Reklama

Reklama

Zasługujesz na to, by jeść. Czym jest jedzenie intuicyjne?

Jakie skutki uboczne mogą wynikać ze źle pojętej diety?

Reklama

- Mogę przytoczyć, co działo się u mnie: ciągły głód, obsesja na punkcie jedzenia, brak umiejętności skupienia się na czymkolwiek, mgła mózgowa, nieregularne miesiączki lub całkowity ich brak, zniszczone zęby, brak libido, ciągle uczucie zimna - spałam latem w skarpetkach, nieuchronny efekt jojo. A także brak wiary w siebie, stany depresyjne, problem z nauką, wyobcowanie, izolacja paranoiczny strach przed jedzeniem przy myśleniu o jedzeniu w każdej sekundzie dnia, poirytowanie, problemy trawienne, uzależnienie robienia pewnych rzeczy od liczby na wadze, rozwalony metabolizm - bardzo małe zapotrzebowanie na energię przy bardzo silnym głodzie.

Bardzo długa i smutna litania... Co się stało, że udało się pani z tego wykaraskać?

- Problemy, które wymieniłam, pojawiały się u mnie od 13. roku życia i znikały, gdy tylko kończyła się dieta i nadchodził efekt jojo. Decyzja, że dłużej tak nie mogę żyć, wyszła ode mnie, byłam zmęczona i dałam sobie pozwolenie na rezygnację z wyścigu o idealne ciało.

Skoro diety wyrządzają więcej szkody niż pożytku - co proponuje pani w zamian?

- Jestem zwolenniczką uczenia kompetencji żywieniowych. Co trzeba zrobić, by pozbyć się problemu z jedzeniem? Nauczyć się rozpoznawać głód i sytość, rozróżniać głód od apetytu oraz odróżnić głód fizjologiczny od psychicznego. Kolejny krok to zacząć jeść dla komfortowej satysfakcji, zastosować tak zwane elastyczne żywienie, które jest w większości zdrowe i przyjemne. Zalecam też znaleźć aktywność fizyczną, która będzie przyjemna i będzie nam się chciało ją kontynuować. A nade wszystko doradzam, żeby zamiast brać się za diety, wziąć swoje życie we własne ręce i przestać być podatnym na wpływy z zewnątrz w kwestii żywienia. Proponuję przekierować czas i uwagę z liczenia kalorii, na obserwację potrzeb swojego ciała i naukę szacunku do niego. Nie mówię, że to łatwe i szybkie, ale z pewnością warte pracy, którą trzeba w to włożyć. Te umiejętności raz wyuczone nie giną.

Jak więc odróżnić głód od apetytu?

- Głód jest potrzebą fizjologiczną. Nie przychodzi nagle. Apetyt może się pojawić w sekundzie, to taki smaczek. Idę koło piekarni, czuję gorący chleb i chcę go zjeść. Jeśli się czymś zajmę, to o nim zapomnę. Czasami apetyt na coś konkretnego pojawia się znikąd i nie mija. Np. "chodzi za mną ser" i przez trzy dni chce mi się kanapki z serem. Wtedy mojemu organizmowi może brakować wapnia. Mam też tak, że kiedy nie jem mięsa przez długi czas, chodzi za mną wątróbka. Może to oznaczać zapotrzebowanie na żelazo albo witaminę B12, nie wiem. 

- Bywa bowiem tak, że po niesmacznym posiłku następuje silna potrzeba, by zjeść cokolwiek, byle tylko poczuć satysfakcję. To może być wyjaśnienie nagłej ochoty na coś słodkiego. W grę mogą wchodzić emocje, nuda albo pragnienie poczucia komfortu.

Twierdzi pani, że powinniśmy dostosować odżywianie do swojej sytuacji życiowej, a nie odwrotnie. Co to oznacza w praktyce?

- Należy patrzeć na to, jakim się dysponuje budżetem, co się lubi, jakie ma się zdolności kulinarne, ile ma się czasu na gotowanie i jedzenie, jaki ma się tryb życia. Z dietami często jest tak, że trzeba sobie tak ułożyć dzień i budżet, by się dopasować, zaakceptować trudne dla siebie smaki i zapomnieć o tym, co się lubi. To jest przepis na porażkę, a nie na dobre życie. 

Dużo mówi pani o wsłuchiwaniu się w potrzeby swojego organizmu, o zaufaniu swojej intuicji. A co jeśli moja intuicja podpowiada mi głównie pizzę, czekoladę i sushi, najlepiej w tempurze? To raczej nie wyjdzie mi na zdrowie.

- Widzę trzy motywy, jakimi może się pani kierować. Pierwszy - że szuka pani zaczepki i prowokuje, by wywołać burzę, niestety to częste w internecie. Drugi każe mi podejrzewać, że jest pani ignorantką żywieniową i nie ma w sobie chęci, by wziąć odpowiedzialność za swoje dobre samopoczucie. W trzecim przypadku być może faktycznie ma pani żywieniowy problem. Takim ludziom można skutecznie pomóc. Scenariusz, w którym będzie się jadło tylko pizzę, sushi czy słodycze nigdy się nie zdarzy, gdy nauczy się żywienia intuicyjnego.   

- Ludzie często mylą pojęcia. Po latach diet przestają się głodzić i wydaje im się, że przechodzą na jedzenie intuicyjne. Ale nie, to tylko przejaw naiwności albo zbyt dużej wiary w siebie pomimo braku doświadczenia. Jedzenie intuicyjne to zestaw umiejętności które trzeba nabyć. Jednym wystarcza kilka miesięcy pracy nad sobą, innym potrzeba kilku lat. U mnie trwało to dwa lata zanim doszłam do płynności. Mistrzem nadal nie jestem. Dużo nauki przede mną. 

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

***
Zobacz więcej!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje