Reklama

Reklama

Leszek Mellibruda: "Miłość jest wyborem, ale też decyzją"

"Doda. 12 kroków do miłości" to program, w którym najbardziej kontrowersyjna polska piosenkarka, Dorota Rabczewska będzie szukała miłości. Program ma zmienić jej złą passę w życiu uczuciowym. O kulisach powstawania show, miłości i przypadku Dody rozmawiamy z dr. Leszkiem Mellibrudą — psychologiem, który pomoże jej znaleźć męża. Premiera programu już 3 września o godz. 20:00 w Telewizji POLSAT i o 21:00 w Polsat Go.

Katarzyna Drelich, INTERIA.PL: - Jak to jest być psychologiem, który doradza Dodzie w sprawach sercowych?

dr Leszek Mellibruda: - Doda jest celebrytką, ale nie jest to pierwsza popularna osoba, którą miałem okazję poznać na kozetce. Natomiast to, co jest odmienne i nieporównywalne z moimi innymi doświadczeniami terapeutycznymi, to uczestnictwo w programie telewizyjnym. I czy to jest Doda, czy ktoś inny, nie jest tak istotne, jak fakt znalezienia się w sytuacji, która jest tak bardzo wieloznaczna i w wielu miejscach nie powinna przypominać tego, co psycholog zna i do czego jest przygotowany. Te spotkania nie były psychoterapią, doradztwem, coachingiem ani mentoringiem, do tego odbywały się na oczach kamer i mikrofonów, a w wersji ostatecznej zostaną zmontowane. Widz nie będzie miał obrazu dwugodzinnej rozmowy, tylko zapewne paru minut. Jednak to wszystko było rzeczywiście dużym wyzwaniem, które motywowało mnie do tego, aby podjąć się tej pracy.

Reklama

Zobacz również: "Doda. 12 kroków do miłości". Poruszające łzy Dody w pierwszym odcinku

Jakim kluczem kierowaliście się przy tym eksperymencie?

- Po pierwsze to były wydarzenia autentyczne. Cała sytuacja polegała na tym, że to Doda podjęła decyzję o przeprowadzeniu tego eksperymentu na sobie. To ważne, aby podkreślić fakt, że eksperymentowała sama na sobie, żeby nikt nie pomyślał, że robiła to na kimś. Jeśli chodzi o klucz przewodni, to przedstawimy go już w pierwszym odcinku i będzie on ściśle związany z celem tego programu. Jest to z jednej strony poszukiwanie partnera przez Dodę, ale również poszukiwanie siebie, pogłębianie własnego zrozumienia, głębsze spojrzenie na wiele różnych procesów, które są związane z relacjami emocjonalnymi. Klucz w pracy z Dodą był stosunkowo jasny: im bardziej będziesz starała się zrozumieć i przeorganizować pewne rzeczy, tym lepiej będziesz odnajdywać się w różnych sytuacjach emocjonalnych, również tych dotyczących budowania związku.

A żeby zbudować zdrowy związek, należy najpierw zacząć od siebie. Czy widzowie będą mieli okazję podejrzeć proces odkrywania przez Dodę swoich korzeni i zmiany utartych mechanizmów?

- Zacznijmy od tego, że miłość jest wyborem. Zakochanie jest tym, co dzieje się w 1/5 sekundy jeśli chodzi o mózg i można nawet powiedzieć, że on zakochuje się nawet trzy razy dziennie. Chodzi tu o pierwsze wrażenie, czyli o to, jak działa na nas wygląd drugiego człowieka. To jest coś odruchowego i z miłością nie ma wiele wspólnego. Natomiast ma wiele wspólnego ze stereotypami i naszym potocznym myśleniem, że każde zakochanie się jest tożsame z miłością. Nie jest to prawda. Żeby powstała miłość - do której potrzeba nie tylko chemii - należy wziąć pod uwagę mózg, który decyduje się na pewne kroki i pozwala właścicielowi na inne przeżycia, niż tylko odruchowe, związane z atrakcyjnością. Proces ten jest przez psychologów dość dobrze poznany. Zaskakujące jest to, że wcale nie jest tak dobrze poznany przez ludzi. Uważam, że o miłości powinni uczyć się nastolatkowie w szkole. Zwłaszcza w czasach, gdy o miłości rozpowszechniane jest tak wiele fałszywych przekonań i sposobów jej rozumienia. Mówię tu także o miłości do siebie. To jest poważne wyzwanie XXI wieku, ażeby spojrzeć na nią inaczej. A żeby móc inaczej spojrzeć, należy na ten temat rozmawiać.

Zobacz również: Katarzyna Zdanowicz odsłania brzuch. Pozazdrościć figury

Mówi pan o fałszywych przekonaniach dotyczących miłości. Które z nich pana zdaniem są najbardziej szkodliwe społecznie?

- Na pierwszym miejscu jest przekonanie, że miłość jest w sercu, a nie w mózgu. Ona jest przede wszystkim w mózgu! Zakochanie, euforia, te pierwsze tygodnie do pół roku też są w głowie, nie w sercu. Po drugie jest to panujące złudne przekonanie, że miłość rządzi się swoimi prawami i na uczucia nie mamy wpływu. Że miłość pulsuje, wybucha, gaśnie i sama odchodzi, a my nie mamy na to wpływu. Nic bardziej mylnego. Kolejnym mitem jest to, że miłość po zakochaniu opada. Zakochanie mija u 70 proc. ludzi wcześniej czy później, później jest dopiero faza miłości. Co ciekawe, u 30 proc. ludzi to zakochanie nie minie, ale tylko pod warunkiem, że będą wkładali energię i czas w to, aby w związku budować ten sam poziom zaangażowania i namiętności, co na samym początku. Negatywnym stereotypem związanym z miłością jest również to, że opiera się ona na kontakcie fizycznym, czyli na seksie. W fazie zakochania - owszem, natomiast w kolejnych fazach relacji dochodzi do naturalnego obniżenia napędu seksualnego, co często zaczyna się już po drugim roku związku i jest to absolutnie naturalne. Oczywiście są czynniki, które mogą potęgować obniżanie tego napędu, jak chociażby przykładanie mniejszej uwagi do dbania o siebie - wówczas atrakcyjność fizyczna maleje. W fazie po zakochaniu jednak postrzeganie atrakcyjności partnera pogłębia się i poszerza już poza wygląd fizyczny, a dla obu stron staje się coraz ważniejsza atrakcyjność osobowościowa.

- Ludzie świadomi tego, co może niszczyć nasz związek, nie tylko dbają o atrakcyjność własną, ale potrafią również aktywnie wyrażać wdzięczność dla drugiej osoby za to, że jest atrakcyjna. To z pewnością przeciwdziała obniżaniu się poziomu więzi i popędu seksualnego. 

Ostatnio usłyszałam, że miłość to decyzja, którą podejmuje się każdego dnia. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem? 

- To bardzo trafne określenie, zgadzam się z tym w dwustu procentach. Rzeczywiście, miłość jest wyborem, ale też decyzją. W dodatku decyzją silniejszą od hormonów wydzielanych przez nasz mózg. To jest decyzja, która buduje związek. Trwała miłość, do której ludzie dążą, związana jest z elementami wymagającymi decyzji i podjęciem pewnych aktywności. To są decyzje dotyczące dbania o atrakcyjność, budowania i pogłębiania więzi. To się samo może rozpaść.

- Niezwykle ważne jest też budowanie zaufania. Ludzie często o tym wiedzą, ale nie mają pojęcia, jak to robić. Prostym ćwiczeniem wprawkowym w budowaniu zaufania jest m.in. mówienie drugiej osobie tego, czego nie powiedziało się innym, a jednocześnie pilnowanie własnego języka, ażeby on nie "wypaplał" tego, co chcemy zachować dla siebie. Wówczas mówimy o budowaniu zdrowego poczucia zaufania. Podobną wartością, o której ludzie słyszeli, ale nie wiedzą, jak ją budować, jest wzajemny szacunek. Mamy problem z wyrażaniem go. Podsumowując, należy pamiętać o tych czterech czynnikach: atrakcyjności, budowaniu więzi, zaufaniu i szacunku. To właśnie one składają się na długoterminową miłość, o której decyzję podejmujemy każdego dnia. I dzięki tym czynnikom mamy na nią wpływ. Zdaniem naukowców, którzy zajmują się badaniem długotrwałej miłości, to wystarczy.

Zobacz również: "Doda. 12 kroków do miłości". Wiemy, kto będzie walczył o serce Dody

Doda wspomina o tym, że jej wizerunek seks-bomby może mylić, bo nawet mimo przestróg bliskich dla niej osób, wchodziła w związki, które nie kończyły się happy endem. Jakie mechanizmy decydują o tym, że pomimo ostrzeżeń i nieprzychylnych znaków i tak wchodzimy w toksyczne i podobne do siebie relacje?

- Osoby popularne i atrakcyjne szczególnie często borykają się z tym problemem i to nie zawsze jest wina tych kobiet, jeśli mówimy tu konkretnie o Dodzie. Są badania, które pokazują, że kobiety, które dobrze zarabiały, miały problem ze swoimi partnerami, ponieważ nawet wykształceni partnerzy nie potrafili zaakceptować faktu, że ich kobiety zarabiają lepiej niż oni. Tacy mężczyźni wówczas chcieli częściej sprawdzać swoją męskość, zdradzając swoje partnerki. To jest przykład pokazujący, że mężczyźni mają problem z popularnością swoich partnerek nawet w momencie, gdy sami są popularni. Tak też było w przypadku wcześniejszych związków Dody. Z drugiej zaś strony jest kilka innych problemów, z którymi borykają się osoby popularne i atrakcyjne. To są po prostu osoby bardzo zapracowane, ponieważ popularność nie przychodzi sama i trzeba stale na nią pracować. Wymaga to wielu inwestycji energetycznych, czasowych i mentalnych. Problem pojawia się w momencie, gdy taka osoba nieumiejętnie zarządza swoim czasem i sobą. Należy pamiętać, że harmonogram tygodnia powinien zawierać coś, co będzie budowało związek, ale nierzadko dzieje się tak, że przy dużym zaangażowaniu w pracę, takie osoby chcą rekompensować bliskim niedostateczną ilość czasu poświęcaną bliskim. Tak jest np. z ciężko pracującymi rodzicami, którzy w pewnym sensie chcą przekupić dziecko, kupując mu drogie rzeczy i spełniając ich zachcianki. "Jak spędziłam z tobą cały weekend, to musi ci wystarczyć i powinieneś mnie zrozumieć". Ale to tak nie działa. Zaangażowania w związek nie da się włączać i wyłączać, to powinno być coś stałego. 

- Część decyzji związanych z karierą zawodową polega na tym, że swoboda, wolność i samodzielność w ich podejmowaniu jest ograniczona. Gwiazdy się do tego nie przyznają i nawet Doda podkreśla, że na wszystko ma wpływ, ale nie do końca tak jest. Jeśli są jakieś niespodziewane wydarzenia, to nie ma na nie wpływu. I one potrafią rujnować poziom zadowolenia z siebie. W przypadku takich prominentnych osób pojawia się również przekonanie, że "skoro jestem gwiazdą, to należy mi się trochę więcej od otoczenia, w tym również od otoczenia moich bliskich". Żeby było jasne, nie chcę powiedzieć, że Doda należy do takich osób, natomiast w wielu przypadkach, z którymi spotykałem "na kozetce", taka sytuacja była pewnego rodzaju schematem. Pojawia się również wymuszanie wdzięczności za to, że taka osoba zarabia dużo pieniędzy: "nie oczekuj, że będę każdego wieczora w domu, tak jak ci, którzy zarabiają średnie pieniądze". To jest ryzyko i specyfika osób prominentnych.

Doda wprost przyznała, że jej życie uczuciowe jest porażką. Wierzy pan, że po tym eksperymencie zła passa w życiu prywatnym Dody będzie miała kres?

- Nadmienię, że ja od początku nie miałem takiego zdania, jak ona i nie oceniałem jej życia uczuciowego nomenklaturą porażki. To jest kwestia subiektywna, więc ja, mając do tego dystans i szersze spojrzenie, nie mogę się z nią zgodzić. Nierzadko ci, którzy mówią o porażce, podświadomie wyrażają to, jak ważna jest dla nich kwestia sukcesu w danej dziedzinie. Często mniejsze powodzenie np. w życiu osobistym może urastać do rangi klęski czy porażki właśnie dlatego, że nam na tym szalenie zależy. Mam nadzieję, że to doświadczenie będzie dla Dody doświadczeniem wzmacniającym ją nie tylko osobowościowo - bo wszyscy wiemy, jak silną jest osobą - ale przede wszystkim umacniającym jej wrażliwość i zdolność do oglądania różnych wymiarów siebie, swoich reakcji oraz ludzi z różnych perspektyw. Takie były moje oczekiwania i założenia. A jak będzie? Zapraszam przed telewizory. 

"Doda. 12 kroków do miłości" od 3 września w sobotę o godz. 20:00 w Telewizji POLSAT. Więcej o programie do obejrzenia w specjalnym DODAtku w serwisie i aplikacji Polsat Go oraz w Interia.pl w każdą sobotę o 21:00. 


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Doda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy