Reklama

Reklama

Nie umiem cię zapomnieć

Pomyliłam kryzys w związku z końcem miłości... Niestety, trochę za późno to zrozumiałam.

Lucynka! - krzyknął ktoś za mną, gdy już miałam przekroczyć jezdnię.

Odwróciłam się i zobaczyłam mojego eks, Sebastiana.

- Cześć - powiedziałam zaskoczona.

- Witaj - uśmiechnął się i pocałował mnie w oba policzki. Rozstaliśmy się niemal rok wcześniej w zgodzie, bez kłótni i pretensji, bo oboje wiedzieliśmy, że w naszym związku dzieje się źle. Zamiast czekać na smutną agonię, postanowiliśmy zakończyć nasz wspólny etap życia z kulturą. Kilka miesięcy później Sebastian związał się z Adelą, naszą wspólną znajomą. I kiedy pierwszy raz zobaczyłam ich razem, w czułej scenie, zrozumiałam, że nadal go kocham. Ale nie dałam tego po sobie poznać. Udawałam, że cieszę się ich szczęściem. Tego szczęścia im życzyłam...

Reklama

- Co u ciebie? Dawno się nie widzieliśmy - mówił tymczasem Seba.

- Dobrze - potrząsnęłam głową. - Tylko... - zawahałam się, czy mu to powiedzieć. - Tylko martwię się o mamę - dokończyłam wreszcie. - Wykryli jej guzek w piersi, czeka na wyniki - tłumaczyłam, czując, jak głos zaczyna mi drżeć.

- Strasznie się boję, bo trzy lata temu jej siostra, ciotka Renata, właśnie na raka piersi... u... umarła - wykrztusiłam, już szlochając. Sebastian przyciągnął mnie do siebie.

- Nawet tak nie myśl, słyszysz? - mówił, trzymając moją twarz w swoich dłoniach.

- Twojej mamie nic nie będzie. Jestem pewien - przekonywał. Nie wiem, jak długo tak staliśmy. Sebastian tulił mnie i uspokajał, a ja wypłakiwałam się na jego ramieniu. Potem poszliśmy na kawę, żebym mogła dojść do siebie.

- Odwiozę cię - zaproponował.

- Nie trzeba - pokręciłam głową. - Zaraz mam tramwaj. A ty i tak dużo już dla mnie zrobiłeś - dodałam.

- Nie wygłupiaj się - machnął ręką.

- Mówię serio - zapewniałam. - Dobrze mi ten płacz zrobił.

- No proszę - westchnął.

- Pierwszy raz słyszę, że można uszczęśliwić dziewczynę, doprowadzając ją do łez - żartował, robiąc łobuzerską minę. Zawsze uwielbiałam, gdy udawał w ten sposób zadowolonego z siebie twardziela.

- Lepiej, żeby nie weszło ci to w nawyk - przestrzegłam.

- OK - uśmiechnął się.

- A ty daj znać, jak tylko będziesz coś wiedziała, dobrze?

- Na pewno, zaraz po tym, jak jutro dostaniemy wyniki - kiwnęłam głową i rozstaliśmy się zaraz za drzwiami knajpki. Zrobiłam kilka kroków i przystanęłam. Miałam zamiar odwrócić się, krzyknąć na Sebastiana. Że jednak chcę, żeby odwiózł mnie do domu. I błagać go, by został ze mną na zawsze. Opanowałam się w ostatniej chwili. Nie mogłam mu tego zrobić. Był szczęśliwy z Adelą, wiedziałam, że ona go kocha. Ja miałam swoją szansę. I oddałam go bez walki. Wsiadłam więc do tramwaju i smutniejsza niż przedtem pojechałam do domu... Zadzwoniłam do mamy. I ze wzruszeniem słuchałam, jak ta dzielna kobieta opowiadała, udając wesołość, o potyczkach z ojcem, kłopotach z kotem, który stale uciekał z domu, a ona chodziła po osiedlu z kawałkiem szynki i go nawoływała. Wreszcie, na koniec, wspomniała, że nie może doczekać się jutra. Umówiłyśmy się, że razem pójdziemy po wyniki. Zaraz gdy się rozłączyłam, mój telefon rozdzwonił się znowu. Nie zdążyłam nawet powiedzieć "Halo?", bo zostałam zalana potokiem pełnych złości słów.

- Nie spodziewałam się tego po tobie! - oskarżała mnie Adela. - Myślałam, że jesteś inna, że masz zasady. Sama przecież zapewniałaś mnie, że między tobą a Sebastianem wszystko już skończone! Ale najwyraźniej nie potrafiłaś znieść, że pokochał kogoś innego! Próbowałam wejść jej w słowo, zapytać, o co tak naprawdę chodzi. Ale się nie dało. W końcu sama mi wyjaśniła, że wie, że się obściskiwaliśmy na środku ulicy. Potem powiedziała mi jeszcze kilka nieprzyjemnych słów i się rozłączyła. Przez chwilę siedziałam przerażona z telefonem w dłoni. Następnie dzwoniłam do niej kilka razy, ale nie odebrała. Westchnęłam ciężko, kręcąc głową. Tego jeszcze mi było trzeba! Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie zbliżę się do Seby... Następnego dnia na miękkich nogach odprowadziłam mamę do szpitala. Cały czas mówiła o swoim kocurze Belzebubie, którego nie udało się odnaleźć. A potem lekarz poprosił nas do swojego gabinetu. Poinformował o wyniku. Zemdlałam...

- Ach, te dzieci! - gdy się ocknęłam, mama trzymała mnie w ramionach.

- I jakbym ja miała cię samą na tym świecie zostawić? - westchnęła, a potem się popłakałyśmy. Obie. Bo guz był niezłośliwy... Ten dzień mogłabym zaliczyć do najszczęśliwszych w moim życiu. Gdyby nie to, co stało się wieczorem. Zjawił się u mnie Sebastian.

- Nie dzwoniłaś... - bąknął, patrząc na mnie z napięciem. - Martwiłem się, więc pomyślałem, że najlepiej będzie, jeśli wpadnę - tłumaczył.

- Wszystko w porządku. Mama jest zdrowa! - powiedziałam tylko, a potem spontanicznie rzuciłam się mu na szyję. Przez chwilę po prostu trzymał mnie w ramionach. A potem leciutko odsunął mnie od siebie i spojrzał na mnie tak, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu.

- Strasznie za tobą tęskniłem - szepnął. Później zaczęły się dziać rzeczy, nad którymi zupełnie nie miałam kontroli. Pocałowaliśmy się. Zanurzyłam palce w jego włosach i delektowałam się niemal zapomnianym smakiem jego ust. Potem Sebastian wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Rzucił na łóżko. Zdjął z siebie płaszcz, potem zaczął rozbierać się do naga. Patrzyłam na niego i ogarniało mnie coraz większe podniecenie. Jego umięśnione, sprężyste ciało obiecywało wiele przyjemności. I wiedziałam przecież, że się nie rozczaruję. Już nagi, ułożył się obok mnie. Razem zdjemowaliśmy ubranie ze mnie. Tak dobrze było poczuć znowu, jak jego skóra ociera się o moją. Przekonać się po raz kolejny, jak świetnie pasują do siebie nasze ciała. Jak lgną do siebie, zupełnie jakby się rozpoznawały. Moje piersi idealnie mieściły się w jego dłoniach. Jego penis wypełniał mnie dokładnie. Kołysaliśmy się w jednakowym rytmie. To, co czułam, to spełnienie i harmonia. A potem ogarnęło mnie szczęśliwe zmęczenie... Odpoczynek przerwał nam dzwonek do drzwi.

- Nie otwieraj - poprosił Sebastian.

- To będzie tylko chwila - powiedziałam, wstając i zakładając na siebie szlafrok, który zawsze wisiał na oparciu krzesła.

- Sąsiadka wyjeżdża i miała mi znieść klucz do swojego mieszkania.

- Tylko nie daj się zagadać, bo będę tęsknił - szepnął Seba. Uśmiechnęłam się zadowolona. Chwilkę później otwierałam drzwi. I aż wyrwał mi się krzyk przerażenia. To była Adela!

- Nie bój się - powiedziała. - Nie przychodzę robić kolejnej awantury - dodała ze skruchą. - Chciałam cię przeprosić...

- Ale... ja... - jąkałam się zrozpaczona.

- To ja jestem ci winna wyjaśnienie - pokręciła głową. - Wczoraj nagadałam ci tyle strasznych rzeczy! Nie miałam pojęcia o twojej mamie, dopiero Sebastian mi powiedział. Teraz rozumiem, dlaczego przytulał cię na środku ulicy...

- Cieszę się - bąknęłam z trudem.

- Już znasz wyniki? - spytała. Pokiwałam głową i postarałam się o wiarygodny uśmiech.

- To nic groźnego - wydukałam.

- Co za ulga! - zawołała ze szczerą radością. - Naprawdę cieszę się razem z wami. I mam nadzieję, że zapomnisz o tym moim wczorajszym ataku bezpodstawnej zazdrości - powtórzyła.

- No, mam tylko jedno usprawiedliwienie. Kocham Sebastiana tak, że czasem tracę głowę.

- Nic się nie martw - pokręciłam głową. - Nie mam do ciebie żalu.

- To co? Przyjaciółki? - spojrzała na mnie z sympatią. Myślałam, że się rozpłaczę.

- Przyjaciółki - powiedziałam z trudem, a potem przeprosiłam ją, wymawiając się kolacją u rodziców.

- Jasne, jasne - pokiwała głową.

- Kiedyś musimy umówić się na jakąś pizzę w trójkę - dodała na pożegnanie.

- Jasne - zgodziłam się, a potem niemal zamknęłam jej drzwi przed nosem. Wróciłam do sypialni, czując się ohydnie. Sebastian siedział na brzegu łóżka, kompletnie ubrany i ze spuszczoną głową. Nic nie zostało z atmosfery szczęścia panującej tu przed chwilą.

- Adela na to nie zasługuje - szepnął wreszcie.

- To nie jej wina, że nie potrafiliśmy się dogadać, gdy był na to czas.

- Wróć do niej i nigdy jej nie mów o tym, co się stało - poradziłam. Sebastian wstał z łóżka, włożył na siebie płaszcz i zrobił kilka kroków, ale zatrzymał się w progu pokoju. Odwrócił się i spojrzał na mnie z rozpaczą. Miałam ochotę rozłożyć ramiona i zamknąć go w nich na zawsze. Bardziej niż kiedykolwiek czułam, jak bardzo go kocham, jak bardzo myliliśmy się, biorąc kryzys w naszym związku za koniec miłości. Ale pokręciłam tylko powoli głową. Sebastian wyszedł, a ja rzuciłam się na łóżko i wdychając zapach mojego ukochanego, którym przesiąkła pościel, płakałam. Potem starałam się skupić na tym, co najważniejsze. Na zdrowiu mamy. Postanowiłam, że każdą sobotę lub niedzielę spędzimy razem. Że będziemy robić wycieczki, jadać na mieście, chodzić do kina... Zrozumiałam, że do tej pory poświęcałam mamie za mało czasu. Wydawało mi się, że będzie żyła wiecznie, że wszystko zdążymy zrobić. Pojechać, zobaczyć, spróbować. Tymczasem sprawa z guzkiem uzmysłowiła mi, jak bardzo się myliłam i jaka byłam naiwna. Mama cieszyła się z mojego towarzystwa, ale szybko wyczuła, że coś za bardzo w czasie naszych wypraw jestem smutna, zamyślona i nieobecna. Wreszcie udało się jej ze mnie wyciągnąć prawdę.

- Powinnaś była go zatrzymać - powiedziała bez cienia wątpliwości.

- Słucham?! - przeraziłam się. - Szczęście trzeba chwytać za ogon i walczyć o nie. Nikt ci go nie poda na tacy.

- Ale mamo! A Adela? - jęknęłam.

- Myślisz, że jest szczęśliwa z człowiekiem, który kocha inną? - spytała.

- Może nie kocha - mruknęłam. - Wrócił do niej, już drugi miesiąc się do mnie nie odzywa, więc pewnie są szczęśliwi... - Bardzo by mnie to zdziwiło. Fakty jednak pozostawały faktami. Sebastian się do mnie nie odezwał. Nie dzwonił, nie przychodził. Nie pojawiał się w miejscach, gdzie mogliśmy się spotkać. Mieliśmy przecież wspólnych znajomych, zapraszano nas na te same imprezy, wyjazdy... Jak mogłam to interpretować? Tylko tak, że zapomniał lub chciał zapomnieć. A ja nie zamierzałam więcej psuć jego szczęścia i spokoju. Tymczasem kilka zaledwie dni po rozmowie z mamą, gdy wieczorem wróciłam ze spotkania z moją koleżanką, Sebastian czekał na mnie pod drzwiami mojego mieszkania. Siedział na wycieraczce skulony i z miną winowajcy.

- Ja nie mogę bez ciebie żyć. Choć wierz mi, że próbowałem - szepnął. Wyciągnęłam do niego rękę i pomogłam mu wstać. Wprowadziłam do mieszkania. Usadziłam na tapczanie i objęłam.

- Nie wiem, czy Adela kiedykolwiek nam wybaczy - szepnęłam.

- Ale czy byłaby szczęśliwa z mężczyzną, który myśli o innej kobiecie? Czy ty byłbyś szczęśliwy z nią? A ja bez ciebie? - powtórzyłam za mamą. - Przecież nie chcieliśmy, żeby tak się stało. Próbowaliśmy... Sebastian kiwnął głową. Zerwał z Adelą kilka godzin wcześniej. Pozornie droga do szczęścia była wolna. Ale dużo czasu minęło, zanim naprawdę zaczęliśmy się cieszyć, że znowu jesteśmy razem. Zapłaciliśmy wysoką cenę za ten powrót, straciliśmy wielu znajomych. Ale dziś wiem, że warto było. W końcu zdarzają się większe tragedie. Życie jest zbyt krótkie, by się zadręczać i rozdrapywać stare rany. Staram się więc cieszyć naszym kruchym szczęściem. Dopóki trwa.

Z życia wzięte

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje