Reklama

Reklama

Nie jestem ideałem

Rozmowa z popularną prezenterką telewizyjną - Anną Popek.

Czym dla Pani jest taniec?

Reklama

Anna Popek: Radością, energią, ruchem. Kiedy słyszę przeboje Abby nogi same zaczynają tańczyć i cała reszta podąża za nimi. Jakoś nie przeszkadza mi brak partnera - natychmiast odciągam jakiegoś nieszczęśnika od stołu i mówiąc mu, że ma do spełnienia obowiązek - czynię go odpowiedzialnym za moje życie (śmiech). W tańcu tak wiele można przecież wybaczyć... Taniec to mini spektakl, w którym kobieta ma uprzywilejowaną rolę.

Długo zastanawiała się Pani nad podjęciem decyzji o udziale w "Tańcu z Gwiazdami"?

Udział w "TzG" to niezła frajda - tak wtedy myślałam. Potem okazało się, że treningi naprawdę są żmudne i po kilkunastu pierwszych dniach fascynacji stwierdziłam, że są... nudne. Żeby coś osiągnąć w tańcu, trzeba się przyłożyć. Wydawało mi się, że wkładam w taniec całe swoje serce i całą swoją silną wolę. Okazało się, że to za mało...

Krążą w Internecie opinie, że niesłusznie została Pani oceniona i to nie Pani powinna odpaść z programu jako pierwsza - byli słabsi...

Cieszę się, że ktoś tak jeszcze uważa, bo myślałam, że tylko ja. Prawdę mówiąc sądziłam, że ta rumba nie wyszła nam najgorzej, ale przecież wiadomo, że w " Tańcu z gwiazdami" liczy się nie tylko taniec. Szukając jednak plusów udziału w programie, po pierwsze: umiem tańczyć rumbę na dość przystępnym poziomie, po drugie zapisałam córkę na kurs tańca do bardzo przyzwoitego domu kultury, który poleciła mi Ania Głogowska. Po trzecie, jeszcze w trakcie przygotowań zapisałam się na siłownie, trafiłam pod opiekę trenerki Majki i zaczynam odczuwać prawdziwą przyjemność z robienia brzuszków oraz posiadania ujędrnionych części ciała.

Czego najbardziej było Pani szkoda i za czym Pani tęskni po opuszczeniu programu?

Niczego nie da się porównać do wspólnego wysiłku, przegadanych przerw z Agatą Kuleszą, Sylwią Gruchałą, Krzysztofem Diablo Włodarczykiem, Kasią Walter... Niby nic, ale kiedy nad kotletem drobiowym opowiadaliśmy sobie o ruchach bioder, o życiu, o dzieciach było ciekawie, przyjemnie i pouczająco. Szkoda też butów tanecznych - tych kilku par, które stoją u mnie w domy na półce, zupełnie nie zużyte. Nie będzie mi brakowało atmosfery, bo mimo wszystko bardzo się denerwowałam i w sumie dobrze, że odpadłam na początku, bo straciłam mniej nerwów.

Dowiedz się więcej na temat: taniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje