Edyta Olszówka: Wierzę, że ktoś na mnie czeka

Jest spełniona jako aktorka, jednak w życiu prywatnym nie może znaleźć szczęścia. Ostatnio zdobyła się na szczere wyznanie.

Pierwszego dnia na planie nowego serialu TVN "Aż po sufit", w którym Edyta Olszówka (43) gra z Cezarym Pazurą (53) małżeństwo z 25-letnim stażem, doszło do małego zgrzytu.

Reklama

- Ja gram w swojej własnej obrączce, Edytka zaś musiała dostać "służbową" - zażartował Pazura w rozmowie z dziennikarką TVN. Gdy padły te słowa, na chwilę uśmiech zgasł na ustach Olszówki. Na chwilę, bo aktorka już przyzwyczaiła się, że jest postrzegana jako etatowa singielka. W głębi serca jednak tęskni za wielką miłością.

- Obok wiary i miłości jest też nadzieja, więc tę mam i wierzę, że ktoś jednak na mnie czeka - wyznała ostatnio. Podkreśla, że nie jest singielką z wyboru. Tak po prostu ułożyło się jej życie.

Kiedy koleżanki wychodziły za mąż i rodziły dzieci, ona niemal na dekadę zaangażowała się w związek z Piotrem Machalicą (60). To była wielka miłość, jednak trudna relacja, która wyczerpała ją emocjonalnie. Sprawiła też, że z powodu rozpadu małżeństwa partnera przylgnęła do niej łatka "femme fatale".

Gdy uczucie się wypaliło, podjęli decyzję o rozstaniu, ale nadal pozostają serdecznymi przyjaciółmi. Jednak czas bezpośrednio po rozstaniu był dla niej bardzo trudny. Gnębiła ją depresja, doskwierała samotność. Gwiazda publicznie przyznała się do problemów z alkoholem. Przeszła terapię, uporządkowała swoje życie. Dziś zamiast po kieliszek z winem sięga po filiżankę gorącej czekolady.

Wygląda kwitnąco, tryska energią i humorem. Pogodziła się już z tym, że być może nie pozna smaku macierzyństwa. Nie chciała zresztą być mamą za wszelką cenę. Kiedy koleżanki mówiły jej: Zrób sobie dziecko z kimkolwiek, uważała to za egoizm. Dziecko powinno być owocem miłości.

Przez lata nie chciała zostać żoną, był w niej lęk przed sakramentalnym "tak", lecz dziś mówi, że nie może być nic piękniejszego, niż być z kimś do końca życia. U jej boku pojawił się czuły i oddany mężczyzna, ale nie podobało mu się to, że aktorka ma wieczory zajęte spektaklami. - Czyli kochał tylko jakąś część mnie - kwituje ten związek.

Nie traci nadziei, że spotka kogoś odpowiedniego. - Nie mówię o jakimś mężczyźnie marzeń, ale po prostu o fajnym, partnerskim związku, w którym dwie strony chcą ze sobą być, razem spędzać czas, wymieniać się emocjami. Chcą razem poznawać świat i pozwalają sobie nawzajem na rozwój - wyznała. Może wreszcie los się do niej uśmiechnie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje