Reklama

Reklama

Dantejskie sceny w polskich przytuliskach. Padają kolejne smutne rekordy

Szalejąca inflacja przenika już niemal wszystkie sfery naszego życia. Wcześniejsze plany są teraz weryfikowane przez stale rosnące ceny, a wiele osób szuka oszczędności w każdej sferze życia. Przekłada się to również na zwierzęta, które przecież nie rozumieją, czym jest inflacja. A nie dość, że chętnych do adopcji ze schronisk jest mniej, to też coraz więcej osób sięga po drastyczny krok, jakim jest oddanie swojego pupila.

Koszty życia w Polsce rosną z dnia na dzień. Co więcej, inflacja dotyka żywności mocniej niż innych wydatków. I o ile oficjalna inflacja wg GUS wynosi 17,2 proc, , to wzrost cen żywności sięga aż 20 proc. 

Inflacja uderza niemal w każdą sferę naszego życia, nie omija również zwierząt, które dla niektórych właścicieli w dobie kryzysu schodzą na dalszy plan. Rosnące ceny żywności i niepewność jutra sprawiają, że niektórzy decydują się nawet na ostateczny krok, jakim jest oddanie pupila do schroniska.

Zobacz również:  Jak nie wybierać psa? Tak wyrządzisz krzywdę sobie i jemu!

Reklama

— Zauważamy coraz więcej błąkających się psów. Wcześniej do schroniska trafiały zwierzęta z interwencji czy innych powodów — gdy właściciel na przykład umarł albo trafił do więzienia i nikt nie był w stanie zająć się czworonogiem. Jednak w ostatnim miesiącu nie było dnia, żeby nie trafiały do nas nowe pieski. Zastanawiające jest to, że nikt ich nie szuka... Trudno stwierdzić, jaka jest tego przyczyna, ale obawiam się, że wielu ludzi może nie stać na opiekę. Boimy się, co będzie jesienią i zimą, kiedy może być jeszcze trudniej związać koniec z końcem. Ludziom może być trudno kupić sobie jedzenie, a co dopiero karmić i leczyć psa — mówiła Monika Kulesza, szefowa Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Tomarynach w wywiadzie dla Gazety Olsztyńskiej — Trzeba jednak pamiętać, że jeśli ktoś swojego psa kocha, nigdy go nie porzuci. Mimo wszystko. Mimo cen i codziennych trudności. Jeśli jednak ktoś chce się pozbyć zwierzaka, zrobi to bez względu na okoliczności gospodarcze - dodała.

Mimo cen i codziennych trudności nie każdy w dobie jarzma zwolnień, patodeweloperki na rynku mieszkań i koszmarnie wysokich cen żywności jest skłonny zdecydować się na wzięcie na siebie odpowiedzialności związanej z utrzymaniem potencjalnego adopcyjnego zwierzaka. To jest właśnie kolejny powód, dla którego schroniska w Polsce pękają w szwach.

Schroniska nie mają pieniędzy na utrzymanie czworonożnych podopiecznych

Jednym z przykładów jest tutaj chociażby Schronisko na Paluchu, które niedawno alarmowało, że w placówce znajduje się rekordowo dużo psów i kotów, które szukają domu. "Możemy tylko przypuszczać, jakie są powody tego, że obecnie mniej osób decyduje się na adopcję, mogą to być wysokie koszty życia i szukanie oszczędności. Być może jest to związane z tym, że do Polski, do Warszawy trafiło sporo zwierząt z Ukrainy i one też musiały się gdzieś podziać" - powiedziała w rozmowie z portalem "warszawa.naszemiasto" Patrycja Jarosz z warszawskiego schroniska.

"O tej porze roku chyba nigdy nie było tak źle. Bardzo prosimy o domy dla nich" - pisali niedawno w mediach społecznościowych przedstawiciele Schroniska na Paluchu, gdzie przebywa aktualnie 688 psów i 218 kotów.

- Koszty funkcjonowania schroniska wzrosły o co najmniej 30 tys. zł co miesiąc, wzrosty cen widzimy w karmie: niedawno worek przyzwoitej kamry bytowej za 15 kg wynosił poniżej 100 zł, obecnie bliżej 130 zł lub więcej, ale także w usługach weterynaryjnych i lekach oczywiście.  Nie zapominajmy o paliwie. Z ciekawostek, worki na śmieci w lipcu kosztowały 16 zł,  teraz te same worki kosztują już 19zł. I niestety, darczynców jest mniej, widać to najbardziej po malejącej ilości darów rzeczowych, już o wysokości datków nie wspominając - mówi nam Irena Kowalczyk-Ornowska ze schroniska w Korabiewicach Fundacji "Viva!".

Kryzys w czterech ścianach

- Warto sobie zadać pytanie, jak głęboki może być kryzys w zatrudnieniu i kogo w pierwszej kolejności może dotknąć, a przede wszystkim jak długo potrwa. Na początku trzeba jednak podkreślić, że nie szykuje się armagedon podobny do tego sprzed dwóch dekad, gdy firmy zwalniały na potęgę, a o jakąkolwiek pracę, nawet znacznie poniżej kwalifikacji, było szalenie trudno - pisał ostatnio w INTERIA Biznes Tomasz Prusek, publicysta ekonomiczny i prezes Fundacji Przyjazny Kraj.

Wizja utraty pracy to nie jedyne zmartwienie także młodych ludzi w przedziale wiekowym 20-40 lat, którzy dotychczas byli grupą najchętniej adoptującą zwierzęta. Spójrzmy, co dzieje się na rynku wynajmu. W tym momencie kawalerki w Warszawie wynajmowane są średnio za 2400-3200 zł miesięcznie. Cena ta wzrosła średnio o 50 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, mówi się więc o tym, że w dobie pracy zdalnej coraz więcej singli będzie decydowało się na powrót do rodzinnych domów. Czy w sytuacji, w której Polacy nie wiedzą, w jakich warunkach przyjdzie im spędzić kolejny miesiąc, zainteresowanie adopcją zwierząt będzie wzrastać? Prognozy są niestety niezwykle pesymistyczne.

Jaka jest cena miłości do zwierzaka?

- Miłość, również ta do zwierzaka, nie ma ceny. Gdyby jednak miała, byłaby to całkiem spora kwota. Miesięczny koszt utrzymania mojego kota to ok. 300 złotych. W kwocie tej mieszczą się: saszetki z mięsną karmą kupowane w czteropakach po ok. 16-18  złotych każdy, sucha karma ok. 20 zł za duże opakowanie, żwirek do kuwety - 15 złotych. Do tego okazjonalnie, weterynarz, u którego za każdym razem trzeba zostawić przynajmniej sto kilkadziesiąt złotych - mówi nam właścicielka kota, która mieszka w Krakowie. 

- Dodajmy, że każda z tych kwot rośnie z miesiąca na miesiąc. Jeszcze rok temu czteropak saszetek karmy kosztował ok. 11-13 złotych. Oczywiście, można taniej, jednak w wielu przypadkach oszczędzanie na jedzeniu jest oszczędzaniem na zdrowiu zwierzęcia - zaznacza.

Ile zatem przeznaczamy miesięcznie na utrzymanie naszych pupili? W świetle inflacji, zakładając, że dbamy o wszystkie podstawowe potrzeby kota (żwirek, karma, wizyty u weterynarza) będzie to ok. 400-500 zł.

Wzrost cen produktów dla zwierząt, który jest efektem inflacji staje się pośrednią przyczyną, dla której w schroniskach wzrasta ilość oddawanych czworonogów. - Dostrzegamy wzrost ilości zwierząt w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie, dla porównania w tamtym roku w listopadzie mieliśmy na utrzymaniu ok. 500 zwierząt na dzień dzisiejszy jest ich ponad 600 - mówi zastępca kierownika KTOZ Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie, Beata Nawalany. - Duża ilość zwierząt trafia do nas z "okienek życia". mniejsza część jest zrzeczona przez właściciela w schronisku, a ostatnio są to zwierzęta wyłapane na terenie miasta Krakowa. W pewny stopniu oddania zwierząt są związane ze wzrostem kosztów utrzymania zwierzaka, cen karmy, usług weterynaryjnych. Na pewno wzrosła ilość zrzeczeń, gdzie zazwyczaj przyczyną jest właśnie wspomniany brak środków finansowych - dodaje.

Jak można pomóc? Ruszają "zbiórki inflacyjne"

Irenę Kowalczyk-Ornowską pracującą w wolontariacie schroniska w Korabiewicach Fundacji "Viva!" zapytaliśmy o to, jak można wesprzeć taką ledwo wiążącą koniec z końcem placówkę. Można pomóc przekazując datki jednorazowo na zbiórkę "inflacyjną" (www.pomagam.pl/dotrwac), która powstała w odpowiedzi na galopujące podwyżki. Kupując charytatywne kalendarze po 10 zł czy inne gadżety jak skarpetki na naszym allegro, organizując zbiórkę darów w firmie czy szkole, ale darów rzeczywiście potrzebnych - zawsze jesteśmy do dyspozycji w tej kwestii. A jak już ktoś niczego nie może podarować, nawet symbolicznej złotówki, to można udostępniać posty na Facebooku, by informacje o potrzebujących o zwierzętach docierały szerzej - odpowiada na to ważne w dobie kryzysu pytanie. 

Czytaj też: 

Jak pies wyczuwa chorobę? To nie wszystko, co potrafi jego nos

Trzy rasy kotów, którym lepiej nie nadepnąć na ogon

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: inflacja | bezdomne zwierzęta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy