Razem dla zwierząt

Poradnik poadopcyjny cz. I

Dziesięć błędów, które najczęściej popełniamy, czyli słów kilka o tym, jak ułatwić sobie życie.

Jesteśmy w schronisku dla bezdomnych zwierząt. Przyszliśmy, aby adoptować bezdomnego psa. Nasza decyzja została poprzedzona długotrwałymi przemyśleniami, analizami, rozmowami i negocjacjami z rodziną.

Reklama

Jesteśmy przecież świadomi, że decyzja o adopcji nie może być pochopna. Wymyśliliśmy jak zabrać pupila na wakacje, lub u kogo na czas naszego wakacyjnego wyjazdu będziemy mogli go zostawić. Co z nim zrobimy, jeśli z jakiegoś powodu, np. choroby lub operacji, nie będziemy mogli się nim zaopiekować.

Świadomi odpowiedzialności za żywe zwierzę, podjęliśmy decyzję, pamiętając, że właśnie oto stajemy się opiekunami czworonoga, na wiele lat, na dobre i złe, w zdrowiu i w chorobie.

Podpisujemy umowę adopcyjną, poprzedzoną bezpłatną wizytą u lekarza weterynarii, zaopatrzeni w książeczkę zdrowia, komplet zaświadczeń o szczepieniach wychodzimy ze schroniska trzymając na smyczy nowego członka naszej rodziny. Zadowoleni i dumni...

Błąd nr 1. W schronisku.

Będąc w schronisku zapomnieliśmy zapytać pracowników o bardzo istotne szczegóły dotyczące naszego "Azorka". Właściwie nic o nim nie wiemy. Nie mamy pojęcia dlaczego trafił do schroniska, jak długo tam przebywał, jak się zachowywał, co spożywał w schronisku. Nie orientujemy się, jak reaguje na inne zwierzaki.

Domyślamy się, że prawdopodobnie lubi dzieci i nie jest agresywny do innych osób np. podczas odwiedzin znajomych. Jest przecież taki słodki, troszkę onieśmielony, ale na pewno będzie to chodzący anioł.

Rada

Jeśli zdecydujemy się na adopcję postarajmy się poznać przeszłość zwierzaka. Zapytajmy o to jak się zachowywał, z jakiego powodu trafił do schroniska i jak długo tam przebywał. Zapytajmy o ewentualny kontakt do poprzedniego właściciela. Upewnijmy się czy nie jest agresywny do ludzi lub innych zwierząt.

Błąd nr 2. Pupil jest już w domu...


Zadowoleni i dumni z faktu, że właśnie powiększyliśmy rodzinę o kolejnego członka, z mniejszymi lub większymi perypetiami wracamy do domu. Zachwyceni nowym domownikiem, jak najszybciej zapraszamy najchętniej wszystkich znajomych, aby pochwalić się, zaprezentować i przedstawić naszego ukochanego "Azorka".

Czekając na gości, postanawiamy hojnie przywitać zwierzaka w naszych progach. Gotujemy mu trzy rodzaje mięska z dodatkami i na trzech różnych miskach podajemy przepyszny posiłek, bo przecież w schronisku... No właśnie, co on jadł w schronisku?

Rada

Jeśli przyprowadzimy zwierzaka do domu, postarajmy się zapewnić mu maksymalnie dużo spokoju. Nie dostarczajmy mu kolejnych wrażeń, w postaci niezliczonej ilości znajomych. Wrażeń, których w ostatnich godzinach wcale mu nie brakowało.

Nasz "Azor" nie zdaje sobie sprawy z tego, że został adoptowany, nie ma pojęcia, w jakim celu zabraliśmy go ze schroniska. Dlaczego trafił do obcego domu, do ludzi których nie zna, do obcych pomieszczeń, w nieznanej okolicy, w której panuje zupełnie niespotykany wcześniej zapach, a za oknem słychać dziwne, nowe dźwięki.

Przez pierwsze 24 godziny nie częstujmy "Azorka" wykwintnymi daniami. Zapewnijmy mu jedynie zapas pitnej wody. Pozwólmy mu przynajmniej odrobinkę się odstresować.

Błąd nr 3. Czas ucieka...

No dobrze, ale coś trzeba zrobić. Azor wydaje się niespokojny, trochę zamknięty w sobie, onieśmielony i jakby lekko wystraszony. Nie wpada w euforię z powodu opuszczenia schroniska, nawet nie bardzo zwraca na nas uwagę. Podchodzimy do niego, lub staramy się przywołać go do nas, bo przecież wiemy, jak bardzo spragniony jest pieszczot. Wtedy właśnie zauważamy, że nasz "Azor" delikatnie mówiąc nieładnie pachnie. Nic, więc prostszego - "Azora" trzeba wykąpać...

Rada

Adoptowany zwierzak, odebrany ze schroniska, wyprowadzony przez obcą osobę, jedzie w nieznane.  Być może pierwszy raz w życiu samochodem, być może tramwajem lub autobusem.

Dociera na miejsce, gdzie nic nie jest takie, jak być powinno.  Zapachy, niezrozumiałe dźwięki, jakaś winda, którą nigdy wcześniej nie jechał, skrzypiące drzwi i nowy dom, w którym wszystko jest inne.

Do tego jeszcze jacyś ludzie, którzy na siłę chcą się zaprzyjaźnić, coś mówią, o coś im chodzi, tylko, o co? Nasz "Azor" ma dość. Jest zestresowany, zagubiony, wystraszony. A my nieświadomie mamy ochotę spotęgować jego stres kąpielą w wannie...

Postarajmy się pogodzić z nieładnym zapachem "Azorka". Wytrzymajmy kilka dni, zanim zdecydujemy się na oczyszczającą kąpiel.

Pamiętajmy o tym, że zestresowany pies jest mniej odporny na choroby i przeziębienia. Niemiły zapach możemy choć trochę zmniejszyć, przecierając pupila wilgotnym ręcznikiem. Róbmy to jednak ostrożnie, spokojnie i delikatnie, a co najważniejsze, następnego dnia po adopcji.

Błąd nr 4. Pieszczoty...

No to kąpać nie będziemy... Pogodzeni z przykrym zapachem, zatykamy nosy i postanawiamy wypieścić naszego pupila, wygłaskać, ale "Azor" nie bardzo ma na to ochotę.

Najchętniej zapadłby się pod ziemię, albo schował gdzieś w ciemnym kącie mieszkania i nie wychodził przez dłuższy czas. Prawdę mówiąc, nie ma nawet ochoty na jedzenie. Jedyne, co robi, to od czasu do czasu podchodzi do miski z wodą i pije.

My zaś, świadomi faktu, że w schronisku pewnie nikt go nie głaskał, mamy ochotę zaspokoić jego i naszą potrzebę pieszczot. Robimy wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Chodzimy za "Azorkiem" po całym domu, nie spuszczamy z niego oka, śledzimy każdy jego krok. Potęgujemy jego stres...

Rada

Po przyprowadzeniu zwierzaka do domu starajmy się obdarzyć go zaufaniem. Pozwólmy mu samodzielnie poznać nowy dom.

Niech spokojnie zwiedza wszystkie pomieszczenia. Nie zwracajmy na niego uwagi, nie przywołujmy go do siebie, zapewnijmy mu wodę do picia, posłanie do spania i miskę z jedzeniem (po 24 godzinach od adopcji).

Nasze szczęście sięgnie zenitu, kiedy po stosunkowo krótkim czasie nasz "Azor" zwróci na nas uwagę, sam do nas podejdzie, nawiąże kontakt wzrokowy i zechce, aby go pogłaskać.

Błąd nr 5. Poczucie bezpieczeństwa, rytuały i niespodzianki

Pełnia szczęścia nastąpiła. Nasz "Azor" zaczyna się adaptować do nowych warunków, poznaje zwyczaje swoich opiekunów, uważnie obserwuje kto wchodzi, kto wychodzi, kto przychodzi z wizytą, zapamiętuje dźwięk dzwonka do drzwi, wie już kiedy dzwoni domofon, a kiedy telefon.

Poznaje rozkład naszego dnia. Wie, kiedy śpimy, kiedy wstajemy, jak funkcjonujemy. Im bardziej jesteśmy zorganizowani, tym nasz "Azor" bezpieczniej się czuje. Poczucie bezpieczeństwa zapewniają mu nasze rytuały, schemat dnia, który niewiele się zmienia.

A my budzimy się w niedzielny poranek i odkrywamy pozostawioną niespodziankę na dywanie. W różnej formie wyrażamy swoje zdumienie, niezadowolenie, obrzydzenie. Nasze nietypowe zachowanie od razu zauważa spostrzegawczy "Azor"

Rada

Zachowajmy jednak spokój, postarajmy się być wyrozumiali, w końcu każdemu, nawet najgrzeczniejszemu zwierzakowi może przytrafić się coś takiego.

Pamiętajmy o tym, że nasz pupil musi poznać pory dnia, w których zostaje wyprowadzany na spacer, na to także potrzeba trochę czasu.

Przez pierwsze kilka dni po adoptowaniu czworonoga postarajmy się często (nawet siedem razy dziennie) wychodzić z nim na spacery, zawsze koniecznie na smyczy.

Samce, nawet wykastrowane, mogą mieć w pierwszych dniach tendencję do znaczenia terenu, również wewnątrz. Bądźmy cierpliwi, do tygodnia zwykle takie zachowanie wygasa samoistnie.


Andrzej Jaworski, Fundacja Psi Los

Przeczytaj część II poradnika


Dowiedz się więcej na temat: PSY (Park Jae-Sang) | porady | schronisko dla zwierząt | problemy