Reklama

Reklama

Co robię na co dzień?

Środa

Reklama

1. Tak samo jak w punktach 1,2 i 3, ale tym razem w przechadzce towarzyszy mi Maarit, czytelniczka, którą poznałem w społeczności Myspace. Maarit odbywa naukę by zostać zakonnicą. Rozmawiamy o sytuacji kościoła katolickiego i obiecujemy sobie, że pozostaniemy w kontakcie.

2. Przyjeżdża Monica. Rozmawiamy od trzeciej popołudniu do drugiej w nocy. Rozmawiamy o kampanii reklamowej mojej nowej książki i o tym, co powiem we Frankfurcie. Monica zastanawia się, gdzie urządzić swoje urodziny (skończy 40 lat w listopadzie). Radzę jej, żeby urządziła przyjęcie w swoim domu w Barcelonie, ale Monica mówi, że rusztowanie przed jej domem zasłania piękny widok na miasto. Mówię jej, że w nocy wszystkie miasta są takie same - widać tylko migające światełka. To jej nie przekonuje. Monica mówi, że powinienem udzielać więcej wywiadów. Przez cały ten czas siedzimy zamknięci w mieszkaniu. Monica nie lubi spacerować. Chris zrobił kolację i poszedł spać.

3. Piętnaście po drugiej oświadczam, że jestem zmęczony i chcę iść spać, ale Monica jest ożywiona, jakby właśnie się obudziła. A przecież to ona była dziś w miejscu tortur, zwanym lotniskiem.

4. O wpół do trzeciej udaje mi się ja namówić, żeby poszła spać. Zostało mnóstwo spraw do omówienia. Dziś nie będę miał czasu na lekturę "Herald Tribune" i "My year inside radical Islam".

Czwartek

1. Śniadanie z Monicą, moją agentką i przyjaciółką. Monica jest w Paryżu niecałą dobę i spędziła dziesięć godzin na rozmowie ze mną (w tym samym miejscu - Monica nie chciała iść na spacer, chociaż jest piękny, jesienny dzień). Moja agentka jedzie do Barcelony, a ja siadam przy komputerze. Sprawdzam maile, prośby o autoryzację i zaproszenia (pracownicy biura zdążyli już przefiltrować moją pocztę). Przeglądam maile od czytelników.

2. Idiotyczna część dnia dzięki Frei Bettowi, brazylijskiemu działaczowi religijnemu, którego kilka minut temu uważałem za swojego przyjaciela. W gazecie wychodzącej w środkowej części kraju ukazał się artykuł, w którym Betto atakuje mnie zapalczywie, atakuje wszystko, co można określić mianem "masowej kultury". Dzięki internetowi wiemy o wszystkim. Wysłałem do niego mail, zrywający więzy przyjaźni. Na wszelki wypadek wysłałem kopię maila do wszystkich naszych wspólnych znajomych. W ten sposób mam pewność, że ta wiadomość do niego dotrze.

3. Juliette przyszła pożyczyć sprzęt grający, który dostałem w prezencie w St. Moritz, w Szwajcarii. Juliette pożycza mój sprzęt na przyjęcie urodzinowe męża - przyjęcie ma być dla niego niespodzianką (jej mąż kończy 40 lat. Wszyscy dokoła kończą 40 lat.) Sprzęt grający wygląda jak elektryczny toster, ale wytwarza specjalne impulsy, dzięki którym słychać świetnie muzykę w pomieszczeniu z dwustoma osobami. Nigdy nie użyłem tego sprzętu, ale cieszę się, że moja przyjaciółka będzie mieć z niego pożytek.

4. Spaceruję przez godzinę, jak zwykle. Strzelam z łuku - jak zwykle. Piszę felieton, który ukazuje się raz na tydzień (w tej chwili go czytacie).

5. Kolacja z Chrisem w japońskiej restauracji. Zamawiam to samo danie co zawsze. Nie wiem, jak to wyjaśnić, ale, kiedy idę do nowej restauracji i jem coś, co mi smakuje, następnym razem zamawiam tę samą rzecz. To pewnie brak wyobraźni.

Piątek

1. Śniadanie, komputer, spacer. Aktualizacja bloga.

2. Biorę gazetę i idę na spacer na Pola Marsowe, które znajdują się niedaleko mojego mieszkania w Paryżu. Patrzę na ludzi, którzy przygotowują się na nadejście zimy: większość z nich robi zdjęcia wieży Eiffela i rozmawia przez telefon komórkowy. Mijam muzeum (Musée du Quai Branly). Nie ma kolejki po bilety, więc postanawiam wejść do środka. W muzeum jest wystawa sztuki z Indian z różnych kontynentów. Po chwili dochodzę do wniosku, że z naszą cywilizacją jest coś nie tak. Przedmioty zrobione przez Indian wydają się piękniejsze i bardziej interesujące niż nasza sztuka współczesna. Nie ma jednak sensu narzekać ani o tym pisać. Istnieje bardzo wiele konceptów artystycznych, na przykład krowa w formalinie (sprzedana za 30 milionów dolarów) albo dwie ściany z drutu kolczastego (cena: około pięciu milionów dolarów). Myślę, że Frei Betto w swoim nowym wcieleniu jako awangardowy intelektualista wymyśli tezę, która obroni tego rodzaju sztukę.

3. Wracam do domu. Jestem spakowany, szofer już czeka. Samochód jedzie na lotnisko Charles de Gaulle. Samolot ma odlecieć piętnaście minut po dziesiątej, ale na miejscu tortur zwanym lotniskiem trzeba być na długo przed odlotem.

4. Odlot dziesięć minut przed północą (godzina opóźnienia). Spędzę 20 dni w Brazylii, a potem udam się do Frankfurtu. Jak zwykle będę unikał modnych restauracji i ludzie będą mi zadawać to samo pytanie: "kiedy wrócisz do swojego kraju?".

Wnioskuję z tego, że jeśli człowiek nie chodzi do modnych restauracji, to tak, jakby przestał istnieć.

Dowiedz się więcej na temat: spacer | rzeczy | Kolacja | Islam | sprzęt | e-mail | czytelnicy | śniadanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje