Reklama

Reklama

Poznali się na pogrzebie. Dzieli ich pół wieku, łączy szaleńcza miłość

Gary Hardwick poznał Almedę, gdy był nastolatkiem. Ona była już po siedemdziesiątce, ale od razu zaiskrzyło. Dwa tygodnie później byli już małżonkami, a wkrótce będą świętować szóstą rocznicę ślubu. Z każdym dniem są w sobie coraz bardziej zakochani.

Niektórzy twierdzą, że prawdziwa miłość obroni się bez względu na okoliczności. Inni stawiają jej kilka warunków – zakochani powinni kierować się podobnymi wartościami, mieć takie same cele w życiu, móc liczyć na wsparcie ze strony rodziny, a zbliżony wiek partnerów też na pewno nie zaszkodzi. Bywa jednak i tak, że przekonania swoje, a życie swoje.

Przekonali się o tym nasi bohaterowie, którzy nigdy wcześniej nie brali pod uwagę takiego scenariusza. Ona po śmierci męża miała zostać już na zawsze sama, a od niego oczekiwano, że zwiąże się z rówieśnicą. Kilka lat temu trafiła ich jednak strzała Amora i od tego czasu są wręcz nierozłączni. Nawet wtedy, gdy inni widzą w nich babcię i wnuka.

Reklama

Love story z ich udziałem fascynuje tysiące ludzi, choć wielu nadal oburza.

Wszystko zaczęło się w 2015 roku, kiedy Gary Hardwick miał dopiero 18 lat. Młody Amerykanin towarzyszył swojej ciotce, która wybrała się na pogrzeb syna znajomej. 71-letnia Almeda opłakiwała stratę najstarszego dziecka i na pewno nie podejrzewała, że jego ostatnia droga stanie się początkiem tak burzliwej historii miłosnej.

Od razu zwrócili na siebie uwagę i równie szybko planowali już ślub. Znacznie młodszy partner natychmiast wprowadził się też do domu seniorki, która mieszkała wtedy ze swoim wnukiem. O trzy lata starszym od jej nastoletniego obiektu westchnień. Kobieta od niedawna była wdową i jak twierdzi, niczego innego nie oczekiwała już od życia. Wtedy na jej drodze stanął młodszy o 53 lata mężczyzna.

"Moim pierwszym mężem był Donald, z którym spędziłam 43 lata. W 2013 roku, po siedmiu miesiącach spędzonych w szpitalu, zmarł i zostałam sama. Dzięki Gary’emu znowu poczułam się jak nastolatka" – wspomina w jednym z opublikowanych w sieci nagrań. Między kochankami, a dziś małżonkami, momentalnie zaiskrzyło.

Po kilku godzinach znajomości chłopak wręczył jej bukiet czerwonych róż i pocałował w świetle księżyca. Zaczęli spotykać się codziennie, a chwilę później planowali już wspólne życie. Było to o tyle łatwiejsze, że związek zaakceptowali ich najbliżsi. W tym 48-letnia matka mężczyzny i jego 71-letnia babcia – rówieśnica Almedy. Obserwatorzy z zewnątrz wieszczyli jednak szybki koniec sielanki.

Para pobrała się zaledwie dwa tygodnie po pierwszym spotkaniu. Po sześciu latach udanego małżeństwa nie mają wątpliwości, że była to najlepsza decyzja w ich życiu. Gary ma 24 lata, a Almeda 77. Mentalna różnica podobno jednak nie istnieje, bo oboje są młodzi duchem. Udowadnia to choćby ich aktywność w mediach społecznościowych. Na Instagramie i TikToku zgromadzili dziesiątki tysięcy obserwatorów.

"Niektórzy twierdzą, że to podobny wiek jest gwarancją szczęścia. Znam jednak pary, które mimo to są niedopasowane, bo mają zupełnie inne oczekiwania. Chemia rządzi się swoimi prawami. Żona spełnia wszystkie moje oczekiwania i nawet w sprawach intymnych nie mogło być lepiej" – przekonuje Amerykanin.

Choć na początku nikt im nie kibicował i nawet dziś pojawiają się pod ich adresem bardzo krytyczne komentarze, oni są wierni decyzji, którą podjęli lata temu. W ogóle nie zastanawiają się nad tym, ile jeszcze czasu dane im będzie spędzić razem. 

Liczy się tu i teraz, a oni wydają się szaleńczo zakochani, co udowadniają zdjęciami oraz filmami publikowanymi w sieci. Szczerze opowiadają o swoim pożyciu i publicznie okazują sobie uczucia. Nie po to, by szokować, ale dać znać o swoim istnieniu. 

Internauci wydają się zachwyceni, a nieliczni hejterzy chyba już się poddali. Tej pary nie da się złamać.

***
Zobacz także:

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: różnica wieku w związku | para różnica wieku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje