Reklama

Reklama

Uczniowie też mają nadciśnienie. Sprawdź, co robić!

Czy nadciśnienie u dzieci to problem, który narasta?

Reklama

- Wyraźny skok rozpoznawania nadciśnienia tętniczego pierwotnego mieliśmy dwie dekady temu - wtedy rzeczywiście zauważyliśmy w naszej poradni napływ młodocianych pacjentów z nadciśnieniem. Wydaje się, że na razie ten problem się ustabilizował, a wiąże się to ściśle ze zmianą stylu życia, który w ostatnich latach bardzo się zmienił.

- Nie oznacza to jednak, że nie ma problemu - naszą bolączką jest fakt, że większość dzieci z nadciśnieniem pierwotnym, które są do nas kierowane, dostaje złe leczenie, które co prawda obniża ciśnienie, ale jednocześnie - paradoksalnie - nasila zaburzenia metaboliczne. Czyli nie likwiduje problemu, tylko oszukuje nas. Bo sztuką jest tak dobrać leczenie, aby nie tylko obniżyć ciśnienie, ale również zmniejszyć ryzyko sercowo-naczyniowe, to znaczy nie indukować zaburzeń metabolicznych wynikających z leczenia i nasilać te które są jednym z elementów choroby, ale je leczyć.

Z czego to wynika?

- Z braku wiedzy i możliwości kształcenia. O nadciśnieniu u dzieci niewiele można się nauczyć ani podczas specjalizacji z pediatrii, z kardiologii dziecięcej ani medycyny rodzinnej.

Co w tym wszystkim jest najważniejsze? Coś co sami rodzice mogą zrobić dla swoich dzieci?  

- Edukacja. Ta wyniesiona ze szkoły. W przypadku nadciśnienia pierwotnego - że bardzo szkodliwy jest brak ruchu. Także ten wynikający z niezrozumienia tematu - wiele dzieci z wysokim ciśnieniem dostaje zwolnienia z WF wystawiane przez lekarzy. A to błąd, bo ruch jest lekarstwem na nadciśnienie. My wysyłamy pacjentów na boisko i dajemy poradę dietetyczną. Nie zawsze łatwo przychodzi mi wytłumaczenie, że nic im się nie stanie, jeśli wrócą do sportu. Ale na ogół się udaje i jest to bardzo skuteczne działanie - ciśnienie tętnicze normuje się, cofa się przerost lewej komory, normalizują się zaburzenia metaboliczne.

- Jesteśmy skuteczniejsi niż interniści, którzy leczą 30-40 latków. Bardzo często to w ogóle kwestia określonego stylu życia: spędzania zbyt dużo czasu przed komputerem, właśnie kosztem aktywności fizycznej, ale też złego odżywiania, podpalania papierosów. Liczy się także status socjoekonomiczny - mamy dane, również z polskich badan epidemiologicznych, że istnieje ścisła zależność pomiędzy wykształceniem rodziców, przede wszystkim matki, a nadciśnieniem.

- Jest też oddzielna grupa - bardzo pilnych uczniów, którym wzrasta ciśnienie, kiedy osiągają średnią 5,6 i zbliżają się do 6,0 - część z nich naprawdę ma wtedy zbyt wysokie ciśnienie tętnicze, które normalizuje się, gdy sobie odpuszczą i obniżą średnią poniżej 5,5. 

- To pokazuje, jak wiele czynników ma na nas wpływ i że czasem wystarczy zmodyfikować nieco swoje życie, i zacząć po prostu dobrze żyć, aby pozbyć się poważnych problemów.

Dowiedz się więcej na temat: nadciśnienie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje