Reklama

Reklama

Dziewczynki się tu nie rodzą

W 132 wioskach należących do indyjskiego okręgu Uttarkashi w ostatnich miesiącach na świat przychodzą wyłącznie chłopcy. Przyczyna takiego stanu jest wyjątkowo przerażająca – według władz w regionie masowo przerywa się ciąże, gdy tylko badania potwierdzą, że rozwijające się płody są płci żeńskiej.

Czego można życzyć Hindusce w dniu ślubu? Okazuje się, że w najlepszym tonie jest życzyć jej, by została matką tysiąca synów, bo takich właśnie serdeczności oczekuje każda młoda mężatka. Narodziny chłopca to w Indiach wielkie wydarzenie. Podczas rodzinnego ucztowania robi się tak odświętnie, że nie może zabraknąć nawet tańczącego eunucha.

Córka? Fatalnie!

W syna warto tam inwestować, bo inwestycja ta się zwróci. Będzie on nie tylko pomocą w gospodarstwie, ale i polisą na przyszłość. Zajmie się starzejącymi się rodzicami, stanie się kiedyś głównym żywicielem całej rodziny i jej podporą. Przyniesie też gigantyczny posag, gdy tylko się ożeni. Ten sam posag staje się przekleństwem rodziców dziewcząt. Przymusowe uposażenie panny młodej bywa nie tylko poważnym obciążeniem dla domowego budżetu, ale często wręcz prawdziwą katastrofą. Rodziny popadają w długi, z których niekiedy już nie wychodzą, bo bliscy pana młodego bynajmniej nie żądają wyprawy złożonej z pościeli i ręczników; zamiast tego domagają się krów, ziemi, samochodów oraz gotówki.

Reklama

Dlatego też inaczej wyglądają narodziny dziewczynki. Gratulacje gości brzmią bardziej jak kondolencje, wiadomo bowiem, że mała kobietka będzie gigantycznym obciążeniem dla rodziny. Serwis Rp.pl, powołując się na publikację w medycznym czasopiśmie "Lancet" donosi, że każdego roku w Indiach ćwierć miliona dziewczynek umiera nie dożywszy nawet piątych urodzin.

Nic dziwnego, skoro indyjskie dziewczynki mają wyjątkowo pod górkę już od narodzin - są gorzej karmione niż bracia, często latami nie widują lekarza, a ich potrzeby czy ambicje, np. edukacyjne mogą w ogóle nie doczekać realizacji.

Nieusłyszane krzyki

Teoretycznie indyjskie prawo już ćwierć wieku temu zabroniło podglądania płci nienarodzonego dziecka przez ultrasonograf, ale przepisy swoje, a życie swoje. Tam, gdzie jest lepszy dostęp do diagnostyki, rodzice skwapliwie zeń korzystają. W biedniejszych, wiejskich rejonach radzą sobie w inny sposób. Nowo narodzone dziewczynki często są zabijane tuż po porodzie. Robią to członkowie rodziny, za milczącym przyzwoleniem ogółu. Noworodki topi się, zakopuje żywcem, truje lub dusi.

Ekonomiści policzyli kiedyś, że przez wszystkie te nieludzkie praktyki w społeczeństwie indyjskim brakuje już kilkudziesięciu milionów kobiet. Jak w takim razie ma wyglądać jakakolwiek zastępowalność pokoleń? Zatem pozbywanie się dziewcząt to nie tylko okrutna, ale i wewnętrznie niespójna oraz krótkowzroczna strategia - w końcu "inwestycja" w chłopca zwróci się, gdy ten się ożeni. Z kim, skoro dąży się do unicestwienia żeńskiej populacji?

Przez długie lata władze patrzyły na to wszystko przez palce, choć międzynarodowe organizacje broniące praw jednostki biły na alarm. W ostatnich latach coś zaczyna się zmieniać - w 2015 roku sam premier wprowadził w życie nowy program społeczny, mający na celu edukację i dostarczenie opieki zdrowotnej, tam, gdzie najbardziej jest potrzebna, po to, by pokazać Hindusom korzyści płynące z posiadania córek. Tylko czy dadzą się przekonać?

Ashish Chauhan, sędzia okręgowy uznał, że nie można dłużej milczeć w tej sprawie, a 216 nowo narodzonych chłopców i... zero noworodków żeńskich w 132 wioskach Uttarkashi to precedens, nawet jak na Indie.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje