Reklama

Reklama

Nie ma prawdziwej miłości bez zazdrości

Urodą i wdziękiem zachwyca miliony Polaków. Utalentowana piosenkarka, tancerka i aktorka. Prywatnie... mama.

Jedna z najpiękniejszych polskich artystek. I jedna z najbardziej wszechstronnych. Natasza Urbańska (34) tańczy, śpiewa, gra w filmach i prowadzi programy telewizyjne. Ostatnio zagrała w wysokobudżetowym filmie "1920 Bitwa Warszawska" oraz została nową prowadzącą "Tańca z gwiazdami". Jest żoną Janusza Józefowicza, twórcy sukcesu musicalu "Metro" i dyrektora teatru muzycznego "Buffo". Także mamą 3-letniej Kalinki. Całą rodziną mieszkają i gospodarzą w dworku Emilin w Jajkowicach.

No i jednak poradziła pani sobie w "Tańcu z gwiazdami"...
Natasza Urbańska: - Trochę wzorowałam się na Kasi Skrzyneckiej. Uważam, że była dobrą prowadzącą. To ciepła i naprawdę pomocna osoba. Sama tego doświadczyłam przy okazji mojego występu w 10. edycji.

Reklama

Teraz za to doświadcza pani uszczypliwych uwag współprowadzącego.
- (śmiech). Oboje mamy do tego zdrowy dystans. Piotr już na początku powiedział mi: Natasza nie przejmuj się.

I nie przejmuje się pani?
- Jeszcze trochę uczę się wyluzowania.

Prowadzenie tego programu to tak naprawdę pani kolejna rola - obok ról piosenkarki, tancerki, matki i żony. Która z nich jest najtrudniejsza?
- Oczywiście bycie mamą. Pogodzić wszystkie obowiązki i jeszcze znaleźć dla córki tyle czasu, ile bym chciała, czyli przynajmniej pół dnia... to niełatwe. Dlatego "nie bywam". Rezygnuję nawet z udziału w serialach, które by mnie zamykały na cały dzień w studiu filmowym.Dzięki temu mam czas dla córeczki. Niedawno na przykład mieliśmy pierwszy dzień w przedszkolu.

Płakała?
- Skąd! Dzień wcześniej razem obejrzałyśmy to miejsce. I następnego dnia, gdy inne dzieci trzymały się kurczowo mam i płakały, ona biegła przed siebie z okrzykiem: Przedszkole, przedszkole! Tak się cieszyła. Bo była na to przygotowywana.

Kiedy jest ten czas, który należy tylko do was? Który rozwija relacje mama-córka?
- Gdy czytamy przed snem bajki. Nawet jak jestem na ostatnich nogach, otwieram książkę i nagle pojawia się energia, nawet nie wiem skąd. Ulubiona bajka Kalinki to "Królewna Śnieżka". Ona zna ją już na pamięć i jak ja jej nie opowiadam, to ona ją opowiada mnie. I wtedy to jest naprawdę piękna historia. Dzieci opowiadają najpiękniej.

Będziecie z mężem bronić córki przed show-biznesem?
- Nie ma jej przed czym bronić. Jeżeli trafi na takich wspaniałych współpracowników, mistrzów i artystów, na jakich ja trafiłam, to piękna droga przed nią. Ważne jest jeszcze, aby miała przy sobie kogoś, kto będzie ją wspierał. Bo świat show-biznesu bywa okrutny.

Pani ma przyjaciela i męża w jednej osobie.
- Tak. Ja mam to szczęście.

Proszę zdradzić na czym polega sukces waszego tandemu?
- Miłość i wspólne cele, w których się realizujemy i nawzajem wspieramy. Jesteśmy natchnieniem jedno dla drugiego.

Piękna i bestia?
- Na nieskromne pytanie odpowiem nieskromnie: piękna i piękny.

Wydało się! To nie mąż o panią, ale pani o męża jest zazdrosna!?
- Ufamy sobie nawzajem.

Ale gdy podpadnie, to... awantura w stylu włoskim?
- W sensie, że talerze latają po kuchni (śmiech)? Nie. Ja jestem subtelna jeżeli o to chodzi.

Jedynie uszczypliwe uwagi?
- Nie będę zdradzała tajemnic domowego ogniska. Ale rzeczywiście jesteśmy o siebie zazdrośni. Pilnujemy siebie nawzajem, nie spuszczamy z oka (śmiech)... I niech tak pozostanie, bo bez zazdrości, mam wrażenie, nie ma miłości.

Łączy was też fascynacja życiem na wsi i uprawą ziemi...
- O tak. Ostatnio zebraliśmy żyto. Będzie z niego mąka na chleb i pokarm dla kur. Starczy na całą zimę.

Będziecie piekli chleb?
- Tak. Mamy taki stary piec i Janusz mówi, że się nadaje, ale ja myślę, że kupię maszynkę do pieczenia. Będzie szybciej, bo zanim ten piec się rozgrzeje... (śmiech).

A co z karierą? Niedawno była pani w Stanach Zjednoczonych, nawiązała kontakty z tamtejszymi producentami. Coś się szykuje?
- To zależy od tamtej strony.

A gdyby padła poważna propozycja? Przeniosłaby się pani do Ameryki?
-

Lepsza niż te, które dostaję tutaj w Polsce? Czemu nie. Pakujemy się z Januszem i Kalinką i jedziemy.

A co na to mąż?
- Janusz powiedział, że jest na coś takiego otwarty.

Pozazdrościć odwagi. Ale jak ma się swój dwór, swojego księcia i swoją małą księżniczkę to można podbijać świat. Czegoś jeszcze pani sobie życzy?
- Zdrowia dla całej rodziny, tego nigdy za dużo.

Michał Wichowski

Świat & Ludzie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Natasza Urbańska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje