Reklama

Reklama

Urodowe oświecenie. Trzy miesiące z Philips Lumea BRI956/00

Atrakcyjny wygląd to sprawa, dla której kobiety są gotowe sporo poświęcić. Każda z nas ma własną hierarchię zabiegów urodowych, a jednym z najważniejszych jest depilacja. Gładkie nogi, ręce i pachy dodają nam pewności siebie, uważamy wręcz za niedopuszczalne pokazanie się gdziekolwiek z widocznymi włoskami. To także ten rodzaj zabiegu, który spędza nam sen z powiek - walka ze zbędnym owłosieniem wydaje się nie mieć końca, a efekty bywają krótkotrwałe. Rozwiązaniem dla tych problemów ma być urządzenie Philips Lumea, wykorzystujące innowacyjną technologię. Czy rzeczywiście tak jest?

Philips Lumea BRI956/00 to urządzenie stworzone w celu zapewnienia dokładnej i bezpiecznej depilacji w warunkach domowych. Wykorzystuje technologię IPL (Intense Pulsed Light), która polega na kierowaniu impulsów światła bezpośrednio do mieszków włosowych. To działanie ma na celu osłabienie cebulek i w efekcie spowodować wypadanie włosów. Zabieg jest w pełni bezpieczny, ponieważ Philips Lumea została stworzona wspólnie z dermatologami. Z tego powodu, z powodzeniem możemy wykorzystywać urządzenie samodzielnie. Bardzo ważna kwestia dotyczy tego, dla kogo gadżet ten jest przeznaczony. Sprzęt ten nie sprawdzi się w przypadku pań o bardzo ciemnej skórze; siwych, rudych lub bardzo jasnych włosach. Przed zakupem warto zatem sprawdzić tabelę tonów skóry i kolorów włosów dostępną na stronie produktu.

Reklama

Osoby, które do tej pory miały okazję korzystać z Lumea przekonują, że pozwala na pozbycie się niechcianego owłosienia nawet z miejsc, które powszechnie uważamy za trudne do wydepilowania (pachy i okolice bikini), inne twierdzą, że pozwoliła im zaoszczędzić czas i pieniądze. Gdzieniegdzie w internecie przeczytamy, że w Philips Lumea nie warto inwestować, bo nie dość, że jest sprzętem sprawiającym ból, to jeszcze efekty jego stosowania są mocno "przereklamowane". Biorąc udział w trzymiesięcznym teście, postanowiłam sprawdzić to wszystko, dosłownie "na własnej skórze".

Raz na dwa tygodnie, potem co cztery do ośmiu tygodni

Pierwsza myśl, która naszła mnie, gdy otrzymałam do testów Philips Lumea, dotyczyła tego, czy poradzę sobie z obsługą tego urządzenia. Wcześniej sporo czytałam o działaniu tego sprzętu i nieco spanikowałam, widząc informację o różnych nakładkach czy sposobach przykładania urządzenia do skóry. Rzeczywiście, w pudełku znajdziemy trzy różne nasadki: do twarzy, okolic bikini i pach. Czwarta uniwersalna końcówka jest już przymocowana do urządzenia. Ważna informacja jest taka, że producent zadbał, by pierwsze doświadczenia z produktem były komfortowe i niczego nie trzeba było się domyślać. Po pierwsze nasadki są oznaczone grafikami części ciała, do których są przeznaczone, po drugie instrukcja obsługi jest napisana prostym i przystępnym językiem. Lumea w mig staje się urządzeniem niezwykle intuicyjnym w użytkowaniu.

Według zaleceń producenta przez pierwsze 4-5 tygodni, powinnyśmy wykonywać zabiegi raz na dwa tygodnie. Dlaczego? Ta rekomendacja ma związek ze specyfiką biologii włosa: tak jak wspominałam na początku technologia IPL działa na cebulki, a te zaś są czułe na jego działanie wyłącznie w tzw. fazie wzrostu. Oczywiście nie wszystkie włosy są na tym samym etapie rozwoju jednocześnie, stąd zalecany harmonogram zabiegów przewiduje, że zachowując taki odstęp między depilacjami, uda nam się dotrzeć światłem do cebulek we właściwym czasie. Kolejne naświetlenia mają wpłynąć na ich utrzymanie w etapie spoczynku.    

Wynika z tego, że pierwsze efekty używania Philips Lumea powinniśmy zobaczyć po około miesiącu, przy czym producent podkreśla, że najlepsze efekty będą występować u osób o bardzo jasnej karnacji i ciemnych włosach.

Faza testów

Pierwsze użycie Lumei było dla mnie dość specyficznym przeżyciem. Jednocześnie trochę się obawiałam i trochę cieszyłam, że mam okazję przekonać się na własnej skórze jak to działa. Ważna informacja jest taka, że zgodnie z zaleceniami producenta przed zabiegiem należy dokładnie wydepilować miejsca poddawane działaniu sprzętu. Oznacza to, że do momentu pojawienia się pierwszych efektów nie musi Was krępować widok włosków w miejscach, w których sobie tego nie życzycie. Depilacja przed zabiegiem może być wykonana w dowolny sposób.

Eksperyment z Philips Lumea zaczęłam od łydek. Uznałam, że to miejsce jest najwłaściwsze do nauki obsługi urządzenia, które wyglądem przypomina... suszarkę. Okazało się, że moje obawy dotyczące użytkowania tego sprzętu były mocno przesadzone. Lumea sama informuje nas, jak przyłożyć ją do ciała. Jest wyposażona w czujnik, który uruchamia lampkę "Ready" tylko wtedy, gdy zostaną spełnione warunki do prawidłowego użycia światła. To bardzo proste! Już po kilku próbach intuicyjnie robisz to dobrze.

Czy używanie Philips Lumea boli? Absolutnie nie, jestem wręcz zaskoczona tym, że takie opinie krążą w internecie, może te głosy nie w pełni zdają sobie sprawę, że urządzenie możemy dostosować do swoich potrzeb. Urządzenie przy kontakcie z Twoją skórą podpowiada, jaki zastosować tryb. Dodatkowo sama masz wpływ na to, czy "podkręcić" jego moc, czy zmniejszyć. Jako osoba, która od lat używa depilatora, muszę przyznać, że z największą radością wymieniłabym go na nowość od Philips. Jedyne co czujesz to ciepło podczas "strzału", nic więcej. To uczucie nie zmienia się w zależności od depilowanego obszaru.

Pierwsza depilacja trwała ok. 18 minut i w tym czasie udało mi się użyć Lumei do całej długości nóg, pach, rąk i okolic bikini. Przyznajcie, że to naprawdę niezły wynik, biorąc pod uwagę, że używałam jej po raz pierwszy!

Między kolejnymi zabiegami

Czego możecie spodziewać się po kilku dniach od pierwszego użycia Philips Lumea? Skóra zachowuje się normalnie, nie zostaje wysuszona, ani podrażniona. Można również mieć kontakt ze słońcem. Włoski zdają się wyrastać, jak gdyby nigdy nic, a poza oczekiwaniem na kolejny w ciągu dwóch tygodni zabieg, musicie posiłkować się jeszcze doczasowymi metodami depilacji.

Po dwóch tygodniach od pierwszego eksperymentu znów sięgnęłam po Philips Lumea z zachowaniem wszystkich zasad, które przyswoiłam wcześniej. Sprzęt i jego stosowanie nie były już dla mnie zagadką, nie zapomniałam także jak działa i jak go używać. Tym razem zabieg trwał mniej niż 15 minut dla całego ciała.

By stosowanie Philips Lumea miało najlepsze efekty, bardzo ważna jest systematyczność. Według informacji na stronie phillips.pl już trzeci zabieg powinien spowodować zmniejszenie ilości włosków o 92 procent. Oczywiście tylko wtedy, gdy sprzęt stosowany jest zgodnie z harmonogramem i przeznaczeniem. Nie zapominajmy jednak, że działanie Lumea jest indywidualną kwestią. W moim przypadku pierwsze efekty pojawiły się zaskakująco szybko. Po około 2,5 tygodnia, czyli po dwóch użyciach gadżetu na moim ciele pojawiły się miejsca pozbawione włosków lub o wyraźnym przerzedzeniu owłosienia.

Trzeci zabieg (cztery tygodnie od pierwszego użycia) udało mi się wykonać w 12 minut dla całego ciała. Przyznaję, że byłam zachwycona tym, z jaką łatwością przychodzi mi operowanie tym sprzętem. Precyzja, dla której potrzebowałam wcześniej chwili zastanowienia, teraz przychodziła mi zupełnie intuicyjnie. Po trzecim zabiegu liczba włosków wyraźnie się zmniejszyła, a te, które jeszcze gdzieniegdzie się pojawiały (głównie w trudno dostępnych miejscach) były cieńsze niż przed testem. Najlepsze efekty widać w miejscu, gdzie kiedyś pojawiał się wąsik.

Trzy miesiące z Philips Lumea BRI956/00

Lumea towarzyszyła mi przez trzy miesiące. Przez ten czas nie tylko zmieniłam podejście do znaczenia "skuteczna depilacja", ale także nauczyłam się z niej korzystać szybko i precyzyjnie. Skóra pach, okolic  bikini, czy twarzy nie została podrażniona ani wysuszona. Zachowuje się zupełnie tak, jak przed zabiegami. Cieszę się, że udało mi się obalić ten mit. A co z włoskami?

Przez 12 tygodni z radością i zaskoczeniem obserwowałam, jak zmniejsza się ich liczba a moim ciele. Gołe pasma, o których wspominałam po trzecim zastosowaniu technologii IPL z tygodnia na tydzień robiły się coraz większe, aż do całkowitego wyeliminowania zbędnego owłosienia. Od czasu do czasu obserwowałam gdzieniegdzie pojedyncze włoski, ale był to jedynie sygnał dla mnie, że w tym miejscu powinnam bardziej przyłożyć się do wykonywanego zabiegu.

Czy Philips Lumea naprawdę jest najlepszą domową metodą depilacji?  Zdecydowanie tak i piszę to jako osoba, która eksperymentowała z wieloma sposobami pozbywania się niechcianych włosków. Każdy z dotychczasowych sposobów wiązał się albo z krótkimi i mało zadowalającymi efektami (truskawkowe nogi, podrażnienia) lub marnowanym czasem (depilacja maszynką). W przypadku Lumea musimy co prawda nieco poczekać na efekty, ale po kilku tygodniach możemy cieszyć się jedwabistą gładkością i naprawdę atrakcyjnym wyglądem skóry, bez wrastających włosków. Philips Lumea to być może spora inwestycja w tak "rutynowy zabieg" pielęgnacyjny, ale jeśli podliczymy wszystkie korzyści, przekonacie się, że naprawdę warto.

Prezentacja partnera

materiały promocyjne

Reklama