Reklama

Reklama

Pozwól dziecku płynąć z prądem!

Chyba każdy się zgodzi, że klasyczna edukacja jest niedopasowana do tego, jak pracuje mózg, psychika i ciało dzieci. To dla tego dla większości z nich nauka jest przykrym obowiązkiem i zamiast rozwijać swoje pasje są zmęczone i zniechęcone. Podobnie jak rodzice. Przeczytaj fragment książki Mikołaja Marcela " Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem" o znaczeniu w naszym życiu flow.

Kim moglibyście być, gdyby nie nasze typowe myślenie o edukacji? I kim mogłyby stać się wasze dzieci? Pytam o to, bo niestety zbyt często patrzymy na edukację przez pryzmat przyszłych perspektyw na zdobycie dobrej pracy.

Oficjalnie wszystkim chodzi o rozwój, ale rodzice zadają sobie też pytanie: "Jaką pracę dostanie w przyszłości moje dziecko? Z czego będzie żyło?". Praca to działalność, za którą otrzymujemy wynagrodzenie zapewniające nam utrzymanie i zabezpieczenie finansowe. Problem w tym, że praca, która nie jest dla nas ważna, nie jest naszą pasją i nie widzimy w niej większego sensu, nie służy naszemu rozwojowi.

A jaka praca ma dla człowieka sens? Taka, dzięki której rozwiązuje on istotne dla siebie problemy, zdobywając nową wiedzę i umiejętności. Praca powinna umożliwiać człowiekowi samodoskonalenie się i pozwalać na rozwinięcie i wykorzystanie jego potencjału.

Jak zauważył kanadyjski pisarz i autor bestsellerów z dziedziny rozwoju osobistego i psychologii sukcesu Brian Tracy w swojej książce "Little Silver Book of Prosperity": "Największym błędem, jaki możemy kiedykolwiek popełnić w życiu, jest myślenie, że pracujemy dla kogokolwiek innego niż dla siebie".

Koniecznie odnieście tę myśl do swoich dzieci. Jeśli w tym, co robią, będą czuły, że robią to przede wszystkim dla siebie, że się doskonalą i są w tym autentyczne, nigdy nie będą nienawidzić poniedziałków - zarówno w latach szkolnych, jak i w życiu zawodowym. Bo tak rozumiana praca nie jest niczym innym jak uczeniem się - uczeniem się tego, w czym jest się dobrym i co jest dla nas sensowne i pożyteczne.

Reklama

Nie będę ukrywać, że tak właśnie wygląda moje życie: od szkoły podstawowej do pracy zarobkowej. Pracuję na uczelni jako nauczyciel, ale sam nieustannie się uczę, tworząc nowe kie­runki, prowadząc nowe przedmioty, biorąc udział w nowych inicjatywach naukowych i edukacyjnych. A ponieważ uczę swoich studentów tego, jak pisać, ciągle rozwijam swój potencjał w tym wymiarze jako autor powieści, poradników i tekstów piosenek.

Oczywiście pieniądze są w tym wszystkim ważne, bo zapewniają mi utrzymanie i zabezpieczenie finansowe, ale jednak to tylko pochodna tego, czym zajmuję się w życiu. Nie robię tego, co daje mi pieniądze - robię to, w czym mogę wykorzystać potencjał i co sprawia mi przyjemność.

Czy nie to właśnie powinno być celem edukacji waszych dzieci? Nauka korzystania z ich potencjału, a nie przygotowanie do przyszłego zawodu? Jak jednak to osiągnąć? Jak możecie pomóc dzieciom odkryć ich talenty?

Feel the flow, czyli z prądem zamiast pod prąd!

Wyobraźcie sobie taką sytuację: mamy genialną lekkoatletkę, dla której nie ma nic bardziej naturalnego niż bieg przez płotki. Robi to jak nikt inny, wygrywa z każdym na każdym dystansie - gdy biegnie i przeskakuje przez kolejne płotki, po prostu czuje, że żyje.

Wiadomo, by móc być mistrzynią, robi też wiele innych rzeczy - istotna jest dieta, siłownia, treningi, ale to wszystko nie stanowi dla niej problemu. Przygotowuje się bowiem do wielkich osiągnięć w zawodowym sporcie. I wtedy, kiedy już ma zamiar zdobyć kwalifikację na igrzyska olimpijskie, okazuje się, że najpierw musi zaliczyć kurs sumo, strzelania do rzutków oraz piłki nożnej.

Dlaczego? Bo nigdy nie wiadomo, co jej się w życiu przyda! Nieważne, że nie ma to żadnego związku z tym, co kocha robić. Powinna przecież mieć możliwość poznania innych dyscyplin sportowych - jak może wiedzieć, że biegi przez płotki to coś, co chce robić przez całe życie, skoro nie miała okazji pograć w golfa albo koszykówkę?

Ale nasza mistrzyni to urodzona wojowniczka, więc podejmuje wyzwanie. Walczy o realizację swoich marzeń, jednak w natłoku zadań do wykonania wkrótce o nich zapomina... I tak nasza niedoszła mistrzyni mozolnie kończy kurs sumo, strzelania do rzutków oraz piłki nożnej, a następnie rzuca sport i decyduje się zostać ekonomistką. Bo w sumie co za różnica?

Ta historia brzmi absurdalnie, prawda? A przecież właśnie czegoś takiego doświadczają - zarówno w szkole, jak i w domu - wasze dzieci. Muszą robić rzeczy, które absolutnie nie mają związku z tym, co kochają, a w dodatku jest wywierana na nie presja, by robiły to na jak najwyższym poziomie.

* Więcej o książce "Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem" przeczytasz TUTAJ.

Dzieci, próbując sprostać tym wymaganiom, porzucają swoje pasje i zainteresowania, rezygnują z hobby. Potem przez wiele lat swojej edukacji i życia zawodowego z całych sił próbują być we wszystkim najlepsze i osiągnąć sukces za wszelką cenę. Jak kończą się takie historie? Bywa, że nagłym załamaniem i dramatyczną zmianą życiowego kursu.

Tak było z Bethany Butzer, psycholożką i badaczką, której perfekcjonizm pozwolił dostać wymarzoną posadę w renomowanej Harvard Medical School. Jednak dwa lata później, ku całkowitemu zaskoczeniu rodziny i przyjaciół, Butzer porzuciła pracę i wyjechała do domku w górach. Dlaczego to zrobiła? Bo miała dość płynięcia pod prąd, robienia miliona rzeczy, które były ważne dla wszystkich wokół niej i które ostatecznie stały się istotne także dla niej - ale do czasu...

Jeśli chcecie posłuchać całej tej historii, koniecznie obejrzyjcie jej wystąpienie na konferencji TED. Zdradzę wam tylko, że ostatecznie Butzer znalazła swoją drogę. W jaki sposób? Postanowiła w końcu zacząć płynąć z prądem.

Dlatego jeśli nie chcecie, by wasze dzieci znalazły się kiedyś w sytuacji Bethany Butzer, zróbcie dwie rzeczy:

1. Pozwólcie im robić mniej, ale koncentrować się na tym, co je interesuje i co ma dla nich znaczenie - niech płyną z prądem, a nie pod prąd.

2. Pomóżcie im odkryć ich stan przepływu.

Czym jest stan przepływu albo inaczej FLOW? Nad tą koncepcją badania prowadził Mihaly Csikszentmihalyi. FLOW to stan, który wiąże się ze wszystkim tym, co potrafi was i wasze dzieci bez reszty pochłonąć i do czego intuicyjnie ich i was ciągnie.

Pewnie znacie to uczucie, kiedy coś robicie i wszystko inne przestaje mieć znaczenie - zapominacie o otaczającym was świecie i swoich potrzebach. U mnie najczęściej taki stan pojawia się, gdy czytam coś wymagającego i pochłaniającego zarazem lub gdy piszę książkę. Jednak każdy z nas może odnaleźć stan przepływu w czymś innym. Czego potrzeba, by wasze dzieci go odczuły?

Zadanie, z którym się mierzą, powinno je interesować i balansować między tym, co możliwe dla nich do wykonania, a tym, co wciąż stanowi dla nich wyzwanie.

Powinny mieć bardzo jasno określony cel i wiedzieć, co mają zrobić, tak by móc absolutnie skupić się na zadaniach.

Powinny również mieć pełne poczucie kontroli, możliwość natychmiastowego wyciągania wniosków z działania i kierować się motywacją wewnętrzną.

Wróćmy do naszej lekkoatletki, która odczuwała stan przepływu podczas biegu przez płotki, ponieważ z jednej strony, poziom jej umiejętności w tym względzie był wysoki, z drugiej, rywalizowała na najwyższym poziomie, więc wielkie było także wyzwanie. Myślę, że wielu z was zna to uczucie właśnie ze sportu - po wielu latach uprawiania jakiejś dyscypliny pojawiają się momenty, w których trenujecie całymi sobą i nic ani nikt nie zdoła was powstrzymać.

* Więcej o książce "Jak nie zwariować ze swoim dzieckiem" przeczytasz TUTAJ.

Zobacz również:


 


Fragment książki
Dowiedz się więcej na temat: szkoła | nauka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy