Reklama

Reklama

Adrenalina Macieja Zakościelnego

Lubię adrenalinę, aczkolwiek jest coraz mniej rzeczy, które podnoszą jej poziom w mojej krwi - mówi Maciej Zakościelny, odtwórca roli komisarza Brodeckiego w serialu "Kryminalni" i Jana w najnowszej komedii romantycznej Ryszarda Zatorskiego "Dlaczego nie".

Kim jest Jan, główny bohater komedii "Dlaczego nie"?

Maciej Zakościelny: Jan to szef agencji reklamowej "Acha" i szuka swojego miejsca w świecie. Jest osobą o silnym kręgosłupie moralnym, ale czegoś mu w życiu brakuje.

Czy będzie podobny do Michała z poprzedniej komedii romantycznej Ryszarda Zatorskiego - "Tylko mnie kochaj"?

Nic podobnego! Na pewno nie będzie takim sztywniakiem... Nie jest z urodzenia "japiszonem", to normalny facet, który pracuje i żyje w środowisku, do którego nie pasuje. Generalnie zaś cała historia będzie opowiadana z perspektywy głównej bohaterki, Małgosi, w postać której wcieli się Anna Cieślak. Mój bohater będzie znacznie bardziej tajemniczy niż Michał.

Reklama

Jan uprawia różne sporty ekstremalne: nurkuje, skacze ze spadochronem, lata na paralotni. Jak przygotowywał się pan do tej roli?

Cztery dni uczyłem się latać na paralotni w Szczyrku oraz na motolotni na lotnisku w Bielsku-Białej. Przyznam się, że ten sport wzbudził we mnie wiele emocji. Ten sport jest bardzo uzależniony od warunków atmosferycznych i trzeba umieć je właściwie ocenić, inaczej może być niebezpiecznie.

Czy prywatnie uprawiał pan wcześniej któryś z ulubionych sportów Jana?

Robiłem dużo najprzeróżniejszych rzeczy, uprawiałem różne sporty. Dbam o swoją kondycję fizyczną, jest ona mi potrzebna choćby do roli komisarza Brodeckiego. Ale przyznam się, że dopiero przygotowując się do roli Jana zapoznałem się z paralotnią i motolotnią. Lubię adrenalinę, aczkolwiek jest coraz mniej rzeczy, które podnoszą jej poziom w mojej krwi. Przygotowując się do tej roli udoskonaliłem też swoje umiejętności nurkowania. Wcześniej nurkowałem kilka razy, m.in. w Egipcie, gdzie robiłem to prywatnie oraz "służbowo", bo na planie serialu "Kryminalni". Wtedy miałem okazję nurkować w Kanale Żerańskim. Tam już tak fajnie nie było - żadnych kolorowych raf czy ryb, tylko ciemność... Teraz znów było przyjemnie, bo nurkowałem w Hańczy, pięknym podsuwalskim jeziorze.

Nie zastępują pana kaskaderzy?

Wolę sam występować we wszystkich scenach. Czasami, przyznam się, jest to dość ryzykowne. Na planie "Dlaczego nie" na przykład nauczyłem się, jak zakładać i zdejmować pod wodą ekwipunek nurka. Ale ja lubię wyzwania... Niedawno nauczyłem się też jeździć konno, po tym, jak dostałem propozycję udziału w konkursie jazdy konnej dla artystów. Wziąłem sześć lekcji. I wygrałem konkurs... Ale czasami pomoc kaskaderów jest niezbędna.

Jest pan zajęty pracą na planie filmowym, czy w związku z tym komisarza Brodeckiego z "Kryminalnych" czekają ciężkie czasy? Czy znów odejdzie z policji, tak jak to się stało rok temu, gdy pracował pan na planie "Tylko mnie kochaj"?

Zapewniam, że tym razem nic podobnego nie przytrafi się Brodeckiemu. Tak ułożono plan pracy w serialu, że nie koliduje on z zajęciami na planie "Dlaczego nie". Na jakiś czas po prostu ciężar w "Kryminalnych" przesunięto na inne postaci.

Okrzyknięto pana największym amantem polskiego kina... Czy nie boi się pan, że zostanie pan zaszufladkowany?

Nie przejmuję się za bardzo tym, co o mnie piszą. Nie zastanawiam się też, czy ludzie kojarzą mnie bardziej z Brodeckim czy też z Michałem.

Jaki jest Maciej Zakościelny prywatnie?

Moim zdaniem normalny. Ale o to trzeba byłoby zapytać moją rodzinę i przyjaciół.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Jolanta Żabińska

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kryminalni | Bohater | rzeczy | Maciej Zakościelny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje