Reklama

Reklama

Księżniczką być!

Każda kobieta chciałaby być księżniczką. Choćby przez chwilę... Tokijska Butlers Cafe wychodzi na przeciwko tej potrzebie i cieszy się dużą popularnością wśród młodych mieszkanek miasta.

- Witamy w Butlers Cafe, księżniczko - wita klientkę kelner i zakłada na jej głowę lśniący diadem. Zasad jest prosta: każdą klientkę traktuje się tu z honorami przysługującymi bajkowej księżniczce.

Do usług, księżniczko

Przechodząc przez próg klientki mogą zapomnieć na kilka godzin, że znajdują się w Shibuya, jednej z najbardziej zatłoczonych dzielnic miasta. Kawiarnia przenosi je do świata, w którym na dźwięk dzwoneczka przy stoliku pojawia się przystojny kelner, przyklęka na kolanie i mówi: - Do usług, księżniczko.

Reklama

Poza domowym jedzeniem i herbatą oferuje się tutaj sesję zdjęciową w objęciach wybranego kelnera i lekcje angielskiego. Od startu w połowie 2006 roku Butlers Cafe dorobiła się 2 tysiące stałych klientek.

Czuję dreszczyk emocji

Yuki Nozaki, 23-letnia opiekunka do dzieci, przychodzi do Butlers Cafe przynajmniej raz w miesiącu. Po to, by cieszyć się "romatycznością nastroju". Spędzenie wieczoru tutaj jest tańsze niż w luksusowych "host clubs", gdzie dobrze wyglądający Japończycy ubrani w skąpe stroje podają wino po kilkaset dolarów za butelkę. Przeciętna Japonka może sobie na to pozwolić.

- Z początku byłam bardzo onieśmielona, ale wszyscy kelnerzy są naprawdę uroczy, słodcy i wdzięczni. Fakt, że są obcokrajowcami ułatwia beztroską ucieczkę w beztroski świat, w którym czuję się kimś absolutnie wyjątkowym - mówi Nozaki. - Nawet teraz, choć przychodzę regularnie, to za każdym razem, gdy otwieram drzwi, czuję dreszczyk emocji. Potrzebuję tego bardzo - dodaje.

Yuki Hirokata, właścicielka: - Próbowałam rozkręcić salon piękności i luksusową kawiarnię. Ale pewnego dnia zrozumiałam, że uczucie uwolnienia od codziennych problemów musi być tańsze i możliwe nawet przy filiżance herbaty - tłumaczy.

Nie chcą chippendalesów

Hirokata przeprowadziła badania, na podstawie których stworzyła listę życzeń potencjalnych klientek. Romantyczny nastrój i szansa, by pouczyć się angielskiego, były na szczycie listy. Młode Japonki podkreślały też uroki obsługi przez panów z Europy, ale nie kosztem poczucia własnego bezpieczeństwa. Nie chciałyby wybrać się do klubu nocnego obsługiwanego przez półnagich chippendalesów. - To, czego potrzebują to odrobina pikanterii i emocji, które można zapewnić małymi gestami, takimi jak przepuszczenie przez drzwi czy założenie płaszcza na ramiona. Panie chcą być po prostu dowartościowane - mówi Hirohata.

- Japonia to kultura ucieczki w fantazję - twierdzi pracujący tu Brendan, 27-letni Amerykanin, który wcześniej udzielał w Tokio lekcji angielskiego. - Panie przychodzące do nas chcę uciec od codzienności.

- Jeśli są w miejscu, gdzie zupełnie bezwarunkowo traktuje się je jak księżniczki, robi im to lepiej niz pobyt w luksusowym spa - stwierdza Hirohata. - Od dzieciństwa wywiera się nieustanną presję, by jednocześnie spełniały sprzeczne ideały słodkiej idiotki, kompetentnego pracownika, oddanej żony czy dobrej matki. Założenie na głowę tiary i poczucie bycia w centrum uwagi, daje poważnego kopa pozytywnej energii - mówi.

Bo każda kobieta chciałaby być księżniczką. Choćby przez 5 minut.

Kanako Nakanishi, tłum. ML

INTERIA.PL/AFP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje