Miłość zależy od naszej kreatywności

O tym komu bardziej zależy na związku oraz jak podgrzewać żar uczuć między kobietą a mężczyzną rozmawiam z profesorem Zbigniewem Lwem-Starowiczem, ekspertem z zakresu seksuologii, psychiatrą i psychoterapeutą.

Justyna Abdank-Kozubska: Czuje pan miłość wokół siebie?

Reklama

prof. Zbigniew Lew-Starowicz: - Cały czas jestem zakochany w żonie. Realizuję się w pracy, mój związek jest na pięknym etapie, a ja kocham życie. Oczywiście wciąż jestem otwarty na nowe doznania, myślę tu o pasjonującej lekturze, interesującym filmie czy wyjeździe w miejsce, w którym jeszcze nie byłem. Wokół jest tyle bodźców, tyle doskonałych wystaw czy inspirujących utworów muzycznych, które upiększają chwile. To wszystko sprawia, że jestem non-stop zakochany. Czego chcieć więcej?

Zazdroszczę takiego podejścia. Chyba przyzna pan profesorze, że miłość jak każda inna relacja zmienia się z czasem. Mają na to wpływ zarówno emocje jakie udzielają się partnerom, intensywność doznań, długość znajomości czy środowisko w jakim się żyje. Czy można jednak wyróżnić etapy w związku, które przechodzą zakochani?

- Istnieją takie podziały, jednak są one dosyć sztuczne. Niemniej możemy kilka takich etapów wyróżnić, gdyż związane są one, jak pani wspomniała, z fazami w związku. Pierwszy etap to tak zwany "taniec godowy", drugi to ten, gdy pojawiają się dzieci, a trzeci gdy opuszczają one dom. Można też wyróżnić podział ze względu na wiek związku, czyli wiek młodzieńczy i wiek dojrzały, gdzie istotną kwestią jest tak zwana geografia związku.

Bardzo mało tych etapów. Wydaje mi się, że między "tańcem godowym" a pojawieniem się potomstwa jest jednak kilka "podetapów". 

- Oczywiście, że są. Wiąże się to z faktem, że coraz więcej młodych ludzi odkłada w czasie decyzję o zastaniu rodzicem. Obecnie kobiety zaczynają myśleć o dziecku po 35. roku życia, a nawet później. Można zatem, po tym etapie "tańca godowego" wprowadzić tak zwane "dostosowywanie się". Dotyczy ono ludzi, którzy przez długi czas wiedli samotne życie i samodzielnie decydowali o sobie, więc gdy nagle się zakochali to prędzej czy później dochodzi do polaryzacji ich przyzwyczajeń i nawyków. Bywa z tym różnie, bo jedne pary są w stanie się dogadać, a inne nie i taki związek się rozpada. Niestety statystyki są bardzo smutne, bo coraz więcej par nie przechodzi tych prób "dotarcia się" i po niewielkim stażu związku, rozchodzą się.

Komu bardziej zależy na utrzymaniu związku: kobietom czy mężczyznom? Kto obecnie jest bardziej skłonny iść na kompromis? 

- To nie zależy od płci, tylko od osobowości, która jest silniejsza. Duże znaczenie mają uczucia, jakie osoby wkładają w łączące ich relacje. Jeśli obie strony przykładają się emocjonalnie to znaczy, że obojgu im zależy na byciu ze sobą i pielęgnowaniu uczucia jakie ich połączyło. Gdy mamy do czynienia z tak zwaną "chemią", to ta współodpowiedzialność jest porównywalna. Co innego, gdy związek jest zbudowany na rozsądku i poczuciu, że już należy z kimś być. Wtedy ta osoba, która zainicjowała więź jest bardziej zaangażowana w jego przetrwanie.

- Na pewno musimy być świadomi, że minęły czasy parytetu płci. Kobietom już tak nie zależy, a wynika to z faktu, że przestały być zależne od mężczyzn. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu zdecydowanie mniej pań pracowało i wtedy ich myśli krążyły wokół chęci założenia rodziny, posiadania dzieci i pielęgnowania ogniska domowego. Wtedy to one były bardziej skłonne iść na kompromis. Te czasy jednak minęły.

Teraz kobiety stawiają na samorozwój, karierę i samodzielność.

- Dokładnie. Jeśli partner jej to utrudnia, to rezygnuje z takiej relacji.

A jaką rolę na tych etapach odgrywa życie intymne? Czy seks przez cały czas jest istotnym spoiwem związku czy z czasem jego znaczenie maleje?

- On jest zawsze ważny. Może dla mężczyzn ma on większe znaczenie, ale kobietom też na nim bardzo zależy. Dla niektórych pań jest on wręcz decydujący i silnie determinuje to czy kobieta zaangażuje się w związek czy nie. Należy on do Wielkiej Trójcy, która wpływa na trwałość związku.

Nie mówi pan chyba o Trójcy Świętej?

- Bynajmniej. W skład Wielkiej Trójcy wchodzi kolejno: więź uczuciowa, dogranie się partnerskie czyli to dostosowanie się, oraz właśnie dobry i udany seks. Wszystkie te trzy stany, jeśli ze sobą współdziałają, stanowią dla zakochanych gwarancję, że ich związek jest silny i nie rozpadnie się pod byle pretekstem.

Co jednak w sytuacji, gdy osoby mają różne podejście do seksu. Nie zawsze przecież wychodzi to na początku związku, pewne preferencje ujawniają się z czasem. Jak wtedy podjąć temat, by nie urazić partnera, ale z drugiej strony powiedzieć mu o swoich potrzebach?

- Podstawą jest rozmowa. Lepiej jest wyjaśniać sprawy na bieżąco niż doprowadzić do dramatu później. To jest dość proste, bo to widać. Jeśli są chęci na seks to on jest, ale jeśli druga strona mówi, że jest zmęczona, nie ma ochoty na pieszczoty, jeśli partnerka/partner unika zbliżenia, wynajduje alternatywy, to znaczy, że coś jest nie tak, prawda? To nie jest gra, tutaj wszystko widać gołym okiem.

Z pana wypowiedzi wybrzmiewa, że jeśli partner nie lubi seksu to lepiej go zostawić. A co z pozostałymi składowymi Trójcy? Przecież seks nie zastąpi rozmowy czy wspólnie spędzonych chwil. Czyżby wspomniana więź uczuciowa była mniej istotna?

- Zazwyczaj ludzie dobierając się w pary kierują się podobieństwami. Trudno, by przetrwał związek, w którym jedna strona chce często uprawiać seks, a druga tego nie czuje i woli rozmawiać. Osoba, która lubi czułe pieszczoty raczej nie zwiąże się na stale z osobą, która lubi ostre numerki. Oczywiście, że zdarzają się wyjątkowe sytuacje, ale je trzeba rozpatrywać jednostkowo. Nie jest to jednak typowe zjawisko. Wszystko zależy od punktu widzenia i podejścia osoby do tematu seksu.

- Wedle statystyk, dla 6 proc. populacji jest on priorytetową sprawą. Tak więc dla jednych może być istotny, dla innych już nie tak ważny. Z punktu widzenia płci, statystyki jasno mówią: dla 15 proc. mężczyzn oraz dla co czwartej kobiety seks stanowi ważny punkt odniesienia. I chcąc nie chcąc musimy się z tym pogodzić.  

Co pana zdaniem profesorze, jest fundamentem zdrowych relacji damsko-męskich? Już wiemy, że seks, ale domyślam się, że tych składowych jest więcej. Na co pary, które decydują się stanąć na ślubnym kobiercu powinny szczególnie zwrócić uwagę?  

- Podstawą trwałej, satysfakcjonującej relacji musi być świadoma, pozbawiona egoizmu miłość. Po drugie partnerów wiązać powinna też przyjaźń, która daje poczucie bezpieczeństwa, ale i przekłada się na znajomość wzajemnych upodobań i oczekiwań. Dobry seks i namiętność oczywiście, jednak by trwać w szczęśliwym związku przez długie lata, trzeba wypracować wspólny sposób na wzajemne zaspokojenie marzeń i fantazji. Istotą jest też poszanowanie inności i świadomość tego, że partner nie jest naszym odbiciem.

- Następną kwestią jest umiejętność komunikowania się, bez ulegania emocjom, co zwłaszcza na początku związku może być problematyczne. Ważne jest też bycie otwartym na zmiany, nieuciekanie przed nimi. Młode małżeństwa powinny zadbać o dobre relacje z rodzinami partnera i być wobec siebie szczerym chociażby w kwestiach finansów. I co zawsze podkreślam: trzeba dużo ze sobą rozmawiać i na bieżąco omawiać kwestie sporne. To sprawi, że unikniemy ewentualnych rozczarowań i wzajemnych pretensji. 

Mamy tu istny dekalog dobrego małżeństwa. Co jednak robić gdy do związku wdziera się rutyna. Jak pobudzać ten żar między mężem i żoną, który niegdyś sprawił, że się w sobie zakochali? Jak dbać o uczucia, by po kilku latach nie dojść do wniosku, że nic już nas ze sobą nie łączy?

- To zależy od życiowych priorytetów partnerów. Istotne jest, by osoby wstępujące w związek małżeński były "odpępowione" czyli pozbawione silnego związku ze swoimi rodzicami. Takie zależności mocno wpływają na relacje i powodują niepotrzebne spięcia i cierpienia. By stworzyć harmonijny związek partnerzy muszą brać pod uwagę potrzeby i oczekiwania drugiej strony. Jeśli chłopak żeni się z dziewczyną, która kocha oglądać filmy czy chodzić do kina, to niech znajdzie choć raz w tygodniu czas i obejrzy z nią film albo zabierze ją na seans. Jeżeli nie będziemy zwracać uwagi na potrzeby partnera, to prędzej czy później dojdzie do istotnego rozdźwięku.

- W udanym związku chcemy sprawiać swojej drugiej połówce przyjemność, ale i komunikujemy jej o naszych potrzebach i wiemy, że będą one zaspokojone. To się po prostu czuje. Tylko tak postępując, zapewnimy sobie związek z długim stażem. Można to porównać do bycia kreatywnym w pracy, jeśli taki nie jesteś - zostaniesz zastąpiony lepszym pracownikiem. W związku nie możemy pozwolić sobie na stagnację, musimy cały czas go pobudzać, dostarczać emocji, jakie są od nas wymagane.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje