Reklama

Reklama

Śmierć w szpitalu: Przerażające, co dzieje się później

Odarci z godności

Reklama

Umierający najczęściej leży na sali wśród innych chorych. Gdy nastąpi zgon, jego ciało również tam pozostaje, oddzielone od pozostałych jedynie barierą w postaci parawanu. Współczuję pacjentom, którzy muszą przetrwać ten czas, nawet jeżeli jest to wyłącznie kilka minut (nierzadko dwie, trzy godziny). A bywa i tak, że umierający oddaje mocz i kał w łóżku. I wtedy nie tylko trzeba obcować ze śmiercią, lecz także z przerażającym smrodem.

Polskie szpitale nie są przystosowane do tego, by zapewnić pacjentom intymność w chwili umierania. Odarci z godności odchodzą pośród obcych im ludzi, często w delirium lub w zaburzeniach psychicznych związanych ze stresem i zmianą środowiska domowego na szpitalne.

Kostnica

Szpitalna kostnica to osobliwe i dla wielu mroczne miejsce. Często zlokalizowana w ciemnej, zimnej i oddalonej od większości żywych ludzi części szpitala, zazwyczaj w podziemiu lub w osobnym budynku. Codziennie przyjmuje i wydaje ciała osób zmarłych z przeróżnych powodów. Niektóre ciała poddaje się sekcji zwłok. Ma to miejsce najczęściej wtedy, gdy ktoś umiera z niewyjaśnionej przyczyny, gdy do zgonu dojdzie w ciągu 12 godzin od przyjęcia do szpitala lub gdy istnieje podejrzenie, że popełniono przestępstwo.

Chłodnia, w której przechowuje się zwłoki, to ogromna szafa z wysuwanymi półkami. Zamknięcie takiej szuflady skutkuje uruchomieniem systemu chłodzenia, który ma zabezpieczyć ciało przed zbyt szybkim rozkładem. Jeżeli jej nie domkniemy, system się nie włączy. Gdy uczestniczyłem w zajęciach sekcyjnych, rano musiałem się zgłaszać w tym upiornym miejscu i w stroju ochronnym czekać na patologa, który poprowadzi zajęcia - pokaże i opowie o swojej pracy. Raz przed takim wykładem okazało się, że jedna z szuflad jest wysunięta, więc z rozpędu ktoś ją domknął, by przypadkiem nie zdenerwować prowadzącego. Wtem z szafy rozległy się łomot i krzyk:

- Ratunku!

Szuflada posłużyła bowiem za łóżko, na którym w nocy położyła się sprzątaczka doprowadzająca kostnicę do porządku przed kolejnym dniem pracy... Swoją drogą - czy ktoś z nas, obojętnie jak byłby zmęczony, zasnąłby spokojnie ze świadomością, że z każdej strony otaczają go zmarli ludzie?

Strachy

Stwierdzenie zgonu nie zawsze jest prawdziwe, dlatego różnego rodzaju mrożące krew w żyłach i budzące przerażenie opowieści często mają zupełnie racjonalne podłoże. Zdarza się, że przechodzą do legendy przekazywanej z pokolenia na pokolenie... Oczywiście szpitala.

Środek nocy, z jednej z sal dobiega przejmujący jęk. Pośród personelu raban, dyżurny zrywa się na równe nogi, by sprawdzić, co się dzieje. Pacjent umiera. Ze względu na jego stan zdrowia reanimacja nie ma już sensu. Jedna z pielęgniarek wpada na genialny pomysł i - myśląc, że pacjent odszedł - stawia przy łóżku zmarłego zapaloną gromnicę, a jego twarz nakrywa prześcieradłem. Nagle coś ją łapie za rękę. Pacjent jednak się podnosi i krzyczy:

- Czy panią pojebało?!

Pogorszenie zdrowia było chwilowe i pacjent - chyba na złość wszystkim - po tym zdarzeniu, nie godząc się z nieuniknionym losem, spędził z nami jeszcze dwa tygodnie, opowiadając każdemu, kto chciał słuchać lub nie, dzieje swojego życia.

* Więcej o książce przeczytacie TUTAJ.

Zobacz również:

***
#POMAGAMINTERIA

Hubert ma roczek. Pierwsze sześć tygodni życia spędził w szpitalu, walcząc o każdy dzień. Urodził się z ciężkimi wadami - między innymi z brakiem kości w rękach. Pojawiła się jednak nadzieja na operację, która umożliwi mu normalny rozwój. Wystarczą dwa kompleksowe zabiegi, dzięki którym jego dłonie i przedramię ukształtują się w sposób prawidłowy, a ręce będą mogły prawidłowo rosnąć z zachowaniem pełnej funkcjonalności kończyn. Pomóż Hubercikowi przybić piątkę w przyszłości! Sprawdź szczegóły >>>

Dowiedz się więcej na temat: zgon | szpital | kostnica

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje