Reklama

Reklama

Ciało - wielkie odkrycie

Piękne ciało, gdy go mało. A zatem kremy w dłoń i do dzieła! Wklepujemy, masujemy aż do pierwszej przymiarki bikini. Wiosnę przywitaj w nowej skórze. A najlepszym sposobem na to jest peeling, czyli odmładzanie przez ścieranie. Co chcesz ukryć, to przypudruj. Blask czy mat? Róż czy brąz? Decyzja należy do ciebie.

Finałowe odliczanie do przymiarki kostiumu kąpielowego czas zacząć. W ruch idą kremy, żele i pastylki. Dla najbardziej zmotywowanych wymyślono wyszczuplające tuby i zabiegi z ultradźewiękami. Trzy, dwa, jeden... Start!

Czy jeśli będę dwa razy dziennie smarować ciało kremem wyszczuplającym, to po miesiącu zamienię rozmiar ubrań z M na XS? - pytam głównego szkoleniowca marki Clarins, Adeline Mortier. - Niestety, nie. Póki co nie wymyślono jeszcze cudownego środka, który zagwarantowałby nam sylwetkę modelki bez żadnych wyrzeczeń. Na zgrabną figurę zapracujemy sobie tylko zrównoważoną dietą, ćwiczeniami i odpowiednimi kosmetykami - rozwiała moje nadzieje specjalistka. - A na co mogę liczyć, wklepując krem? - dopytuję.

Reklama

- Na wygładzenie i ujędrnienie skóry, częściowe złagodzenie cellulitu i wymodelowanie sylwetki - dodała Mortier. To brzmi lepiej. Szczególnie to modelowanie mnie zachęciło.

- Tak działają kremy wyszczuplające. Nie spowodują, że stracimy na wadze, ale poprawimy przemianę materii w skórze, usuniemy zalegającą w tkankach wodę i przyspieszymy spalanie komórek tłuszczowych. A to już pierwszy krok do utraty centymetrów - przekonuje mnie specjalistka. - Ostateczny efekt zależy jednak od tego, czy makaron z tłustym sosem zamienimy na sałatkę, a z samochodu od czasu do czasu przesiądziemy się na rower - dodaje.

No cóż, "droga bywa wyboista, ważne, że kierunek słuszny", pocieszam się słowami piosenki Wojciecha Młynarskiego.

Kremy w dłoń!

Najprzyjemniejszą częścią kuracji jest wybór kosmetyku. Dla mnie podstawowe kryterium, które musi on spełniać, to wygoda. Nie ma mowy o kilku specyfikach do poszczególnych partii ciała, zwłaszcza gdy preparaty trzeba nakładać w różnych odstępach czasu. Stąd na pierwszym miejscu ex aequo znalazły się u mnie: nutrikosmetyk, czyli pastylki niwelujące cellulit Inneov (wystarczy połknąć i popić wodą), oraz wyszczuplający koncentrat Addition Concentré Minceur Clarins. Ten drugi składa się z dwóch fiolek ze skoncentrowanym płynem zawierającym koktajl najrozmaitszych wyszczuplaczy. Dodajemy go do zwykłego balsamu i rozprowadzamy na ciele. Za jednym zamachem nawilżamy skórę i tracimy centymetry w obwodzie ud czy bioder. Z kolei punkt za skuteczność przyznaję balsamowi wyszczuplającemu My Silhouette! Nivea Body z wyciągiem z białej herbaty i owoców anyżu. Jeden z moich redakcyjnych kolegów regularnie wcierał go w szyję i udało mu się zmienić rozmiar kołnierzyka na mniejszy. To co dopiero będzie, gdy wsmaruję zawartość tubki w uda! Wiele obiecuję sobie również po korektorze cellulitu TriLaser Anew Clinical Avon. Jego działanie jest ponoć porównywalne z zabiegami laserowymi w gabinetach dermatologii estetycznej. Rozbija tkankę tłuszczową, pobudza drenaż, poprawia mikrokrążenie oraz dodatkowo wzmacnia skórę.

Trzeba jednak pamiętać, że jednorazowy zryw w postaci miesięcznej kuracji nie wystarczy na długo. Za jakiś czas trzeba będzie ją powtórzyć.

Ciało na fali

A teraz wyobraźmy sobie, że odpoczywamy przed telewizorem, jest nam ciepło jak na plaży, a nogi same chudną... To nie sen, tylko zabieg Power Slim, któremu możemy się poddać między innymi w warszawskim gabinecie kosmetycznym Essenca. Przez pół godziny leżymy w ogromnej tubie (coś jak minirakieta kosmiczna), a nasze ciało poddawane jest działaniu podczerwieni. Energia, która się wówczas wyzwala, powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, dotlenienie komórek skóry i oczyszczenie organizmu z toksyn. W czasie jednego seansu tracimy około 2000 kalorii. I nie nudzimy się, bo w tubie można oglądać filmy na DVD i słuchać muzyki. Efekt zabiegu będzie jeszcze lepszy, jeśli uprzednio nasmarujemy ciało preparatem wyszczuplającym. W cieple pory skóry rozszerzają się i dzięki temu aktywne składniki kosmetyków docierają głębiej niż podczas zwykłego wklepywania. Jędrniejsze i smuklejsze ciało widać już po pierwszym naświetlaniu. Koszt jednego zabiegu to 150-290 zł (w zależności od partii ciała). To, ile ich potrzebujemy, zależy od predyspozycji naszego organizmu.

A jeśli już planujemy przejść na dietę odchudzającą, warto wspomóc ją serią zabiegów detoksykujących Ultrakontur z użyciem ultradźwięków. Wykonuje się je w gabinetach kosmetycznych, ale pod kontrolą lekarza. Seans z ultradźwiękami trwa nieco ponad godzinę i polega na zbiciu komórek tłuszczowych podczas drenażu limfatycznego.

Jak to wygląda w praktyce? Najpierw lekarz lub terapeuta, który wykonuje zabieg, przykłada do różnych punktów na naszym ciele głowicę, którą rozbija tkankę tłuszczową. Brzmi groźnie, ale nic nie boli. Trwa to około pół godziny. Potem przychodzi kolej na usuwanie z organizmu toksyn, również za pomocą głowicy emitującej ultradźwięki. Tym razem możemy odczuwać na ciele lekkie skurcze. By detoks się powiódł, musimy uprzednio wypić sporą ilość wody. Zabiegi wykonuje się jedynie w seriach (3 lub 6, w zależności od potrzeb organizmu). A efekty? Po jednej serii możemy przymierzyć ubranie o rozmiar mniejsze! Zniechęca jedynie cena kuracji. Za trzy wizyty trzeba zapłacić ok. 2400 zł.

Raz, a dobrze

Minimum czasu i maksimum efektu daje tylko liposukcja w gabinecie chirurga plastyka.

- Polega ona na odsysaniu tkanki tłuszczowej z wybranych partii ciała (ud, brzucha, a nawet kolan czy kostek) przy użyciu cienkich sond wprowadzanych przez maleńkie nacięcia w skórze

- objaśnia dr Maria Sowa-Molska z Centrum Chirurgii Plastycznej Malia.

- Po zabiegu pozostajemy przez jeden dzień w klinice na obserwacji, a potem przez kilka tygodni nosimy bieliznę modelującą. Musimy liczyć się z tym, że mogą nastąpić powikłania w gojeniu - mówi chirurg plastyk. Cena zależy od fragmentu ciała poddawanego zabiegowi i waha się od 3000 zł (za kolana) do 4000-7000 zł (za uda).

Skoro decydujemy się na takie tortury, to czy możemy potem spocząć na laurach i folgować sobie z jedzeniem? - Niestety nie. Wprawdzie nie musimy przestrzegać rygorystycznej diety, ale nie wolno nam przytyć więcej niż pięć kilogramów. Na skórze mogą pojawić się wtedy nieestetyczne grudki - objaśnia chirurg plastyk.

Nie każdy jednak przychodzi do gabinetu chirurga, by coś ze swojego ciała uszczknąć. Zdarza się też, że chcemy coś dodać. Na przykład marzy nam się większy biust. A tego masaż kremem ujędrniającym nam nie zapewni. Pozostają jedynie implanty. - Młode kobiety najczęściej wybierają te o regularnym, okrągłym kształcie, bo to podkreśla urodę dekoltu. Jeśli zamierzamy potem karmić piersią, to wkładkę umieszczamy pod mięśniem piersiowym, a nie pod gruczołem.

Z kolei u starszych kobiet najlepiej sprawdzają się wkładki profilowane, które wyglądają bardzo naturalnie - tłumaczy dr Sowa-Molska. W tym przypadku również należy brać pod uwagę powikłania w gojeniu, takie jak chociażby krwawienie czy infekcja. No i oczywiście musimy uważać na urazy mechaniczne. Po kilkunastu latach wkładki wymieniamy na nowe. Koszt operacji wynosi od 10 do 12 tys. zł. Może więc lepiej najpierw wypróbować push-up?

Pośladki

Im jędrniejsze, tym bardziej kobiece. Choć proporcje sylwetki mamy zapisane w genach, to zawsze możemy sprawić, że skóra na pupie stanie się bardziej elastyczna. Jak? Regularnie wcieraj w nią preparaty wzmacniające i napinające. Najlepiej w połączeniu z masażem.

Pamiętaj też, że kształtnym pośladkom szkodzi siedzący tryb życia, natomiast sprzyja uprawianie sportu.

Biust

Bardziej niż rozmiar liczy się kształt. A idealną formę nadadzą mu wyprofilowany biustonosz i krem napinający skórę. W utrzymaniu piersi w dobrej kondycji pomaga też sport, m.in. pływanie czy siatkówka. A na co dzień warto trzymać się prosto i tak jak to robią zawodowe tancerki - ściągać do tyłu łopatki.

Nogi

Prowokują, wodzą na pokuszenie, przyciągają uwagę. Nie muszą być bardzo długie, ale powinny być zadbane. Co lubią nogi? Masaże pobudzające krążenie, letnie prysznice, balsamy nawilżające i chłodzące. Oszczędź im za to wielogodzinnego stania i szpilek o wąskim czubku.

Joanna Hryniewicka

Tekst pochodzi z magazynu

PANI
Dowiedz się więcej na temat: odkrycia naukowe | nogi | rozmiar | ciało

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje