Reklama

Reklama

Antybiotyki przestają działać

Może już wkrótce choroby, z których z łatwością dało się wyjść, staną się nieuleczalne. Lawinowo rośnie bowiem liczba groźnych bakterii opornych na antybiotyki.

Po części sami sobie jesteśmy winni. Antybiotyki traktowaliśmy jako panaceum na wszystko. Leczyliśmy nimi nawet zwykły katar czy przeziębienie. Nie zważaliśmy, że antybiotyk nie działa na wirusy, a tylko bakterie.

Pomógł mężowi, kuzynce, to i nam przyniesie ulgę. Łykaliśmy pigułki, które im zostały z kuracji, bądź prosiliśmy lekarza o wypisanie silnego leku. Niech szybko zwalczy infekcje, bo kto dziś ma czas chorować. Taka lekkomyślność zbiera żniwo. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) alarmuje: wkraczamy w "erę poantybiotykową".

Za 10 lat bakterie oporne na antybiotyki mogą wywoływać million zgonów rocznie, za 35 lat - już 10 mln! Przed naukowcami poważne wyzwanie: wynalezienie nowych leków w miejsce tych, które stają się nieskuteczne. Ale to może trwać latami, a choroba nie zaczeka, sama się nie zatrzyma.

Reklama

Steki na dopingu

Za uodpornianie się bakterii na leki odpowiadają nie tylko nasze nieprawidłowe nawyki (nadużywanie i złe zażywanie antybiotyków), ale też to co jemy. Na naszych talerzach coraz częściej ląduje mięso faszerowane antybiotykami.

Skąd tam się biorą? Producenci żywności chcąc, by zwierzęta szybko przybierały na wadze, karmią je właśnie antybiotykami, w tym często popularną penicyliną. Oni notują zyski, konsumenci zdrowotne straty. Specjaliści od żywienia apelują o zwracanie uwagi na mięso, jakie kupujemy. Na opakowaniach zaczynają pojawiać się informacje "bez dodatku antybiotyku".

Niestety często wiąże się to z wyższą ceną, jaką musimy zapłacić za produkt. I to tylko dlatego, że nam nie zaszkodzi...


Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy