Reklama

Reklama

Jak cieszyć się z flirtu na żywo i w sieci?

Czasem jest początkiem miłości na całe życie. Ale częściej bywa niewinną zabawą ubarwiającą nudne przyjęcie i podnoszącą wiarę w siebie. Niestety, nieumiejętnie rozegrany może zniszczyć związek, przyjaźń i samoocenę. Gdzie są jego granice?

Kiedy narzeczony rzucił niby przypadkiem, że na przyjęciu flirtowałam z jego bratem i ojcem, zrobiłam wielkie oczy - opowiada Basia, 29-letnia nauczycielka. - Naprawdę nie miałam pojęcia, o czym mówi. Bo ostatnia rzecz, która mi przyszła do głowy, to podrywanie jego żonatego brata i ojca! Flirt kojarzy się Basi, podobnie jak większości z nas, z uwodzeniem.

Reklama

Bywa utożsamiany z chęcią zaciągnięcia do ołtarza lub co najmniej do łóżka, otwartością na intymne sam na sam. Jednak jak wynika z badań Davida Henningsena, profesora komunikacji na Uniwersytecie Northern Illinois, erotyczne zamiary to jedna z ostatnich rzeczy, które przychodzą flirciarom do głowy. Znacznie częstszą intencją jest wybadanie drugiej strony, czy jest zainteresowana nawiązaniem bliższej znajomości, czy nie. Kolejna ważna motywacja to wysyłanie sygnału: "Lubię cię i mam ochotę poznać cię lepiej". To może oznaczać gotowość do zacieśnienia relacji.

Ale wiele kobiet pragnie po prostu przyjaźni. Adoratora, na którego można liczyć, gdy mamy ochotę pójść na spacer lub do kina. Flirtujemy też, by podnieść sobie samoocenę. Jeśli druga strona odpowiada uśmiechem, patrzy na nas z podziwem i słucha z zainteresowaniem, wzmacnia nasze poczucie atrakcyjności. A to poprawia nastrój. Badania profesora Henningsena dowodzą, że najczęściej do flirtowania skłania nas zabawa. W dorosłym życiu nie mamy zbyt wiele okazji do beztroski. Flirt daje możliwość zapomnienia na chwilę o tym, że w biurze trzeba zostać po godzinach, w banku wynegocjować kredyt albo zabrać się do odchudzania przed urlopem. Skoro flirt to zabawa, dlaczego wiele z nas ma z nim problem? Dlaczego trudno postawić granicę między radosną grą a erotycznym uwodzeniem? Najczęściej problem pojawia się po stronie... mężczyzn.

Męski punkt widzenia

"W liceum myślałem, że każda dziewczyna, która ze mną flirtowała, jest we mnie zakochana - wyznaje profesor Henningsen. - Nieraz srogo się rozczarowałem, gdy okazywało się, że to, co brałem za uczucie, było zwykłą sympatią. Badania pocieszyły mnie, że to typowo męski błąd, - przecenianie kobiecego zainteresowania i interpretowanie ich zachowań jako bardziej seksualnych, niż są w istocie". Co więcej, im bardziej atrakcyjny mężczyzna, tym częściej uważa, że kobiety są nim seksympatią. Badania pocieszyły mnie, że to typowo męski błąd, - przecenianie kobiecego zainteresowania i interpretowanie ich zachowań jako bardziej seksualnych, niż są w istocie". Co więcej, im bardziej atrakcyjny mężczyzna, tym częściej uważa, że kobiety są nim seksualnie zainteresowane. Nawet jeśli im to nie przyjdzie do głowy! Dlaczego mężczyźni często tak błędnie oceniają sytuację?

Według profesor Martie Haselton, psycholożki ewolucyjnej z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, w interesie mężczyzny leży przecenianie swoich szans. Ponieważ bardziej opłaca się mu założyć, że kobieta jest zainteresowana, oraz próbować ją zdobyć, niż zrezygnować z podboju. Im częściej próbuje, tym większa szansa, że się uda. Kobiety przeciwnie - nie doceniają seksualnego zainteresowania mężczyzn i często dziwią się, gdy okazuje się, że on liczy na coś więcej! Profesor Haselton tłumaczy to tym, że z perspektywy długofalowej strategii lepiej nie docenić męskiego zainteresowania, niż rzucać się na każdego, który się nawinie, myląc jego przelotne zainteresowanie z miłością na całe życie. Jak wiedzę o różnicy w kobiecym i męskim podejściu do flirtu wykorzystać w życiu? Uważać, z kim się flirtuje! Mieć świadomość, że miła rozmowa z mężem szefowej lub chłopakiem przyjaciółki może zostać opacznie zrozumiana.

Warto także na luzie podchodzić do przechwałek partnera, że koleżanka z pracy "na niego leci". To może być zarówno efekt błędnego odczytania jej intencji, jak i chęć wzbudzenia w tobie zazdrości. Lepiej w takiej sytuacji z uśmiechem popatrzeć mu w oczy i... zmienić temat. Jena Pincott, autorka książki "Czy mężczyźni naprawdę wolą blondynki", sugeruje, że sprytne kobiety wykorzystują to męskie nastawienie z pożytkiem dla siebie. Jeśli mężczyzna myśli, że ma szansę na zbliżenie, chętniej wyświadcza różne przysługi. Wiedzą o tym kelnerki: gdy poflirtują z klientami, ich napiwki są wyższe. O tej praktycznej stronie dobrze pamiętać wtedy, gdy chcemy załatwić coś skomplikowanego, np. w banku, albo gdy potrzebujemy pomocy partnera. 

Flirt wzmacnia czy psuje związek?

Partnerzy, którzy flirtują ze sobą, są nie tylko bardziej zaangażowani w związek, ale rzadziej się kłócą i szybciej rozwiązują konflikty - twierdzi Brandi Frisby, profesor komunikacji na Uniwersytecie Kentucky. Nic dziwnego, bo flirtowanie przy śniadaniu czy w drodze na zakupy sprawia, że w obecności partnera czujemy się radośni, wyjątkowi, akceptowani i pożądani.

Mamy poczucie, że ukochany wciąż o nas zabiega. To buduje bliskość i pogłębia więź. Co jednak z tymi, którzy uważają, że flirt owszem ożywia związek i dodaje mu pieprzu, ale wtedy, gdy flirtujemy z inną niż ukochany osobą? - Tu sprawy się komplikują, bo wówczas łatwo przekroczyć granice niewinnej zabawy i zaangażować emocje, zmysły oraz fantazje w całkiem innym kierunku niż relacja ze stałym partnerem czy partnerką - twierdzi Ireneusz Sielski, psychoterapeuta z Warszawskiego Ośrodka Psychoterapii i Psychiatrii , specjalizujący się w terapii par. - To osłabia miłość i wzajemne zaufanie - podkreśla. 

Albo ja, albo koleżanki!

O tym, jak uciążliwe mogą być flirty partnera, wie Iza, 30-letnia kosmetyczka, która spędziła dwa lata z nałogowym flirciarzem. - Od początku wiedziałam, że Przemek uwielbia czarować dziewczyny - opowiada. - Tłumaczyłam sobie: przecież wiem, że mnie kocha i nawet gdy cały wieczór emabluje koleżankę to przecież do domu wraca ze mną. Ale... cały czas w tyle głowy miałam pytanie: czy kochając się ze mną, nie fantazjuje o kobiecie, z którą żartował na imprezie? Gdy mówiłam, że jego zachowanie mnie boli, twierdził, że jestem zazdrosna. Próbowałam oddać pięknym za nadobne i flirtowałam z jego kolegami. Miałam jednak do siebie pretensje, że mizdrzę się do facetów, którzy mnie nie obchodzili. Kiedyś, gdy oglądaliśmy film, Przemek cały czas wymieniał się SMS-ami ze znajomą. Wtedy postawiłam sprawę na ostrzu noża: ja albo flirty.

- Jeśli przyłapiemy partnera na flircie, nie bójmy się awantur - radzi Sielski. - Nasza gwałtowna reakcja daje szansę, że on się otrząśnie. Zobaczy, na czym mu bardziej zależy: na związku czy na podrywaniu. Konflikty na początku sprawiają, że relacja się pogłębia, bo ludzie lepiej się poznają. Może się okazać, że kobieta umie zaakceptować to, że ukochany umawia się na kawę z koleżankami, a mężczyzna nie widzi nic groźnego w tym, że żona przekomarza się z szefem. Jednak bardziej bezpiecznym rozwiązaniem jest ograniczenie flirtów i skupienie się na budowaniu bliskości z partnerem.

Czarowanie w internecie

Wbrew powszechnej opinii, że ludzie prezentują się w sieci jako ładniejsi i mądrzejsi, to często w e-mailach ujawniają więcej prawdy o sobie niż w realu - twierdzą profesorowie Martin Lea i Russell Spears, amerykańscy badacze związków internetowych. Jak więc flirtować wirtualnie, żeby zwiększyć szansę na nawiązanie znajomości? Sprawdzał to doktor Bartosz Zalewski, psychoterapeuta par ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. - Obserwując, jak ludzie flirtują w internecie, wyłoniliśmy 10 różnych sposobów, m.in.: namawianie, podkreślanie wspólnych zainteresowań, komplementy.

Co ciekawe, takie "pewniaki" okazywały się nieskuteczne. Kilka odkryć było zaskakujących, np. fakt, że ludzie zaczynają flirt od krytykowania, a nawet ataku. Oczywiście, nie zachęcało to drugiej strony. Tak naprawdę tylko jedna strategia prowadziła do sukcesu: przekaz "wpływasz na mnie", czyli pokazanie, że ktoś wywiera na nas wrażenie. Gdy ktoś pisał: "Teraz nie zasnę, będę ciągle myślał o tobie" czy: "Dużo się od ciebie uczę" najczęściej doprowadzał do spotkań w realu. Dlaczego? Bo pokazywał drugiej osobie, że jest siłą napędową i motorem pozytywnych zmian w jej życiu. A najgorsza strategia? - Nazywa się: "Podporządkuj mi się" - tłumaczy doktor Zalewski. - Polega na bezpardonowym pouczaniu. Tekst: "Jak chcesz, żebym zadzwonił, wyślij fotkę" lub: "Zrób to dla mnie" powodował wycofanie się partnera i zerwanie kontaktów.

Reneta Bożek



Dowiedz się więcej na temat: flirt | kobieta | związek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje