Reklama

Reklama

Matka mojego chłopaka mnie nie znosi

Kiedy Marysia* (18 lat) zaczęła chodzić z Rafałem, zupełnie się nie spodziewała, że za kilka miesięcy jej życie stanie się piekłem. Wszystko przez mamę chłopaka, która za wszelką cenę próbowała rozdzielić zakochanych, stosując nieczyste zagrania.

Spotykam się z Rafałem od półtora roku. Na początku moje relacje z jego matką układały się nieźle. Często bywałam u mojego chłopaka w domu, więc zdarzało mi się jeść z jego mamą czy rozmawiać z nią chwilę. Uważałam, że zachowuje się wobec mnie w porządku (nawet prosiła, żeby mówić do niej "Marta" i najwyraźniej cieszyła się, że jej syn znalazł fajną dziewczynę).

Wtedy jeszcze nie zwracałam uwagi na to, że co chwila wbija mi szpile: komentowała np. mój gust. Starałam się też zrozumieć jej stosunek do Rafała. Mówiłam sobie, że to jej jedyny syn, dlatego bywa nadopiekuńcza i czasami zachowuje się dziwnie. Nie pozwalała np. Rafałowi odprowadzać mnie wieczorami do domu, bo twierdziła, że to zbyt niebezpiecznie a on nie powinien sam łazić po ciemku... Dramat.

Reklama

Sprawy zaczęły się komplikować, kiedy postanowiłam wyjechać na studia do Warszawy. A to oznaczało przeprowadzkę. Rafał postanowił, że pojedzie ze mną i też złoży papiery w stolicy. Gdy powiedzieliśmy to Marcie, była bardzo zdenerwowana. Najpierw próbowała spokojnie argumentować. Tłumaczyła, że nie damy sobie rady, że życie w mieście jest zbyt drogie, a my nie wytrzymamy nawet tygodnia, mieszkając w akademiku.

Niechcący rozpętałam wojnę!

Gdy w końcu matka Rafała zdała sobie sprawę, że nie uda jej się go przekonać po dobroci do zostania w domu, zmieniła strategię. Postanowiła zagrać agresywniej. Wtedy dopiero wyszło na jaw, co myślała.

Tolerowała mnie, gdyż sądziła, że jej syn nie traktuje mnie serio. Kiedy zrozumiała, że między nami jest coś poważnego, postanowiła przejść do ataku. Najpierw próbowała rozmawiać ze mną "jak kobieta z kobietą". Mówiła, żebym nie odciągała Rafała od przyjaciół i rodziny, bo on będzie nieszczęśliwy w Warszawie.

Kiedy te argumenty nie przynosiły żadnych efektów, zaczęła mi powtarzać, jaka ze mnie egoistka, a jej syn prędzej czy później się na mnie pozna. Pamiętam, jak tłumaczyłam jej grzecznie, że Rafał sam musi przeżyć swoje życie. Sorry, dziecko pewnego dnia wyfruwa z domu, a ona powinna się z tym pogodzić.

Wypytywała o mnie moich znajomych

Od tego momentu było coraz ostrzej. Marta postanowiła zrobić wszystko, aby rozdzielić mnie z Rafałem. Bo uznała, że chcę sprowadzić jej syneczka na złą drogę. Trzeba przyznać, że nie przebierała w środkach. Kiedy byliśmy na randce, dzwoniła do niego co pięć minut. Gdy tylko pojawiał się w domu, zaczynała mu mówić, że jestem niewiele warta, a on zasługuje na lepszą dziewczynę.

On stawał odważnie po mojej stronie, ale robił się coraz smutniejszy. Ich rozmowy zwykle przekształcały się w kłótnie. Moja "teściowa" oczywiście nie jest głupia. Gdy tylko zorientowała się, że jej gadanie nic nie daje, zmieniła taktykę.

Pewnego dnia Rafał przyszedł do mnie strasznie zdenerwowany. Okazało się, że kiedy wrócił do domu, zastał swoją matkę spokojnie pijącą herbatę z jego byłą dziewczyną! Wkurzyłam się na maksa. Oczywiście Rafał jest świetny i nie złapałby się na taki chwyt, ale i tak mocno to przeżyłam.

Jakiś czas później dowiedziałam się, że Marta wypytuje ludzi z mojej klasy, jaka jestem. Grzebała w mojej przeszłości, szukając czegoś, co skompromitowałoby mnie w oczach Rafała! To było okropne, ale postanowiłam, że nie dam się sprowokować i będę ponad to. Nie chciałam się zniżać do poziomu tej kobiety. Ale ona nie dawała za wygraną. Zadzwoniła nawet do mojej własnej matki, żeby na mnie naskarżyć!

Naopowiadała, że szantażuję Rafała, by wyjechał ze mną na studia. To były takie bzdury, że moja mama szybko skończyła rozmowę. Wtedy ta żmija wypaliła z grubej rury i zadzwoniła na policję twierdząc, że ktoś wysyła jej anonimowe pogróżki i to na pewno dziewczyna jej syna. Powiedziała, że miałyśmy sprzeczkę i ona teraz boi się, że będę chciała się zemścić, bo groziłam, że "zmienię jej życie w piekło". Zostałam przez to wezwana na komisariat i musiałam się gęsto tłumaczyć. Wychodząc z przesłuchania, cała we łzach, postanowiłam, że czas się postawić.

Najwyraźniej moja strategia przeczekiwania nic nie dała. Do tej pory chciałam być w porządku, więc nikomu nie mówiłam o okropnym zachowaniu Marty. Ale teraz stwierdziłam, że sorry, ale nie dam się zjeść i będę walczyć. Koniec. Nie będę unikać konfrontacji. Przecież ta baba to wariatka.

Zaczęłam się bronić

Zbliżała się data naszego wyjazdu na studia i sytuacja robiła się coraz bardziej napięta. Rafał cały czas stawał po mojej stronie, ale widziałam, jak bardzo jest mu trudno. Dlatego pewnego dnia poszłam do Marty i powiedziałam, że nie pozwolę się tak traktować. Nie zrobiłam nic złego, jej syn mnie kocha i najwyraźniej zamierza wyjechać do Warszawy niezależnie od tego, co ona zrobi.

Skoro do tej pory nie zrezygnował, to raczej już się nie wycofa. W związku z tym ona ma wybór: albo się pogodzi z decyzją syna i zacznie się zachowywać normalnie, albo on będzie jej zwyczajnie unikał i stracą kontakt.

Chodziło mi o to, że Rafał już zaczynał mieć dosyć swojej matki, a każdą rozmowę z nią potem odchorowywał. Ale ona oczywiście zrozumiała to po swojemu i uznała, że jej grożę. I zamierzam ją odciąć od kontaktów z synem. Zachowałam zimną krew i powiedziałam jej, że powinna się zastanowić nad sobą, bo nie reaguje rozsądnie.

Następnego dnia okazało się, że dała Rafałowi ultimatum: "Ona albo ja". Powiedziała, że jeśli on wyjedzie do Warszawy, nie da mu ani grosza i zerwie z nim kontakty. Gadaliśmy z Rafałem całą noc i uznaliśmy, że jedyne wyjście to wyjechać i dać Marcie czas na ochłonięcie. Tylko wtedy jest szansa, że sama zobaczy, że zrywanie kontaktów z jedynym synem jest głupie. Moi rodzice nam pomogą, więc jakoś damy radę.

Po dwóch miesiącach od wyjazdu namówiłam Rafała, żeby zadzwonił do mamy i wyciągnął rękę do zgody. Długo gadali i teraz ich kontakty powoli wracają do normy. Chociaż ona uparcie zachowuje się, jakbym w ogóle nie istniała. Ale wiecie co, zupełnie mi to nie przeszkadza, że mnie ignoruje.

Do szczęścia wystarczy mi, że mam niesamowitego chłopaka.

Twist

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje