Reklama

Reklama

Jak uniknąć zatrucia?

W czasie upałów jest o nie łatwiej niż w innych porach roku. Im jest cieplej, tym bardziej musimy dbać o to, by uniknąć tego zagrożenia.

Zwykle po obiedzie coś zostaje. Niezjedzone potrawy wykorzystujemy do przygotowania kolejnego posiłku. Tak robi każda dobra gospodyni. I słusznie! Trzeba jednak pamiętać, by te "nadwyżki" zabezpieczyć przed psuciem się. Jak tylko wystygną, zapakować je w pojemniki i wstawić do lodówki. Naczynia te powinny być zamknięte - to zabezpieczy chłodziarkę przed zaparowaniem i oszronieniem. Potrawy zostawione w temperaturze pokojowej mogą stać się przyczyną zatrucia pokarmowego.

Reklama

W pożywieniu może się rozwijać wiele rodzajów bakterii. Wszystkie mają jednak pewną cechę wspólną: im chłodniej, tym wolniej się namnażają. I odwrotnie: im cieplej, tym szybciej rośnie ich ilość w pokarmie. Lato to dla nich idealny czas. W ciągu zaledwie 2-3 godzin ich liczba potrafi się podwoić. To ważne, bo często od ilości bakterii zależy, czy się zatrujemy.

Są mikroby, które powodują problemy, gdy jest ich tysiąc, ale są i takie, które są groźne dopiero wtedy, gdy osiągną liczbę setek tysięcy. Co z resztkami po obiedzie? Zapakowane w pojemniczki mogą stać w lodówce do - powiedzmy - czterech dni. Po tym czasie lepiej je wyrzucić. A jeśli zapomnieliśmy wstawić je do lodówki i stały na kuchennym blacie do kolacji, zanim umieścimy je w lodówce, musimy je zagotować i przez chwilę pozwolić wrzeć. Wysokie temperatury dobrze sobie radzą z bakteriami: np. salmonella ginie powyżej 70 stopni. Pamiętajmy jednak, że jedzenia nie powinno się podgrzewać więcej niż raz. Każdorazowe podniesienie temperatury to groźba rozwoju bakterii - w nieco tylko podgrzanym pokarmie bakterie mają prawdziwy bal.

W jaki sposób bronić się przed inwazją bakterii?

Przede wszystkim pamiętajmy, że najlepszą pożywką dla nich jest mięso, zwłaszcza surowe. Wszystko, co się z nim kontaktuje, powinno być bardzo dokładnie umyte, a nawet zdezynfekowane. W tym celu można np. polać deskę do krojenia mięsa wrzątkiem. Jeśli np. rozmrażamy kurczaka na sitku w zlewie, musimy potem wyparzyć i sitko, i zlew. Jeśli na tym samym sitku umyjemy potem sałatę, może się okazać, że po myciu... jest na niej więcej bakterii niż przed płukaniem! Generalnie, żadne kuchenne utensylia, które miały kontakt z surowym mięsem, nie powinny mieć styczności z innym pokarmem.

Najlepiej do mięsa mieć osobną deseczkę, nóż i miskę. Bądźmy ostrożni: na kurczaku często bytują bakterie salmonelli. Natychmiast po zakupach ugotujmy (lub usmażmy albo zamroźmy) podroby - psują się najszybciej. W czasie upałów trzeba dużo pić - ale ważna jest jakość wody. Jeśli mamy zwyczaj picia prosto z butelek, kupujmy małe. Podczas picia do wody dostają się bakterie z ust. Jeśli butelka stoi potem na słońcu, bakterie się mnożą i taka woda sama może się stać źródłem zatrucia.

Latem często zmieniajmy ręczniczki w kuchni i gąbki do mycia naczyń. Bakterie kochają wilgoć, a zarówno ścierki, jak i gąbki często są wilgotne - drobnoustroje mnożą się w nich jak szalone. Umyty owoc, wytarty wilgotnym ręczniczkiem, natychmiast przestaje być czysty. Kuchenne ręczniczki trzeba zawsze tak wieszać, by mogły schnąć. To samo dotyczy gąbki: lepiej, by była sucha. Raz w tygodniu albo ją wymieńmy na nową, albo włóżmy mokrą do mikrofalówki na pół minuty (wtedy wszystkie bakterie zginą).

Zlew, w którym trzymaliśmy surowe mięsa, zlejmy obficie wrzątkiem. Wszystko, co zamierzamy zjeść, trzeba oczyścić z bakterii. W przypadku mięsa to będzie gotowanie, smażenie lub pieczenie, a w przypadku jedzonych na surowo owoców i warzyw - mycie. Najlepiej jest umyć je pod bieżącą wodą o temperaturze ok. 60 stopni. A jeszcze lepiej, jeśli po umyciu cieniutko obierzemy je ze skórki. Pamiętajmy też, by po każdej wizycie w toalecie umyć ręce. W pomieszczeniu tym aż roi się od bakterii e.coli. Kupujmy też jedzenie w sklepach, które dobrze je przechowują (w lodówkach), zwracajmy uwagę na terminy przydatności do spożycia.

A jeśli jednak się zatrujemy?

 Około 6 godzin po zjedzeniu zanieczyszczonego pokarmu pojawią się pierwsze objawy zatrucia. Początkowo są to mdłości, nudności i bóle brzucha, potem pojawiają się wymioty. Po około dobie dołączy się także biegunka. Osoby o silniejszych żołądkach mogą od razu mieć biegunkę. Pechowcy miewają jedno i drugie naraz. Ale pokarmowe sensacje, niezależnie od nasilenia, powinny trwać jeden lub dwa dni. Po tym czasie organizm powinien powoli zacząć wracać do formy. Przyjmowanie probiotyków (preparatów zawierających pożyteczne bakterie) usprawni pracę układu pokarmowego. Organizm wtedy szybciej upora się z drobnoustrojami chorobotwórczymi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje