Reklama

Reklama

Tabletki (nie)na wszystko

Łykamy je bez zastanowienia, nie czytamy ulotek, przekraczamy dozwoloną dawkę. Czy przeciwbólowe leki bez recepty to nasze nowe uzależnienie?

Statystyki nie kłamią: zażywamy prawie dwa miliardy pigułek przeciwbólowych rocznie! Tylko poniżej 10 proc., bo zaledwie ok. 150 milionów, to środki przepisane przez lekarza, reszta to leki dostępne bez recepty.

Reklama

- Polska zajmuje drugie miejsce pod względem spożycia nieopioidowych leków przeciwbólowych w UE i trzecie na świecie, po USA i Francji - twierdzi dr Jarosław Woroń z Zakładu Farmakologii Klinicznej Collegium Medicum UJ. Jednocześnie do polskich szpitali trafia rocznie prawie 10 tysięcy pacjentów z powodu niewłaściwego stosowania leków tego typu. To alarmujące dane, które wyraźnie wskazują na fakt, że walcząc z bólem popełniamy poważne błędy.

Zamiast wizyty u lekarza, konsultacja w sieci

Szacuje się, że 80 proc. Polaków leczy się sama. Głównym tego powodem jest brak czasu. - Żyjemy coraz szybciej, coraz intensywniej. Traktujemy ból jako nieprzyjemne doznanie, nie chcemy się nim zajmować, chcemy jak najszybciej się go pozbyć. A skoro mamy taką możliwość, korzystamy z niej - uważa dr Magdalena Kocot-Kępska z Zakładu Badania i Leczenia Bólu Collegium Medicum UJ. - Najczęściej leczą się w ten sposób ludzie młodzi, którym nie chce się z byle bólem iść do lekarza, skoro leki uśmierzające są na wyciągnięcie ręki - dodaje.

Po tabletkę bez recepty chętnie sięgają jednak Polacy w każdym wieku. Nie bez znaczenia jest trudność w dostaniu się do lekarza. Na wizytę u specjalisty wciąż czeka się tygodniami, a czasem nawet miesiącami.

Znacznie łatwiej stłumić ból tabletką i liczyć, że nie powróci. Tym bardziej, że środki przeciwbólowe rzeczywiście są dostępne niemal wszędzie - w osiedlowym sklepie, supermarkecie, kiosku, na stacji benzynowej. Ale kupując je poza apteką, robimy to na własną odpowiedzialność. Nie mamy szansy choćby na zasięgnięcie porady u farmaceuty, który pomógłby nam dobrać odpowiedni i bezpieczny specyfik.

Czym więc się kierujemy? Najczęściej przypadkowymi opiniami, np. sąsiadki czy koleżanki. Coraz częściej szukamy też porad na forach internetowych. Wierzymy, że lek polecony przez kogoś, kto miał podobne dolegliwości, na nas też podziała w cudowny sposób. W ten sposób "wiedza" z internetu zaczyna nam zastępować wizytę lekarską.

Wiele leków, ale mały wybór

Aż jedna czwarta Polaków niemal codziennie odczuwa ból. Najczęściej boli nas kręgosłup, głowa, stawy, zęby... Kobiety cierpią z powodu bólów miesiączkowych. - Jeśli ból pojawia się stosunkowo rzadko, np. kilka razy w roku, możemy bez obawy sięgnąć po przeciwbólową tabletkę. Ale jeśli powraca kilka razy w miesiącu, zmienia swój charakter, pojawia w innym miejscu ciała, nasila się, nie należy walczyć z nim na własną rękę, trzeba koniecznie skonsultować się z lekarzem - tłumaczy dr Kocot-Kępska.

Rynek leków przeciwbólowych bez recepty jest niczym dżungla, w której łatwo się zgubić. W sprzedaży są setki medykamentów, ale w rzeczywistości wybór jest ograniczony. Jak to możliwe? Rzecz w tym, że w lekach bez recepty stosuje się zaledwie kilka substancji czynnych: paracetamol, ibuprofen, kwas acetylosalicylowy, naproksen, diklofenak i metamizol.

Te same składniki znajdują się także w popularnych preparatach na przeziębienie czy grypę. Większość kupujących nie ma o tym pojęcia, bo składniki te występują pod różnymi nazwami handlowymi! Myślimy, że co innego łykamy na ból głowy, a co innego na ból menstruacyjny czy kręgosłup, a tymczasem w pigułkach o różnych nazwach główny składnik jest ten sam, różna może być jedynie jego ilość.

- Skutkiem może być znaczne przekroczenie dopuszczalnej dawki - ostrzega dr Magdalena Kocot-Kępska. - A to może wywołać poważne objawy uboczne, z toksycznymi włącznie. Niewiele osób ma tego świadomość.

Dlaczego tak łatwo przedawkować?

Przekraczanie dozwolonej dawki zdarza się też wówczas, kiedy chcemy szybko pozbyć się bólu. Najczęściej łykamy wtedy więcej tabletek. - To błąd! Większa dawka wcale nie oznacza szybszego działania leczniczego. Kilkukrotnie natomiast zwiększa ryzyko wystąpienia działań niepożądanych - zauważa dr Wojciech Łuszczyna z Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. - Równie niebezpieczne jest stosowanie jednocześnie leków o podobnym działaniu. Sięgając po tabletkę przeciwbólową, powinniśmy zawsze sprawdzać, co jest jej głównym składnikiem. A także brać pod uwagę to, czy nie wchodzi w interakcje z innymi lekami, które przyjmujemy.

Skąd czerpać te informacje? Wystarczy dokładnie przeczytać ulotkę dołączoną do leku! Robi to tylko 20-30 proc. Polaków, choć nawet popularna formułka z reklamy nam o tym przypomina. - Czytanie ulotki powinno być automatycznym odruchem po otwarciu opakowania - podkreśla dr Łuszczyna. - Gdy na coś chorujemy przewlekle, np. na nadciśnienie, na serce czy chorobę wrzodową, zawsze lepiej poradzić się lekarza, jaki lek przeciwbólowy będzie dla nas najbezpieczniejszy.

Zgubne skutki walki z bólem

Choć lekarze przestrzegają, że leki bez recepty są przeznaczone jedynie do stosowania przez krótki czas, większość z nas nic sobie z tego nie robi. A zażywanie ich przez wiele dni, tak jak przekraczanie bezpiecznej dawki, szkodzi, a nawet zagraża życiu. Dlaczego?

Leki przeciwbólowe nie działają wyłącznie w miejscu zaatakowanym przez ból. Zanim tabletka tam dotrze, przebywa długą drogę. Trafia do żołądka i wątroby, a stamtąd do krwi, z którą wędruje po całym ciele. Nadużywając tabletek przeciwbólowych, narażamy cały nasz organizm na skutki uboczne. Jakie?

Ich lista jest długa, od nudności, wymiotów czy wysypki, po wrzody żołądka, uszkodzenie wątroby czy nerek. Paradoksalnie, sięganie po lek przeciwbólowy kilka razy w tygodniu może wręcz nasilić ból! Mogą np. pojawić się polekowe bóle głowy. - Powstaje błędne koło: zażywamy coraz więcej leków, bo są coraz mniej skuteczne, a dolegliwości się wzmagają. W takiej sytuacji konieczna jest wizyta u lekarza, najlepiej w specjalistycznej poradni leczenia bólu - wyjaśnia dr Kocot-Kępska.

Kiedy to już jest uzależnienie?

Środki przeciwbólowe stanowią niebezpieczną kategorię leków z jeszcze jednego powodu: bardzo łatwo przyzwyczaić się do ich używania. Zaczyna się niewinnie. Przy najmniejszym bólu lub choćby poczuciu dyskomfortu, takim jak ćmienie czy lekkie kłucie, sięgamy po lek uśmierzający. Robi to około 40 proc. Polaków! Ponad jedna trzecia łyka tabletkę, gdy ból towarzyszy przez jakiś czas, a jedna piąta, gdy staje się trudny do zniesienia. 6 proc. bierze tabletki przeciwbólowe profilaktycznie, zanim w ogóle pojawią się dolegliwości! (badania Reckitt Benckiser, 2012). Niepokojące jest też to, że nie szukamy przyczyn powstawania bólu ani też innych sposobów złagodzenia dolegliwości.

Szacuje się, że obecnie około jedna piąta społeczeństwa jest na granicy uzależnienia od tabletek przeciwbólowych! Jak to rozpoznać?

- Osoba uzależniona zawsze ma przy sobie środki przeciwbólowe, nie rusza się bez zapasu "na wszelki wypadek" - tłumaczy psychoterapeutka Małgorzata Reiter z Centrum Psychoterapii Indywidualnej i Grupowej FreeMind. - Z czasem potrzebna jest jej coraz większa dawka, bo organizm przestaje reagować na lek. Przyzwyczaja się do niego i oczekuje coraz silniejszego bodźca przeciwbólowego.

- Kiedy tabletki nie ma pod ręką, osoba uzależniona dostaje ataku paniki. Objawami może być płytki oddech, kołatanie serca, nadpotliwość, drżenie rąk. Mogą pojawić się polekowe bóle głowy, bóle brzucha i inne dolegliwości charakterystyczne dla nadużycia leku. W takiej sytuacji najskuteczniejszym wyjściem jest terapia, najlepiej terapia uzależnień - radzi Małgorzata Reiter.

Olga Kamińska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje