Reklama

Reklama

Dziewczyna z zasadami

Doda, jakiej nie znacie! SHOW dotarło do jej przyjaciół z dzieciństwa, chłopaków i wychowawczyni. Co opowiedzieli?

Rodzicom zawsze podobało się wszystko to, co Doda (26) robi. Nigdy jej nie krytykowali. Nawet gdy chodziła po rodzinnym Ciechanowie w czarnych kozakach za kolana i ekstremalnie krótkiej spódniczce, wzbudzając poruszenie w całym mieście. (Mariusz, przyjaciel piosenkarki, opowiada, że gdy szła ulicą, zatrzymywały się wszystkie samochody. Raz nawet doszło do kraksy w centrum Ciechanowa - zapatrzeni na Dodę kierowcy nie zdążyli w porę wyhamować).

Reklama

Rodzice nie protestowali też, gdy 17-letnia Dorota uciekła z domu z chłopakiem, Damianem. Chęć udziału córki w kontrowersyjnym programie "Bar", w którym Doda klęła jak szewc, również przyjęli z całkowitym spokojem. Wanda i Paweł Rabczewscy nie tylko zawsze kochali Dodę bezwarunkowo, ale też wpoili jej zasady uznawane dziś często za staroświeckie. Uczciwość, lojalność, dobroć, szczerość, odwaga - tym do dzisiaj kieruje się piosenkarka.

Państwo Rabczewscy od początku mieli świadomość, że ich córka nie jest zwyczajnym dzieckiem. Po pierwsze, nigdy nie płakała, po drugie, roznosiła ją energia, po trzecie, była nad wyraz samodzielna. "Miała dwa latka, gdy nauczyła się sama wychodzić z łóżeczka, wyjmując z niego szczebelki. Koło jej łóżka, w podgrzewaczu, stała zawsze butelka z mlekiem albo innym napojem. Gdy Dorotka chciała się napić, wychodziła sobie z łóżeczka i sama zaspokajała głód" - opowiada pani Wanda w rozmowie z SHOW.

Wyjątkowo energiczna, wesoła, spontaniczna, ładna i bystra dziewczynka wyróżniała się na tle rówieśników. Urodzona optymistka, od dziecka mówiła rodzicom wprost: "Będę gwiazdą". Nikt nie zaprzeczał. "To była kopalnia pomysłów! Już jako mała dziewczynka sama wymyślała sobie stroje. Przedstawiała mi konkretne projekty, a ja musiałam je zrealizować. Najczęściej z pomocą mojej mamy, która pięknie szyje. Czasem, przyznaję, szyła je z bólem, bo były - delikatnie mówiąc - nieskromne" - śmieje się Wanda Rabczewska.

Nie ukrywa, że później, gdy Doda była już nastolatką, kilkakrotnie wzywano ją do szkoły ze względu na wyzywające stroje córki i kontrowersyjne nakrycia głowy. "Nauczyciele uwielbiali Dorotkę, bo świetnie się uczyła i rozbawiała wszystkich dookoła. Ale nalegali, by zmieniła styl ubierania. Bezskutecznie. Ona po prostu nie widziała w tym nic złego" - wspomina pani Wanda.

Niektóre matki dziwiły się jej, że pozwala córce nosić tak wyzywające stroje. Odpowiadała, że Dorota jest kolorowym ptakiem i po prostu nie może wyglądać tak jak inni.

To tata artystki wybrał jej imię. Dorota znaczy Dar od Boga. Wanda Rabczewska uważa, że po jej ojcu córka odziedziczyła wyjątkową intuicję. Tak samo jak on jest też bezpośrednia i prostolinijna. Nie ma cech dyplomatki. Paweł Rabczewski, utytułowany sztangista i kulturysta, wychowywał córkę w duchu sportowej zasady fair play. Nauczył ją, że drugiemu człowiekowi zawsze trzeba dać szansę. A jeżeli okaże się niegodny zaufania, należy powiedzieć mu to wprost. Podkreślał, że najważniejsze jest mówienie prawdy, bo kłamstwo niepotrzebnie komplikuje życie.

Doda nigdy nie okłamywała rodziców. Jeżeli chciała iść na wagary, informowała o tym mamę. "Pozwalałam jej czasem zostawać w domu. Wiedziałam, że następnego dnia nadrobi wszystkie zaległości, bo nauka nie sprawiała jej żadnych problemów" - mówi pani Wanda.

Dzięki ojcu Doda zaczęła interesować się sportem. Trenowała lekkoatletykę. Zdobyła m.in. złote medale w wojewódzkich mistrzostwach w biegu na 100 i 600 metrów. Jednak nie była typową zawodniczką. Zawsze stroiła się przed wyjściem na bieżnię - traktowała ją jak scenę. Biegała w pończochach samonośnych, warkoczykach i wielkich kokardach, które wchodziły jej czasem w oczy ("sztuka wymaga wyrzeczeń", śmieje się dziś Doda). Jej rywalki nie kryły zdziwienia, gdy wystrojona blondynka z łatwością zdobywała pierwsze miejsce.

Cóż, Rabczewska od zawsze zadziwiała ludzi... Wychowawczyni Dody z podstawówki od początku wiedziała, że ma do czynienia z gwiazdą. "Zawsze lubiłam zwracać uwagę na dzieci szczególnej troski - śmieje się w rozmowie z SHOW Celina Głosek. Od pierwszych dni rozumiała, że trafiła jej się wyjątkowa uczennica. Kolorowa jak malowany ptak, oryginalna i utalentowana. To pani Celina odkryła talent muzyczny Dody. "Bez wiedzy rodziców zaprowadziłam ją na przesłuchanie do szkoły muzycznej" - opowiada. Potem przekonała rodziców Doroty, że muszą jak najszybciej posłać córkę do szkoły muzycznej i kupić jej pianino.

"Choć nie byliśmy biedni, kupno pianina wydawało nam się lekką przesadą. Jednak pani Celina była nieugięta. Powiedziała mojemu mężowi, żeby - jeżeli zajdzie taka potrzeba - sprzedał kożuch, który miał na sobie i kupił to pianino" - wspomina mama Dody.

Celina Głosek na pytanie, co było w małej Rabczewskiej takie wyjątkowe, wymienia: "Miała oczy dookoła głowy, wszystko widziała, wszystko słyszała. Cechowała ją niesamowita zdolność obserwacji i wyciągania wniosków. Była też wszechstronnie uzdolniona. Sama decydowała o tym, jakie ma oceny. Jak odpuszczała, to dostawała piątkę, jak jej bardziej zależało, miała szóstki". Pamięta, że mała Rabczewska robiła to, co chciała, unikając przy tym konfliktów z nauczycielami. Jak czuła, że przesadziła, otwierała szeroko swoje wielkie, ciemne oczy i rozbrajała uśmiechem. Zawsze spadała na cztery łapy.

Dzieci garnęły się do Dorotki. Uwielbiały z nią spędzać czas, bo z nią nigdy się nie nudziły. Zawsze można było liczyć na to, że wpadnie jej do głowy jakiś szalony pomysł. Doda oczywiście zawsze podobała się chłopcom. Mało kto wie, że Dżaga (słynny "sobowtór" Dody - przyp. red.), to jej najbliższy przyjaciel od czasów dzieciństwa. Poznali się w piaskownicy. "Dorota od dziecka była charyzmatyczna i energiczna. Wszędzie jej było pełno. Bardzo chciałem ja bliżej poznać. Wszystkie dzieci w Ciechanowie wiedziały, kim jest mała Rabczewska" - mówi SHOW Dżaga, czyli Mariusz.

Początki ich znajomości były dość nietypowe.

Pewnego zimowego dnia Mariusz rzucił w Dodę śnieżką. Myślał, że to fajny żart. Ale ona już jako mała dziewczynka nie pozwalała na takie zaczepki. "Odwróciła się i zaczęła mnie gonić z taką agresją w oczach, że zacząłem uciekać. Wpadłem na płot i podarłem sobie nowe spodnie. Takie były początki naszej przyjaźni" - śmieje się Dżaga.

Mała Doda miała swój dziewczyński gang - taki, jak w jej nowej piosence "Bad Girls". To ona rządziła na osiedlu. Chłopcy bali się dziewczyn i ich przywódczyni. Czy miała przez to problemy? Mariusz twierdzi, że wręcz przeciwnie. "Problem mieli ludzie z nią, a nie ona z nimi". Była bardzo odważna. Jeżeli ktoś chciał zrobić krzywdę jej albo komuś z jej najbliższych, stawała w ich obronie jak lwica. Nie było rzeczy, której nie zrobiłaby dla przyjaciół.

Ale aniołem nie była. Dżaga pamięta, że jako nastolatka, zaprzyjaźniła się ze starszą od siebie dziewczyną. Razem tworzyły niezapomniany duet. "Za centrum kultury był park im. Marii Konopnickiej. Tam rządziła Doda z przyjaciółką. Mieszkańcy nazywali go ciechanowskim trójkątem bermudzkim - bali się tam chodzić. Po mieście krążyły plotki, że niektórzy stamtąd nie wracają..." - śmieje się Mariusz.

Mówi, że nigdy później nie poznał równie spontanicznej osoby: "Decyzję o wzięciu udziału w programie Bar podjęła, leżąc w szpitalu pod kroplówką. Nagle zerwała się ze szpitalnego łóżka, wyrwała kroplówkę i następnego dnia już była w telewizji".

Pierwszy chłopak Dody, starszy od niej o cztery lata Michał, perkusista rockowy, mówi, że Rabczewska od zawsze była "totalnym freakiem". Choć od dziecka byli sąsiadami, zaczęli być razem, gdy Doda miała 12 lat. Po latach wspomina ją z entuzjazmem: "Dorota ma ogromne serducho. Jest w niej coś kosmicznego. Nadprzyrodzona siła, która sprawia, że wszystko, co zaplanuje, staje się realne".

Właśnie dlatego Michał nazywa Dodę wiedźmą. "Mam siostrę chorą na zespół Downa. Wiktoria jest naszą małą księżniczką. Pamiętam, jak przedstawiłem ją Dorocie. Wiktoria zaniemówiła z wrażenia.

Dorota zdjęła z dłoni piękną bransoletkę i dała ją mojej siostrze mówiąc, że jest zaklęta, i jeżeli tylko Wiktoria będzie czegoś bardzo chciała, to ma ją założyć i nosić, dopóki to marzenie się nie spełni. Moja siostra nadal pamięta tę chwilę".

Drugi chłopak artystki, Damian, żeby ją zdobyć, chodził do siłowni, której właścicielem był jej tata. Gdy nastoletnia Doda uciekła z Damianem z domu, pani Wanda przynosiła im obiady, żeby nie byli głodni. "Damian nie najlepiej się uczył. Prosiłam Dorotkę, żeby dawała mu korepetycje" - wspomina pani Rabczewska.

"Bałamuciłam go i namawiałam do wszystkiego oprócz szkoły. Ale rekompensowałam mu to korepetycjami, szczególnie... z biologii" - wspomina ze śmiechem Doda w rozmowie z SHOW.

To był burzliwy związek. Dziś jednak Doda i Damian uwielbiają spędzać razem czas. Doda zawsze może liczyć na niego, również w sprawie Adama.

Choć lata mijają, ci, którzy poznali Dodę w dzieciństwie, mówią o niej w samych superlatywach. Z byłymi chłopakami przyjaźni się do dziś. Przyjaciel z dzieciństwa nadal jest dla niej najważniejszy. A wychowawczyni, pani Celina, jest pewna, że Doda ma misję. "Ona może nauczyć młodych ludzi, jak ważny jest szacunek dla rodziny. To dziewczyna z zasadami. Jestem pewna, że kiedyś będziemy mówić o pokoleniu Doroty Rabczewskiej. Zobaczy pani".

Joanna Łazarz

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej o Dodzie przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 6 grudnia.

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy