Reklama

Reklama

Nieśmiała góralka

Choć była wzorową uczennicą, dziennikarstwo wybrała przez przypadek. Do Warszawy przyjechała jeszcze jako nastolatka, zupełnie sama. Ale nawet wtedy nie zdążyła się wyszaleć.

Dotrzeć do Kamionki Małej nie jest łatwo... Trzeba przeprawić się przez malownicze tereny położone między potokami Rozdzielec i Kamionką, później droga biegnie do Limanowej - miejscowości wybieranej przez narciarzy, lubiących spokojniejsze stoki. Drewniany, prosty dom, w którym urodziła się Dorota i spędziła pierwsze lata dzieciństwa, potrafi wskazać każdy mieszkaniec wioski. To właśnie tu mieszka z rodziną Piotr Zelek, ojciec dziennikarki i niezwykła osobowość.

Reklama

"Tata jest z zawodu hydraulikiem i chociaż nie poszedł na studia, to ma niezwykły dar - potrafi bezbłędnie wskazać, gdzie jest źródło wody. Od zawsze był bardzo popularną, wręcz rozrywaną postacią w naszej miejscowości. Do dziś przeróżni ludzie przyjeżdżają do Kamionki i pytają: Gdzie jest dom Piotra, który potrafi znaleźć wodę?" - opowiada Dorota. Umiejętności jej ojca doceniano nawet w innych krajach! Wskazywał wodę m.in. w Grecji oraz w Hiszpanii.

Dla Doroty tata też był idolem. "On ma wrażliwą naturę, trochę artystyczną. Pisał wiersze, interesował się też polityką i katował mnie tym przez cały dzień: obrady Sejmu, plenum KC PZPR. Inne dzieci w tym czasie oglądały bajki" - śmieje się Dorota.

Rodzina Zeleków jest po góralsku konserwatywna. Skupiona wokół kościoła. "Pamiętam, że na mszach, jak to dziecko, myślałam: Jak by się już urwać? Ale obowiązku nie dało się uniknąć - byłam w formacji maryjnej" - mówi dziennikarka. Jej mama Krystyna, gospodyni domowa, już w latach 80. walczyła o krzyż w każdej szkole.

Zaraz po podstawówce Dorota wyjechała do Warszawy. Rodzice zapisali ją do XXVI Liceum Ogólnokształcącego w Aninie. To był zupełnie nowy rozdział w jej życiu. Zamieszkała u znajomych. I, o dziwo, wcale nie zamierzała zachłystywać się wolnością. "Jestem raczej zamknięta w sobie, mam refleksyjny charakter i nie przechodziłam w ogóle okresu buntu. Taki typ kujonki. Żadnych prywatek, imprez. Warszawa też nie była taka rozrywkowa jak dziś..." - wspomina dziennikarka.

Po maturze chciała studiować prawo lub historię. Ostatecznie zdecydowała się na dziennikarstwo.

Dlaczego? "Egzaminy na ten kierunek były wcześniej. To właściwie jedyny powód" - mówi beztrosko. Jako dziewiętnastolatka trafiła do słynnych akademików na warszawskich Jelonkach i wreszcie trochę zaczęła się bawić. Tam poznała też Jurka Gawryluka, swojego przyszłego męża. Studiował na Politechnice Warszawskiej i mieszkał w tym samym akademiku. "Dzieliłam pokój z koleżanką z Białorusi. Niemal zawsze rozmawiałyśmy po rosyjsku. Na początku udawałam przed Jurkiem, że jestem Rosjanką" - śmieje się. "Ślub wzięliśmy na drugim roku" - dodaje dziennikarka. Dziś Dorota, mama osiemnastoletniego Nikona i rocznej Marysi, uwielbia zabierać rodzinę do Kamionki Małej. Podsumowuje krótko: "Tam nigdy nie będę panią z telewizji".

Oskar Maya

Dowiedz się więcej na temat: Dorota Gawryluk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje