Reklama

Reklama

Szczęśliwa kobieta!

Rozmowa z Weroniką Marczuk- Pazurą.

Czym w Pani życiu jest taniec i co kierowało Panią, że zdecydowała się zostać jurorem tanecznego show "You can dance - po prostu tańcz"?

Weronika Marczuk-Pazura: Taniec jest dla mnie niespełnionym marzeniem. Program "YCD" daje mi możliwość obcowania z tańcem, z ludźmi pełnymi pasji - to ogromna radość dla mnie. Kiedy TVN zaproponował mi udział w jury, z jednej strony poczułam dużą odpowiedzialność, jaka ciąży na wyborze najlepszego z najlepszych, z drugiej strony wiedziałam, że będzie to dla mnie niezapomniana przygoda - właśnie ze względu na moje młodzieńcze zamiłowanie do tańca. Zawsze lubiłam pomagać innym w osiąganiu swoich celów - jako juror w tym programie realizuję się m.in. na tym właśnie polu. Ponadto, poza funkcją czysto rozrywkową, jaką spełnia nasze taneczne show, jest to program bardzo pożyteczny, bo przyczynia się do popularyzacji tańca, który w końcu jest formą sztuki.

Reklama

Program "You can dance" pokazywany jest na całym świecie i cieszy się olbrzymią popularnością. W czym Pani zdaniem tkwi jego fenomen?

W.M-P.: Myślę, że przede wszystkim prawdziwość w założeniu. Tu nie można widza w żaden sposób oszukać. Program pokazuje młodych ludzi, ambitnych i pełnych pasji oraz ich zmagania w walce o nagrodę. Nie sposób czasem usiedzieć spokojnie w fotelu, gdy ogląda się takie taneczne popisy. "You can dance" odkrywa najbardziej nowoczesne, aktualne oblicze tańca, a ludzie, zwłaszcza młodzi, lubią oglądać i podglądać światowe trendy.

Poza tym nie mogłabym pominąć całej ekipy producenckiej, która ciężko pracuje na sukces tego przedsięwzięcia. Ich zapał, energia i zaangażowanie są jedną z istotnych składowych popularności programu.

Co najbardziej Panią zaskoczyło podczas pierwszej edycji programu?

W.M-P.: Pierwsze reakcje telewidzów na prace jury. Byłam przekonana, że nasze zadanie zostanie właściwie zrozumiane. Tymczasem okazało się, że musiało minąć trochę czasu zanim widz zaakceptował naszą rolę.

Ma Pani już swojego faworyta, jeżeli chodzi o drugą edycję?

W.M-P.:Jeszcze nie mam.

Swoje dzieciństwo wspomina Pani z ogromną nostalgią. Było intensywne i piękne. Dziś może Pani powiedzieć, że również bardzo ważne dla Pani. Co tak naprawdę przyczyniło się do podjęcia przez Panią decyzji o emigracji z kraju?

W.M-P.: O emigracji? Tylko miłość.

Jak znosiła Pani rozłąkę z rodzicami, przyjaciółmi, ojczystym krajem? Czego najbardziej Pani brakowało?

W.M-P.: Bardzo tęskniłam, ale byłam dzielna. Szczęśliwie dla mnie szybko poznałam w Polsce życzliwych ludzi. Nawiązałam przyjaźnie, które trwają do dzisiaj. Natomiast nic nie jest w stanie zastąpić relacji, jakie buduje się w dzieciństwie. To bardzo głębokie przyjaźnie i bezwarunkowe oddanie. I tego mi brakowało i brakuje również dzisiaj, bo rzadko spotykam się z przyjaciółmi z Ukrainy.

Często odwiedza Pani rodzinę, rodzinne strony?

W.M-P.: Teraz na szczęście często - co najmniej raz w miesiącu. To dzięki reportażom o Ukrainie, jakie realizuję dla programu "Dzień Dobry TVN".

W Polsce stała się Pani osobą znaną, lubianą, rozpoznawaną. Wścibskie osoby mówiły, że to dzięki temu, iż była Pani żoną znanego aktora?

W.M-P.: Można być również nieznaną żoną znanego aktora. Widać nie taki los był mi pisany. Jestem aktywną osobą, lubię być w akcji, działać. Przez wiele lat wspierałam Czarka zawodowo i byłam kojarzona przez wąską grupę ludzi. Bardziej masowa rozpoznawalność przyszła wraz z "You can dance", czyli zupełnie niedawno.

Dziś pracuje Pani nad własną marką i nazwiskiem. Jest Pani m.in. właścicielką firmy producenckiej zajmującej się produkcją filmów i seriali oraz współwłaścicielką firmy realizującej duże przedsięwzięcia marketingowe. Prowadzi Pani kancelarię radców prawnych specjalizującą się w prawie autorskim i prasowym. Objęła Pani również funkcję prezesa Towarzystwa Przyjaciół Ukrainy. Sporo tego... Co zatem tak naprawdę uważa Pani za największy sukces w swoim dotychczasowych życiu i jakie są tego konsekwencje?

W.M-P.: We wszystko, co robię, bardzo się angażuję. Jeśli czegoś się podejmuję, doprowadzam to do końca. Ważne dla mnie są intencje. Staram się być uczciwa wobec siebie i innych, bo taka filozofia według mnie gwarantuje sukces. Ilość zajęć to kwestia organizacji. Mądre zarządzanie nie polega według mnie na tym, by przesiadywać w firmie non-stop, pracować i kontrolować. Musi być podział pracy i zaufanie. Dobrze zorganizowana firma to dobrzy ludzie, a szef jest po to, by ich wspomagać, chwalić. I czasem nie powinien przeszkadzać. Sukces? Mnóstwo zrealizowanych ciekawych projektów, poznanych wspaniałych ludzi i duża radość z tego, że praca przynosi pozytywne wyniki. Nigdy nie miałam w tym względzie konkretnych wymogów od życia. Praca ma być przyjemnością - do tego dążyłam i dążę.

Czym wg Pani rządzi się w Polsce show-biznes?

W.M-P.: Największą rolę odgrywają finanse. W zależności od medium - oglądalność, słuchalność, czytelnictwo.

Ciężko jest się przebić, zaistnieć?

W.M-P.: Chyba nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Sama nigdy nie próbowałam. To, co osiągnęłam w tym temacie przyszło samo, bez większego wysiłku z mojej strony. Wydaje mi się, że trudniej jednak być, utrzymać się niż zaistnieć.

Co pomaga Pani oderwać się od zabiegania związanego z codziennymi sprawami i jak ładuje Pani swoje akumulatory?

W.M-P.: Dużą siłę daje mi przyroda - staram się czerpać z niej jak najwięcej. Uwielbiam spacery. Ponadto joga. I oczywiście rodzina i codzienny wypoczynek w domowym zaciszu.

Jest Pani piękną kobietą. Proszę nam zdradzić receptę na bycie wciąż młodym i pięknym...

W.M-P.: Dziękuję. Podobno do 20 roku życia to Bóg daje nam urodę, a po 20. już sami sobie na nią musimy zapracować. Kluczem do urody jest wnętrze człowieka i to o nie trzeba dbać. Jeśli wewnątrz jesteśmy piękni, spokojni, odpowiednio się odżywiamy, uprawiamy sporty, dbamy o zdrowie psychicznie, równie pięknie będziemy wyglądać na zewnątrz.

Często odwiedza Pani ośrodki SPA, siłownie, fitness cluby?

W.M-P.: W SPA byłam w zeszłym roku, trzy dni - stanowczo za krótko. Poza tym jak już wspomniałam regularnie ćwiczę jogę - pomaga nie tylko w utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej, ale również ćwiczy ducha. W zimie jeżdżę czasem na nartach.

Należy Pani do jednych z najlepiej ubranych kobiet w polskim show-biznesie. Jak określiłaby Pani swój styl?

W.M-P.: Nie potrafię określić swojego stylu. Ubieram się intuicyjnie.

Co zatem jest tajemnicą przebojowych kobiet XXI wieku?

W.M-P.: Bogate wnętrze i pracowitość.

Plany na najbliższą przyszłość?

W.M-P.: Przede wszystkim szczęśliwa rodzina. Kontynuacja rozpoczętych projektów, z których najważniejszy to budowa centrum polsko-ukraińskiego.

Rozmawiała Ilona Adamska, I.D.Media

IDmedia
Dowiedz się więcej na temat: taniec | show

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje