że Elena i Andriej Pavlovets nie porzucili syna, a zostali zmuszeni do rozłąki z nim. Jak podaje serwis Thefreelibrary.com, pierwsze chwile po porodzie rzeczywiście były traumą dla młodej matki:

- Jego narodziny były tragedią. Czegoś takiego nie życzysz nawet najgorszemu wrogowi. Wszystkie dzieci płaczą po narodzinach, ale nie on. Igor był inny.

Rodzice malca byli w szoku, ale nawet nie myśleli o tym, żeby go gdziekolwiek oddać. Zespół lekarzy bombardował ich pytaniami o styl życia, nałogi, używki… Państwo Pavlovets na każde odpowiadali „Nie”; według ich wiedzy nie zrobili niczego, absolutnie niczego, co można by powiązać ze stanem Igora, poza przebywaniem w bliskości strefy skażonej. Małżeństwo jest zdania, że władze chcąc ukryć przed światem wszelkie dowody feralnych skutków czarnobylskiej katastrofy wydawały medykom jednoznaczne instrukcje, jak postępować w sytuacjach takich jak ta. Lekarze orzekli, że chłopiec nie przeżyje i odebrali go zrozpaczonym rodzicom. Ci, przez lata nie doczekawszy się żadnych informacji na jego temat, założyli, że stało się tak, jak wieszczył medyczny personel – ich syn prawdopodobnie zmarł niedługo po porodzie. Byli wstrząśnięci, gdy na początku lat 90. natrafili na jego zdjęcie w gazecie. Od tamtej pory nie było dnia, by o nim nie myśleli.

Organizacja Victora Mizzi dołożyła wszelkich starań, by rodzina rozdzielona przed laty mogła się wreszcie spotkać, a Igor mógł otrzymać odpowiedzi na swoje pytania. Barbara przyznała, że gdy usłyszała, że biologiczni rodzice chcą skontaktować się z nastoletnim już wtedy chłopakiem, zaniepokoiła się, że być może zechcą go odzyskać. Obawy angielskiej mamy były jednak niepotrzebne:

- Wiem, że Elena i Andriej są moimi rodzicami, ale to wszystko jest tak trudne i dziwne. Dla mnie są jak normalni ludzie. Mamą i tatą są dla mnie Barbara i Roy - mówi Igor.

Rodzice, babcia i przyrodnie rodzeństwo nie kryli radości, że długo oczekiwane spotkanie doszło do skutku. Nie zabrakło wzruszeń. Cieszyli się, że chłopcu powiodło się w życiu. Nie chcieli burzyć zastanego porządku, zresztą sam Igor, obywatel brytyjski mówiący idealną angielszczyzną bez śladu wschodniego akcentu "swoją mamusią" nazywa tylko Barbarę. Ona też nie wyobrażała sobie życia bez niego. Ten dorosły dziś mężczyzna nadal utrzymuje bliski kontakt z rodziną z Białorusi, ale przyznaje, że pod wieloma względami miał niewiarygodne szczęście, że los związał go z Bennettami i Wielką Brytanią. Jakie perspektywy rysowałyby się przed nim, gdyby został w rodzinnym kraju? Odebrany rodzicom po krótkim pobycie w sierocińcu koniec końców najpewniej trafiłby do zamkniętego zakładu dla dorosłych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje