Reklama

Reklama

Co skrywa uśmiech

Co można wyczytać z ust rozciągniętych w uśmiechu? Nie tylko sytuację, która wywołała pracę naszych mięśni twarzy. Znaczenie uśmiechu zależy od kraju i kultury, a nawet temperamentu uśmiechającego się.

Uśmiech radosny, przepraszający, figlarny, życzliwy, porozumiewawczy... Wydaje się, że "suszenie zębów" wiąże się tylko z miłymi wydarzeniami i pozytywnymi emocjami. Widzimy starego przyjaciela, dawną miłość, ulubionego profesora ze studiów, dziecko śmiesznie przekręcające wyrazy. - Na widok niektórych osób uśmiecham się niemal automatycznie, dają mi dawkę energii i radości - mówi Joanna, 29-letnia specjalistka PR z Krakowa. Uśmiech 24-letniej Anety zawsze wywołuje próby językowe 2-letniej córeczki Kai. - Uśmiecham się też, gdy widzę jak śpi, je, bawi się i poznaje świat, czyli niemal cały czas - tłumaczy.

Reklama

W niektórych kulturach uśmiechu używa się nie tylko w sytuacjach radości. Grymas ust zamiast przeprosin, podziękowania, wyrażenia wstydu czy rozczarowania. Zdaniem Beaty Pawlikowskiej, podróżniczki i pisarki, uśmiech jest najbardziej uniwersalnym językiem świata. - W wielu kulturach nie ma zwyczaju podawania dłoni, więc jedynym sposobem na porozumienie zrozumiałe dla wszystkich jest kontakt wzrokowy i mimika, która mu towarzyszy - tłumaczy podróżniczka.

Uśmiech i wyraz twarzy mają pokazywać otwartość, pozytywne nastawienie, ciekawość świata tubylców, ale nie wścibstwo. Taka szybka wymiana informacji pozwala ocalić życie. Bo są sytuacje, kiedy nie ma czasu na słowa. - Bywało, że widziałam wojowników z łukami gotowymi do strzału. W dżungli amazońskiej albo w Afryce, gdzie nawet przewodnik nie mówi miejscowym językiem, tylko szczery uśmiech ratował życie - opowiada Pawlikowska.

Płynąc w odludne miejsca, często nawet nie wiedziała, dokąd ją zabierają czółnem, gdzie trafi i jakie są zamiary ludzi, którzy tam mieszkają. - Ważne, żeby uśmiech był szczery i pochodził z serca. To nie tylko wyszczerzenie zębów, ale informacja, jakim jesteś człowiekiem - podsumowuje podróżniczka. Powstała nawet kompleksowa praca na temat psychologii uśmiechu, której autor, dr Piotr Szarota, przeanalizował między innymi rolę uśmiechu w kulturze różnych społeczeństw.

Uśmiech - kwestia temperamentu

Wiecznie uśmiechnięci Amerykanie, przepraszający uśmiechem Japończycy, bardziej posępni Europejczycy, radośnie szczerzący się Latynosi... Niezależnie od kultury, która promuje uśmiech w codziennych kontaktach lub nie, na całym świecie można znaleźć ludzi, którym uśmiechanie się przychodzi z łatwością. Do nich należy zawsze promienna aktorka Joanna Jabłczyńska, a wśród tych, którzy uśmiechają się z wyraźnym wysiłkiem, jest wielu polityków, np. Lech Kaczyński czy Waldemar Pawlak.

Zdaniem dra Szaroty, przez metody wychowawcze i późniejszą socjalizację kultura może wprawdzie sprzyjać formowaniu się pewnych cech osobowości (np. Amerykanie promują wyraźnie cechy ekstrawertyczne), ale sporo zależy od wrodzonych predyspozycji człowieka. Predyspozycje te związane są z cechami naszego temperamentu. O różnicach w naszych charakterach wiedziano już w starożytności. Według teorii typów temperamentu Hipokratesa i Galena, w organizmie ludzkim występują cztery soki (humory): krew, flegma oraz żółć czarna i żółta. Od przewagi jednego z tych czterech humorów zależeć ma nie tylko stan zdrowia człowieka, ale również styl zachowania. W wypadku sangwiników dominuje krew, u choleryków - żółć, u melancholików - czarna żółć, a u flegmatyków - jak łatwo się domyślić - flegma.

Spośród tych temperamentów typem szczególnie podatnym na przeżywanie pozytywnych stanów emocjonalnych, a więc prawdopodobnie często się uśmiechającym, jest sangwinik, opisywany jako typ niefrasobliwy, zadowolony, ufny, towarzyski, beztroski i wesoły. Za taką osobę uważa się 21-letnia Karolina, studentka socjologii. - To chyba dobrze, bo uśmiech to jedna z niewielu rzeczy, która dodaje nam urody i przyjaciół - uważa studentka.

Uśmiech w krainie sushi

O tym, że uśmiech pełni różną rolę w kulturze danego narodu, świadczy analiza japońskiego uśmiechu. Cudzoziemcy, początkowo zauroczeni japońskim uśmiechem, dość szybko stają się podejrzliwi, widząc go w sytuacjach zupełnie "nietypowych": gdy Japończyk odczuwa ból, wstyd czy rozczarowanie. Czasem uśmiech wywołuje u cudzoziemców furię, odczytują go bowiem jako zuchwałość czy brak szacunku. - W Anglii czy w Ameryce było nie do pomyślenia, aby karcony służący uśmiechał się do chlebodawcy. Japończycy uczą się więc powoli, że mówiący po angielsku cudzoziemcy "nienawidzą uśmiechania się", a uśmiech może ich obrazić - pisze Szarota.

O zupełnie odmiennym pojmowaniu uśmiechu świadczą zacytowane przez niego słowa mieszkańca Kraju Kwitnącej Wiśni. "Rozmawiałem kiedyś z pewnym Amerykaninem i nie rozumiejąc tego, co mówi, uśmiechnąłem się nieświadomie" - pisze Chie Iryo. "Jak myślicie, kiedy człowiek się uśmiecha? Myślę, że wtedy, gdy jest szczęśliwy. Ale Japończycy mają kilka wyjątków od tej reguły. Jeżeli popełnisz błąd, co wtedy robisz? My, Japończycy, zwykle się uśmiechamy. Nie jesteśmy zadowoleni, tylko bardzo zawstydzeni, więc nasz uśmiech jest gorzki. Dlaczego tak się zachowujemy? Ponieważ nie lubimy wyrażać uczuć. Mamy tendencję do myślenia, że wyrażanie uczuć jest karygodne. Jeżeli cudzoziemcy poznaliby nasze słabe strony, uznalibyśmy, że jesteśmy słabsi niż oni. Dlatego uśmiechamy się, aby pokryć nasz wstyd. Inny przypadek: ktoś pyta cię o coś, a ty nie znasz odpowiedzi. Przypuszczam, że wyjaśniłbyś, dlaczego nie umiesz odpowiedzieć na pytanie, tymczasem Japończyk uśmiechnąłby się na twoim miejscu. Uśmiech oznacza w tym wypadku tyle co 'nie wiem'. Japończycy rzadko wyjaśniają cokolwiek, to właśnie dlatego japoński uśmiech ma tyle znaczeń". Autor "Psychologii uśmiechu" podkreśla, że nie oznacza to, że Japończycy nigdy się nie uśmiechają, chcąc wyrazić swoją prawdziwą sympatię czy radość.

Uśmiech kontrolowany made in USA

Mistrzami uśmiechu, niekoniecznie naturalnego, są Amerykanie. Jankesi lubią myśleć o sobie jako ludziach spontanicznych i szczerych i w pracach naukowych są często przywoływani jako antyteza Japończyków. Wszystko jednak zależy od kontekstu - twierdzi dr Szarota - bo dla przybyszów z Europy Środkowej czy Wschodniej Ameryka będzie krajem, w którym kontrola emocji przybiera skrajne formy.

Stosunek Amerykanów do własnej emocjonalności jest nieco inny niż Europejczyków. Mówiąc o emocjach, Amerykanie mówią o kontrolowaniu, radzeniu sobie, kierowaniu i panowaniu nad swoimi uczuciami. Z biegiem czasu rodacy Billa Clintona zaczęli także odczuwać coraz większą awersję do sytuacji, w których zmuszeni byli radzić sobie z emocjami innych ludzi. - Własny smutek postrzegany jest jako realny problem, który domaga się rozwiązania - pisze Stearns - ale smutek innych Amerykanie odbierają jako formę przykrej niesprawności, wywołującej w najlepszym razie irytację, w najgorszym zaś ostracyzm społeczny.

Potwierdza to Igor, 30-letni biznesmen z Wrocławia, który mieszkał we Francji i Stanach Zjednoczonych. - Nad Sekwaną denerwowało mnie ciągłe narzekanie, arogancja i opryskliwość Francuzów, którzy nie kryli złego humoru - mówi. - W USA zrozumiałem, że paryżanie przynajmniej byli sobą, a nie grali wiecznie zadowolonych ludzi sukcesu jak większość Amerykanów.

Celnie amerykańską mentalność opisał Janusz Głowacki w opartej na swoim życiu książce "Z głowy". Wspomniał, jak opowiadał innym rodakom w Ameryce o swoim sukcesie pisarskim, podczas gdy niemal przymierał głodem, czekając na zmianę losu. Podobnie robili inni Polacy, koloryzując swoje sukcesy za oceanem albo wymyślając nieprawdziwe historyjki o swoim podboju Ameryki. Zdaniem wielu ekspertów uśmiech i przyjazne usposobienie Billa Clintona pomogło mu uniknąć procedury usunięcia ze stanowiska po "aferze rozporkowej" z Monicą Levinsky.

Daleko nam do południowców

W Polsce liczba uśmiechających się ludzi jest coraz większa. Jednak nadal daleko nam do krajów południowych, których mieszkańcy są naturalni i spontaniczni w okazywaniu radości. I to niezależnie od swojej sytuacji życiowej. - Uśmiechamy się, gdy udaje nam się w życiu i jesteśmy spełnieni. Kubańczycy i inni Latynosi robią to zawsze - mówi Marzena, 27-letnia tłumaczka hiszpańskiego, która cztery lata spędziła na Kubie.

Kiedy w Lizbonie zepsuł się tramwaj, którym 23-letnia Maja, studentka z Warszawy, jechała na kurs portugalskiego, mimo dużego opóźnienia Portugalczycy zaczęli wesoło konwersować ze współpasażerami, uśmiechając się rozbawieni. - Znając rodaków, większość z nas byłaby rozzłoszczona, że się spóźnią, zestresowana, zmęczona, przygnieciona trudami codziennego życia i pogonią za pieniędzmi.

Chyba dlatego Polacy lubią jeździć do ciepłych krajów. Wszyscy wiedzą, że słońce i piękna pogoda warunkują dobry humor. - Ale to jest też kwestia kultury i sposobu bycia. W pewnych miejscach na ziemi nie wypada, albo nie jest przyjęte być ponurakiem - mówi 37-letni Marek, biznesmen i podróżnik.

Jednak czasem uśmiech może być opatrznie zinterpretowany. Gdy Paulina, 35-letnia graficzka studiowała w Lublinie, czasem spotykała arabskich studentów. - Kiedyś na ich uśmiech odpowiedziałam uśmiechem i potraktowali to jako zachętę do bliższego kontaktu! Od tej pory, mijając Arabów, zachowuję kamienną twarz - opowiada.

W ciekawy sposób polską niechęć do pokazywania uśmiechu na twarzy zanalizował Piotr Szarota. Według niego niekoniecznie decyduje o tym frustracja ludzi w trudnej sytuacji gospodarczej, ale wynik eksperymentu pt. Polska Ludowa. - Polska powojenna była krajem w dużej mierze pozbawionym elity, która mogłaby stanowić wzór do naśladowania, także pod względem manier i sposobu bycia - pisze autor. - Zastąpienie prywatnych właścicieli, posługujących się maksymą: "Nasz klient nasz pan", sklepowymi sprzedającymi państwowy towar, musiało sprawić, że uprzejmość zniknęła ze sklepów - uważa.

Na wzór sowiecki stworzony został ideał człowieka socjalistycznego, dla którego uprzejmość i galanteria stanowiły "burżuazyjne przesądy". Uśmiech był ważny wyłącznie jako oznaka optymizmu i entuzjazmu w walce o "nowe jutro". Dlatego był tak częstym gościem na plakatach propagandowych, zwłaszcza gdy przedstawiano tzw. pozytywne wzorce osobowe. Może dlatego, jako pozostałość takiego myślenia, uśmiech często jest w Polsce kojarzony z głupkowatością i znikomą inteligencją.

Nawet popularne przysłowia i powiedzenia deprecjonują wartość uśmiechu. Mówi się przecież: "Śmieje się jak głupi do sera", "Czemu suszysz zęby" albo "Co ci tak wesoło" czy złowróżbne "Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni".

Joanna Rokicka

Tekst pochodzi z magazynu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama