Reklama

Reklama

Spełniają się moje marzenia

Dziewięć lat po tragicznym wypadku wciąż wierzy, że odzyska władzę w nogach. Nadal walczy też o karierę. Czy dzięki występowi w Eurowizji wróci na szczyt?

Trwa nagranie programu "Świat się kręci". Za chwilę Agata Młynarska ogłosi, kto będzie reprezentował Polskę na tegorocznym Konkursie Piosenki Eurowizji. Dziennikarze zaproszeni do studia spierają się, czy do Wiednia pojedzie Doda, Sylwia Grzeszczak czy Edyta Górniak. O Monice Kuszyńskiej (35) nikt nawet nie wspomina.

Reklama

Gdy gospodyni programu ogłasza, że to właśnie była wokalistka Varius Manx, która blisko 10 lat temu straciła władzę w nogach, została wybrana przez TVP, goście z trudem ukrywają zaskoczenie. Nie tylko oni są zdziwieni - w środowisku muzycznym zaczyna wrzeć.

"Monika ma skalę w obrębie jednej oktawy oraz bardzo przeciętną barwę głosu, o braku przebojów nie wspomnę. Czym w naszym imieniu kierowała się TVP, wybierając Monikę - litością?", pisze na Facebooku Tomasz Lubert. "Eurowizja już dawno przestała być konkursem piosenki, a zaczęła być konkursem pomysłu na przełamywanie stereotypów, barier", krytykuje Doda.

"Propozycja pojawiła się na przełomie września i października. Miałam chwilę na jej przemyślenie i towarzyszyły temu naturalne obawy. Zastanawiałam, się czy to dobre miejsce dla mnie", mówi SHOW Kuszyńska, która, co ciekawe, ma już za sobą nieudaną próbę udziału w Eurowizji. Wtedy była jeszcze wokalistką Varius Manx. "To było 12 lat temu. Mieliśmy silną konkurencję i najwyraźniej inne piosenki bardziej się spodobały. Zajęliśmy czwarte miejsce", wspomina w rozmowie z SHOW. Porażka była bolesna - Varius Manx święcił wtedy triumfy, a jego wokalistka była ulubienicą publiczności.

Przygodę z zespołem zaczęła w 2001 roku. Robert Janson, lider grupy, szukał zastępstwa dla Kasi Stankiewicz. Monikę wypatrzył w zespole Fahrenhait, z którym właśnie nagrała singiel "Film". "Myślę, że była to propozycja nie do odrzucenia, powiedzmy sobie szczerze. Coś takiego trafia się raz w życiu i chyba nie każdemu. Takie musiało być moje przeznaczenie", mówiła potem Kuszyńska o nawiązaniu współpracy z Jansonem.

Decyzja o przejściu z Fahrenhait do Varius Manx okazała się strzałem w dziesiątkę. Niedługo później zespół zdobył nagrodę Grand Prix na Festiwalu Krajów Nadbałtyckich Karlshamn i zaliczył udany występ w Opolu. Monika błyszczała na scenie i poza nią. Doceniono nie tylko jej talent, ale i urodę - wzięła udział m.in. w odważnej sesji zdjęciowej dla magazynu "Maxim". "Najseksowniejsza polska wokalistka", zachęcał napis na okładce.

Karierę umiejętnie łączyła ze studiami na Akademii Muzycznej w Łodzi, na wydziale muzykoterapii. Przyszłość malowała się w różowych barwach. Niestety, wszystko zmieniło się w jeden dzień...

28 maja 2006 roku Varius Manx wraca po występach na Dniach Milicza. Samochód prowadzi Janson, Monika siedzi obok niego. Nagle auto uderza w drzewo. Wszyscy pasażerowie odnoszą obrażenia, ale najpoważniej ranna jest Kuszyńska. W szpitalu okazuje się, że ma uszkodzony kręgosłup. Nie może chodzić, ale wciąż zakłada, że rehabilitacja jej pomoże. Walczy.

W 2008 roku lekarze nie pozostawiają artystce złudzeń - już nigdy nie wróci do pełnej sprawności. Kuszyńska odchodzi z zespołu. Janson zostaje skazany na nieumyślne spowodowanie wypadku na dwa lata więzienia w zawieszeniu. Dla niego jednak to nie koniec marzeń o karierze. Muzyk zatrudnia nową wokalistkę Annę Lubieniecką. Od tamtej pory Monika i Robert utrzymują sporadyczne kontakty.

Na szczęście artystka nie została sama ze swoim cierpieniem. Zakochała się z wzajemnością w Kubie Raczyńskim, saksofoniście, którego poznała jeszcze w Varius Manx. "Po wypadku moja samoocena jako kobiety była bardzo niska. Kompletnie nie myślałam o takich rzeczach jak związki, miłość. Nie pomyślałam nawet, że mogę być dla niego atrakcyjna. A potem zaczęłam zastanawiać się: A może jednak?", mówiła.

Kuba i Monika w 2011 roku decydują się pobrać. W tym samym roku Kuszyńska wraca do telewizji - bierze udział w show "Bitwa na głosy" i zajmuje piąte miejsce. Czy Eurowizja będzie kolejnym przełomem w jej karierze? "Nie liczymy na nic konkretnego. Chcemy się przede wszystkim dobrze zaprezentować. A jeśli zajmiemy dobre miejsce, to będzie spełnienie marzenia", mówi nam artystka.

Wciąż wierzy, że odzyska władzę w nogach. "Ale na razie nic się nie zmienia. Regularnie poddaję się rehabilitacji i z nadzieją patrzę w przyszłość", podkreśla w rozmowie z SHOW.

Oskar Maya

Show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje