Reklama

Reklama

Mężczyzna nie lubi stabilizacji

Dziś wcale nie jest w modzie i obyczaju, że matki udzielają mądrych rad swoim córkom. Dziewczyny raczej słuchają koleżanek albo nawet idą do psychologów.

Jednak, nim to się stanie, nakładając na głowę welon, przekonane są, że ich związek będzie trwały - na śmierć i życie. Na zawsze. Lata szybko lecą i...

Sytość to stagnacja

Jak twierdzi wielu psychologów, mężczyzna, który w domu zostaje sprowadzony do pozycji sytego kota, zaczyna... kombinować. Sytość to stagnacja, a stagnacja go zdecydowanie nudzi. Robi więc wszystko, żeby ten stan zmienić. I zmienia. Najczęściej... kobietę. Jak twierdzą znawcy tematu, mężczyzna najbardziej podatny jest na podejmowanie takich decyzji w okolicach czterdziestki. - Mężczyzna zdecydowanie nie lubi uczuciowej stabilizacji - twierdzi psycholog Anna Świetlik. - Taką ma naturę. Z reguły jest aktywny, woli zmiany, a nawet niespodzianki. Również w sferze uczuć. I jeżeli stateczna małżonka sądzi, że przeżyli już w związku np. 20 lat - cicho, zgodnie i spokojnie, bez burz i porywów, że jest go absolutnie pewna, to może właśnie spotkać się z wielkim rozczarowaniem...

Reklama

A zatem stabilizacja powoduje, że z jednej strony czuje on bezpieczeństwo, to z drugiej - przychodzą mu do głowy myśli, że gdyby nie dom, pies, żona, dzieci, działka i samochód, gdyby tylko nie to, to on by jeszcze światu pokazał. Ma zatem za złe żonie, że na dobrych obiadkach rośnie mu sadło, dzieciom - że za szybko dorośleją, psu - że jest mniej rasowy od psa sąsiada... I taki tyjący czterdziestoletni samiec najbardziej gotowy jest do skoku w bok. Do takiego skoku, który najbardziej zburzy spokój rodzinny. Odejdzie na zawsze lub przynajmniej na długo.

- Kobiety są często zdziwione, że na przykład koleżanka, znajoma źle traktuje swego męża, stale jest z niego niezadowolona, ciągle ma większe wobec niego wymagania, a on - świata poza nią nie widzi - mówi psycholog. - Właśnie mężczyzna, przed którym piętrzą się zadania, wymagania i obowiązki z pewnością nie ma głowy do zdrady, skoku w bok. Mężczyzna, który sam żyje w przekonaniu, że żona go rzuci, jeśli on nie sprosta jej oczekiwaniom, z pewnością nie jest skłonny od niej odejść.

To wina kobiet

A więc bez wątpienia to wina kobiet, że mąż zaczyna nudzić się w związku. Bo być może przyziemność obowiązków, jakie kobiety wzięły na siebie, pierwszeństwo dzieci przed ojcem i garnków przed rozrywką, każe im puszczać między uszy fantazjowanie partnerów. Tymczasem leżący na kanapie tłuścioszek marzy, że wyjadą na wakacje nad morze albo kupią działkę w Bieszczadach, gdzie on będzie ujeżdżał konie. Żona nie powinna wtedy ryczeć ze śmiechu, że on nawet nie wie, jak wygląda siekiera i nie powinna mówić: "pleciesz bzdury, masz przecież świetną posadę za biurkiem". Powinna raczej zastanowić się, czy czasem mężowskie rojenia nie są pierwszym sygnałem, że go ta stabilizacja małżeńska zaczyna nudzić.

Jeśli kobieta nie odbierze właściwie tego sygnału, może się znaleźć inną - antytalent kulinarny, łeb źle utleniony i grube nogi - która z zachwytem jednak słucha, jak to męczy go ta kanapa i telewizor, i jak chciałby w Bieszczadach galopować na koniu. Jasne, że ona wcale z nim nie pojedzie, ale roić będą razem. A nic tak nie zbliża, jak wspólne marzenia...

- Czujna żona - dodaje psycholog Anna Świetlik - powinna rozumieć, że genetycznie mężczyzna jest ukształtowany na osobnika aktywnego, poszukującego zmiany. Powinna zatem mobilizować go, stawać przed nim wymagania, ba, nawet go niepokoić. Inaczej, każdy gram sadła, który rośnie mu na bokach, może obrócić się kiedyś przeciwko niej.

Janusz Świąder

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: psycholog | żona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje