Niska samoocena - mniejsza radość z seksu

Jestem głupia, gruba, brzydka. Nic nie potrafię, nic mi nie wychodzi, nigdy niczego nie osiągnę. Jeśli często łapiesz się na takich myślach, prawdopodobnie w twojej sypialni również nie układa się najlepiej...

Kobiety szkoli się, aby dokonywały samobiczowania, kiedy coś im się nie uda. Mamy krytyczne podejście do samych siebie: "Jestem taka głupia/gruba/niezrównoważona", "Jestem do niczego", "Nie znam się" - to reakcje na sytuacje, które nie układają się tak, jakbyśmy tego chciały. A nasze mechanizmy w mózgu przetwarzają samokrytykę przez obszary w mózgu połączone z powstrzymywaniem zachowań - czyli z systemem hamowania80. Nic dziwnego zatem, że samokrytyka jest bezpośrednio związana z depresją81 - a czy depresja poprawia twój seksualny dobrostan? Nie.

Reklama

Oto cały proces działania: Zagłębiając się w tę sprawę, samokrytyka to kolejna forma stresu. Stres to mechanizm przystosowawczy będący efektem ewolucji, który pomaga nam uniknąć zagrożenia: "Jestem w niebezpieczeństwie". Kiedy myślimy: "Jestem do niczego!" (...) zwiększa się poziom naszych hormonów stresu. Twoje ciało reaguje na negatywną samoocenę dokładnie tak, jak gdyby właśnie zostało zaatakowane.

Rozwiązaniem jest aktywne zastąpienie samokrytyki samowspółczuciem. Kobiety mają tendencje do dwuwarstwowej reakcji na tę propozycję. Po pierwsze, intuicyjnie bardzo im się podoba pomysł większej akceptacji siebie i nieobwiniania się za to, że ich życie nie jest idealne. Badania wyjaśniają kobietom to, co one same czują: samokrytyka wiąże się z problemami zdrowotnymi, zarówno psychicznymi, jak i fizycznymi oraz większą samotnością. Dokładnie tak: samotność to jeden z efektów - a więc nie tylko "Jestem zagrożona", ale też "Jestem zagubiona".

Jednak kiedy kobiety zaczynają bardzo konkretnie o tym myśleć, odkrywają, że potrzebują samokrytyki do tego, aby zachować motywację. Wierzymy, że dobrze nam robi torturowanie się, choćby w niewielkim stopniu. Coś w rodzaju: "Jeśli przestanę się biczować za wszystkie oznaki tego, że nie jestem idealna, będzie to wyglądało tak, jakbym przyznała przed światem - i przed samą sobą - że nigdy nie będę idealna, że jestem na zawsze nie dość dobra! Potrzebuję własnego samokrytycyzmu, aby zachować nadzieję i zmotywować się do ciągłej poprawy".

Kiedy mówimy same sobie: "Nie mogę przestać podchodzić do siebie krytycznie, bo inaczej zawiodę całkowicie!", to tak, jakbyśmy stwierdzały: "Nie mogę przestać biec/walczyć/udawać martwej, bo lew mnie zje!". Dokładnie tego nauczyła nas kultura, dlatego nic dziwnego, że tyle z nas w to wierzy. Jest to tak zakorzenione w naszej kulturze, że wydaje się... rozsądne. A nawet racjonalne. Ale nie jest.

Pomyśl: Co naprawdę stałoby się, gdybyś przestała uciekać przed samą sobą lub przed twoim samobiczowaniem? Co by się wydarzyło, gdybyś odłożyła ten pejcz, którym się okładasz od wielu lat?

Kiedy przestaniesz się biczować - kiedy skończysz z ciągłym zadawaniem sobie ran, to... zaczną się one goić.

Samokrytyka jest bardzo szkodliwym chwastem w ogrodzie, ale zbyt wiele z nas zostało nauczonych traktowania jej jak najrzadszy kwiat, nawet jeśli on przytłumia rdzenne rośliny naszej seksualności. Daleko mu do motywowania nas do bycia lepszymi. Jedyne, co robi, to zadawanie bolesnych ran.

(...) Nie możesz przestać samą siebie krytykować, biczując się za to, że sama siebie krytykujesz. Kiedy uświadomisz sobie, że właśnie pomyślałaś "Jestem do niczego", a potem pomyślisz: "Cholera, Emily powiedziała, żeby przestać to robić! Jestem do niczego!", to nie jest to zbyt pomocne, prawda? Kiedy więc pomyślisz, że jesteś kiepska, lub czymkolwiek jest to, co sobie mówisz, kiedy sprawy nie układają się po twojej myśli, po prostu zwróć na to uwagę. Zauważ ten chwast. Nie zasadziłaś go tam - przedarł się sam pod płotem. Wykorzystaj tę okazję do zasiania pozytywnej myśli. Na przykład, kiedy zdarzy ci się powiedzieć: "Jestem do kitu", pomyśl: "Jestem w porządku". W znaczeniu: "Jestem bezpieczna", "Jestem całością" czy "Jestem w domu". Jesteś w porządku. Zmiana jest możliwa - zdarza się bez przerwy!

Opowiem ci o mojej przyjaciółce Ruth. Siedziałyśmy razem któregoś popołudnia, rozmawiając o seksie (temat obowiązkowy, jeśli spędzisz ze mną wystarczającą ilość czasu), i ona powiedziała:

- Wiesz, wiele przeżyłam, ale moja seksualność dopiero niedawno naprawdę się rozwinęła i poprawiła. - Cudownie - odpowiedziałam - Co takiego się zmieniło? - Czuję się o wiele bardziej pewnie we własnym ciele, jestem bardziej pewna siebie! Wiem wreszcie, że wspaniale jest ze mną być i mam z tego wielką satysfakcję. - Cudownie! Jak do tego doprowadziłaś? - Pewnego dnia po prostu dotarło do mnie, że to wszystko bzdury. Kim oni wszyscy są, żeby mi mówić, że nie jestem wspaniała, taka jaka jestem?

Tak. Dokładnie o to chodzi.


Tekst jest fragmentem książki Emily Nagoski "Ona ma siłę", która ukazała się nakładem wydawnictwa Buchmann.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje