Reklama

Reklama

Nie bój się bać

Panika w nocy, we własnym domu. Fala mdłości na myśl o podróży. Niejasny, męczący niepokój w niedzielę wieczór. Martwisz się - skąd ten lęk? Przecież nie ma niebezpieczeństwa. Spokojnie, strach nawet ten pozornie bez powodu nie jest niczym złym. Przeciwnie, jest bardzo pożyteczny...

Od czasu studiów, kiedy dorabiałam jako kelnerka, prześladuje mnie uczucie, że czyjeś oczy świdrują mi plecy. Idę z tacą, podaję filiżanki i zastanawiam się, co o mnie myślą - klienci, szef za ladą. Wiem, że odgadłabym to, gdybym podniosła głowę i spojrzała im w twarz. Ale boję się, że zobaczę złość albo drwinę.

Absurd? - pyta Agata Zuchowicz. Prowadzi dziś własną kawiarnię na warszawskich Kabatach: przyjmuje pieniądze przy barze i sama czujnie obserwuje dwie kelnerki kręcące się po sali. - Do dziś nie lubię siadać tyłem do ludzi, męczę się na przyjęciach, wśród obcych. Przeżywam ataki paniki: ratunku, on idzie w moim kierunku, a jeśli mnie... zagadnie? Mój mąż twierdził, że powinnam się leczyć: "Jak to, nie lubisz podróżować, poznawać ludzi? Co ty za traumę przeszłaś, ktoś cię skrzywdził?". Poszłam więc na terapię. A psycholożka spytała: "Czy pani to przeszkadza? Czy pani chce to zmienić? Bo wie pani, wszyscy się boimy. Tylko każdy czego innego".

Reklama

Lęk nasz powszedni

Na forum psychologicznym wątek "czy to fobia" liczy kilkaset wpisów. Annabe pisze: "To się zdarza, gdy jestem sama w domu. Kiedy szumi woda i nie słyszę, co naprawdę dzieje się w mieszkaniu, potrafię stać namydlona, wsłuchując się w różne dźwięki. Czy to nie było trzaśnięcie drzwi albo ten odgłos, jaki towarzyszy naciśnięciu klamki? Wyobrażam sobie człowieka na balkonie, który diamentowym ostrzem wycina otwór w szybie. Ociekając wodą, wychodzę z wanny i otwieram szeroko drzwi od łazienki". Młoda odpisuje: "Ja boję się w garażu. Podchodzę cicho i pcham drzwi z całych sił. Jeśli klamka odbije się od ściany, wiem, że nikt za nimi nie stoi". I jeszcze Misia: "Moja przyjaciółka ma raka! Odkąd o tym usłyszałam, ciągle mi się wydaje, że coś mi rośnie w piersi. Nie mogę przez to spać".

- Życie bez strachu to iluzja. Setki razy w ciągu dnia przeżywamy lęk na przemian ze złością, wstydem, radością i smutkiem. Wszystkie te emocje są zupełnie naturalne. Lęk nie jest zastrzeżony dla pacjentów do terapii - mówi psychiatra, dr Luba Szawdyn. Kto mógłby o sobie powiedzieć, że wcale nie boi się choroby, utraty pracy, porzucenia, bólu? Kalectwa i niskiej emerytury? Dziwne dźwięki w ciemności, zapach dymu na klatce schodowej - kogo nie zaniepokoją? Niektóre lęki są wrodzone, na przykład ewolucyjny (wspólny dla wszystkich naczelnych) strach przed wężami i pająkami. Inne dziedziczymy po rodzicach (40 procent), nabywamy na skutek urazów albo codziennych doświadczeń.

Agata opowiada: - Moja matka najszczęśliwsza była z książką na kanapie. Wzdychała, kiedy trzeba było wyjść z domu, do ludzi. Cóż, może ja naprawdę mam "osobowość lękową". Mąż kupił mi o tym lekturę. Nie oburzałam się, przeczytałam. Ale z czasem zaczęło mnie wkurzać to jego poczucie wyższości, ta postawa: otwarty, nowoczesny mężczyzna ze strachliwą kulą u nogi. "A ty się nie boisz? - zapytałam. - Dlaczego w nocy schodzisz sprawdzić, czy zamknęłam drzwi? Czemu studiujesz etykiety na produktach? I tak uważnie czytasz artykuły o impotencji?". Tego ostatniego nie powinnam była mówić. Popatrzył na mnie, jakby chciał mnie zabić, i wyszedł do kuchni napić się wody.

Wkręceni w chaos

Nagłówki prasowe z ostatnich dni: "Rekordowa ilość rozwodów", "Osobom korzystającym z komórki dłużej niż 10 lat grożą nowotwory mózgu", "Więzienia pękają w szwach, a wcale nie jest bezpieczniej", "Wymieramy", "Arktyka może zniknąć już za pięć lat", "Chińskie służby działają w Polsce", "Tramwaj wjechał w przechodniów". - Historię naszego strachu piszą dziś media. Przez stały, szybki dopływ informacji o zagrożeniach liczba naszych lęków wzrasta w ogromnym tempie - uważa Luba Szawdyn. Zbadano, że nawet dyskusja, w której eksperci, chcąc dodać nam otuchy, informują, że nie musimy się obawiać masowych migracji, wymierania populacji, zatrucia środowiska i tłuszczy w diecie - podnosi poziom niepokoju.

Eksperci mają różne zdanie, każdy broni swojej racji, przyznaje zjawiskom inną notę na skali niebezpieczeństw. To pogłębia poczucie niepewności. Jak pisze Dan Gardner, publicysta pasjonujący się tematem współczesnych zagrożeń, autor książki Risk (Ryzyko): "To co wywołuje obawy, oddziałuje na emocje skuteczniej niż racjonalne argumenty. Nasze trzewia usuwają głowę na drugi plan i dygoczą".

Chichot nad przepaścią

Pamiętasz film Woody´ego Allena Annie Hall? To ulubiony film męża Agaty: - Jest tam taka scena, jak młody Alvy Singer trafia do lekarza, bo stracił chęć do życia, z powodu czegoś, co przeczytał. "Wszechświat się rozszerza - mówi lekarzowi. Lekarz zdumiony. - Nie rozumie pan? Wszechświat jest wszystkim, a jeśli się rozszerza, to pewnego dnia się rozpadnie i wszystko się skończy! - Co cię to obchodzi - wtrąca się matka Alvy´ego - przecież Brooklyn się nie rozszerza. I on, panie doktorze, z tego powodu przestał odrabiać lekcje!".

Dla męża Agaty ta scena to najlepsza metafora naszych czasów: wszyscy się mylą, każdy ma trochę racji i nikt nikogo nie słucha.

- Zakupy rozluźniają i uzależniają, alkohol twój wróg, ale poprawia krążenie, bez internetu jesteś trupem, lecz internet to śmietnik. Te sprzeczne informacje pogłębiają uczucie chaosu, a on jest lękotwórczy - dodaje dr Szawdyn. - Ludzie próbują wyciągać średnią, mówiąc: wszystkiego trzeba spróbować. Ale to nieprawda. Większość nie nadaje się do życia pod ostrzałem informacji, do gonitwy za nowymi modelami samochodów i komórek, pracy w stresie. To ich wykańcza. Ale czuliby się tacy nienowocześni, żyjąc inaczej, że nawet siebie nie pytają: czy to jest dla mnie dobre? Pytają innych.

- Wielu moich pacjentów to ludzie, którym powiedziano: to ci nie zaszkodzi, wszyscy tak robią. Pewna pani zaczęła od koniaku na dobry sen, inna łykała uspokajacze, żeby się nie bać matury i akrobacji na desce (bo inaczej koledzy ją odrzucą). Leczą się dziś z uzależnień. I dalej się boją.

Znakiem czasów wydaje się książka Spokojnie, to tylko fobia! Summa wszystkich strachów Tima Lihoreau - żartobliwa wyliczanka naszych codziennych obaw. Może i Ty masz vaporfobię, czyli lęk przed pozostawieniem w domu włączonego sprzętu AGD? Transpilofobia to lęk przed rodzeniem (coraz powszechniejszy), perdetofobia - przed niezapisaniem pliku, zaś magnafundafobia, że wybrany ubiór pogrubi pupę...

A ty jaką masz fobię?

- To taki chichot nad przepaścią - uśmiecha się Luba Szawdyn. - Humor oczywiście oswaja lęki i jest sprytnym mechanizmem obronnym. Ale to doraźna metoda, dobra dla ludzi, którzy i tak mają pewien dystans do otaczającego nas chaosu.

Summa... jednak uzmysławia, że niby-fobie są także zdrowym odruchem samoobrony przed trendami, nadmierną podażą i informacyjnym miszmaszem naszych czasów: choćby taka vertafundefobia - lęk przed skokiem z wysokości bez żadnego wyraźnego powodu. Albo tabernafobia (lęk przed zakupami), tinnifobia (przed dzwonkiem telefonu). Przed niechcianymi przesyłkami, wyjściem z pracy przed innymi. Wyjdź pierwsza i daj się zwolnić, tak jest zdrowiej - radzi autor. Ale zagubionemu, przestraszonemu człowiekowi taki żart nie pomoże.

Niewidoczny napastnik

Przez tysiące lat człowiek był myśliwym, zbieraczem, pasterzem, rolnikiem, w końcu robotnikiem. Strach mobilizował go do ucieczki przed drapieżnikiem i zachęcał do robienia zapasów na czarną godzinę. Dziś najwięcej jest lęków przed problemami, które jeszcze nie powstały, przed zagrożeniami, które żyją w wyobraźni. W przeciwieństwie do uchwytnego strachu te niejasne obawy paraliżują. Nie możemy zaatakować kryzysu finansowego, przestępczości i nadmiernej emisji dwutlenku węgla.

Jak walczyć z korporacyjną presją ciągłego dowodzenia swoich kompetencji i wymaganiem, by czuć się dobrze w ciągłym stresie? Renata pisze na forum Polki.pl: "Mam takie sny, że ja po jednej, ktoś po drugiej stronie drzwi. Ja zasuwam zasuwkę, on ją otwiera, mocujemy się, z całej siły kręcę gałką i nagle zamek się odrywa i spada na podłogę. To już koniec, za chwilę go zobaczę! Budzę się przerażona. Dlaczego śni mi się coś takiego? Czy to może mieć jakiś związek z pracą, bo w mojej firmie zaczęły się zwolnienia?" - pyta internautów. W odpowiedzi polecają jej... leki: nasenne, uspokajające, antydepresyjne. - Ślady prozacu znajduje się dziś nawet w kanalizacji i zbiornikach wodnych. Ile musimy go brać, że wydalamy go w tak uchwytnych ilościach? O wiele za dużo - mówi dr Szawdyn.

Rozpoznać wroga

- Najgorsze, co można zrobić: zacząć się bać lęku, usypiać go, zagłuszać. On jest potrzebny, pożyteczny. Najgorzej się czujemy, gdy nie wiemy, czego dokładnie się lękamy. Wroga trzeba zobaczyć, czyli zamienić niejasny lęk na strach, który mobilizuje do działania.

Gdy zaczynamy używać kremów z filtrem przeciw dziurze ozonowej, robić zakupy z ekologiczną torbą, kiedy wyłączamy straszące medium czy wybieramy gorzej płatną, ale pewniejszą pracę - ratujemy swoje poczucie bezpieczeństwa.

Kim jest ten niewidoczny napastnik, z którym Renata mocuje się pod drzwiami? To kredyt. "Jak ja go spłacę, jeśli mnie zwolnią? Będę musiała sprzedać mieszkanie i wracać do rodziców, do Legnicy" - pisze Renata.

Bój się na zdrowie

Agaty lęk nie sparaliżował. Nie rzuciła pracy kelnerki. Roztrzęsiona wychodziła na zaplecze i mówiła do siebie: "Ci ludzie wcale na mnie nie patrzą, nie są na mnie wściekli, nic ich nie obchodzę". Rozmawiała ze swoim lękiem: "Co, znowu chcesz mnie dopaść? No to chodź!". - Chodzi o to, żeby nie być jak zając na szosie, zahipnotyzowany zbliżającymi się światłami - mówi. - Trzeba przerwać wyobraźni, zdekoncentrować się. Kiedy boję się na siedząco, wstaję. Boję się podróży? Siadam z kartką i robię szczegółowy wykaz rzeczy do spakowania. Co z tego, że mam osobowość lękową? Dzięki temu nigdy nie wpadłam w nałogi (bałam się). Może ominęło mnie trochę przyjemności, imprez, bo wychodziłam z nich za szybko. Ale jakoś nie żałuję. To nie dla mnie. Kawiarnię wspólnie z mężem Agata prowadzi od czterech lat. Nie bała się, bo znała tę pracę od frontu i od kuchni. Sprawami finansowymi zajął się mąż, który rzucił pracę nauczyciela matematyki (ze strachu, że do niczego nie dojdzie).

Nauczyciel życia

- To brak strachu jest naprawdę przerażający - mówi Luba Szawdyn. - Akceptowanie nieustannej presji "sprawdź się", wmawianie sobie, że to jest naturalne. Pomysł, żeby żyć intensywnie i krótko, a po mnie - sam pył. Brak obaw powoduje, że ludziom się nie zapalają żadne lampki alarmowe, nie mają sygnałów ostrzegawczych, że idą po równi pochyłej, prosto w dół. Zasiadają do stron pornograficznych w internecie, do gier interaktywnych podsycających potrzebę ryzyka i pragnienie władzy. Wśród moich pacjentów najwięcej jest ludzi, którzy boją się tylko jednego: utraty komfortu, że im będzie niewygodnie, smutno.

Przypomina mi się matka z wielodzietnej rodziny, która wcale nie bała się biedy ani tego, że jej dzieci się nie wykształcą. Ona się bała, że gdyby dostawała mniej paczek z T-shirtami, to musiałaby je zacząć prać, zamiast wyrzucać, gdy się zabrudzą.

Błogosławiony mądry strach? - Doświadczając go, uczymy się życia - dodaje dr Szawdyn. - Nic w tym złego, żeśmy się wystraszyli i wyciągnęli wnioski. Bo może ten "wielkolud", któregośmy się bali, wcale nie jest taki straszny? Reklamuje się i słodziutko uśmiecha - a gdyby sprawdzić, zamiast wierzyć? A jeśli nam grozi, to może jednak nie żartuje?

Magdalena Jankowska

Twój Styl
Dowiedz się więcej na temat: matka | strach | lęk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje