Reklama

Reklama

Dom zły. Horror dzieci z rodziny Turpinów wstrząsnął światem

Trzynaścioro rodzeństwa, którym rodzice zgotowali piekło na ziemi. Historia rodziny Turpinów jest tak przerażająca, że niektórym do dziś trudno w nią uwierzyć. Jak to możliwe, że w domu amerykańskiej, z pozoru zwykłej familii przez kilkadziesiąt lat rozgrywał się prawdziwy dramat.

Pokolenie oprawców

Louise Robinette poślubiła 23-letniego Davida Turpina, gdy sama miała zaledwie 16 lat. Ich rodziny przyjaźniły się od dawna, spędzając ze sobą niemal każdą, wolną chwilę i angażując się we wspólnocie kościoła. David podkochiwał się w swojej wybrance, kiedy ta nie była jeszcze nawet nastolatką. Para pobrała się 11 lutego 1985 r. po wcześniejszej ucieczce z domu, przemierzając niemal 2 tysiące kilometrów.

Louise pragnęła rozpocząć z Davidem wspólne, szczęśliwe życie, mając nadzieję, że małżeństwo pozwoli jej zapomnieć o tragedii, która dotknęła ją w dzieciństwie. Wówczas kilkuletnia Louise wielokrotnie padała ofiarą molestowania seksualnego. Dramat rozgrywał się na oczach i za przyzwoleniem jej matki, czerpiącej zyski finansowe od swojego ojca, tym samym dziadka Louise, który regularnie wykorzystywał swoją wnuczkę.

Reklama

Pierwszy etap wspólnego życia Louisy z Davidem był usłany różami. Mężczyzna, mający zresztą tytuł inżyniera spełniał się w świetnie płatnej pracy, ona zaś zajmowała się domem. W celach służbowych małżeństwo przeprowadziło się do Kalifornii, gdzie 28 lipca 1988 r. na świat przyszło ich pierwsze dziecko. Louise była zachwycona rolą matki do tego stopnia, że zafundowała bilety lotnicze najbliższej rodzinie, by ci mogli zobaczyć jej córeczkę.

Turpinowie jeszcze kilkukrotnie zmieniali miejsce zamieszkania, w tym czasie Louise rodziła kolejne dzieci. W sumie doczekali się ich aż trzynaściorga - dziesięć dziewczynek i trzech chłopców. Imię każdego dziecka zaczynało się na literę J. Nie było w tym przypadku, gdyż Turpinowie mieli się za ludzi głęboko wierzących, dla których sprawą nadrzędną było życie według świętych zasad Boga.

Brudna Jennifer

Sielanka Turpinów nie trwała jednak długo. Małżeństwo prowadziło rozrzutny tryb życia, ponadto Louise pochłonął hazard, przez co straciła znaczną część oszczędności. Wkrótce ich dom został zajęty przez bank i sprzedany z uwagi na rosnące zadłużenie. Gdy nowi właściciele weszli do środka, nie mogli uwierzyć w to, co widzą. Z domu wydobywał się niebywały fetor, a ściany i podłogi były ubrudzone fekaliami. Na miejscu znaleziono również kilka martwych kotów.

Jednak na to, że w rodzinie Turpinów dzieje się coś złego, już wcześniej wskazywało zachowanie i wygląd najstarszej córki Jennifer. Kiedy dziewczynka w wieku ośmiu lat poszła do pierwszej klasy, zdecydowanie wyróżniała się na tle swoich kolegów i koleżanek. Jennifer codziennie przychodziła do szkoły w tych samych, cuchnących i brudnych ciuchach, przez co szybko została obiektem kpin ze strony swoich rówieśników. Jednak żaden z nauczycieli Jennifer nie zainteresował się losem dziewczynki, nie zadając sobie trudu związanego ze sprawdzeniem, w jakich warunkach tak naprawdę przyszło jej egzystować.

W 1999 r. urodziło się siódme dziecko Turpinów - dziewczynka o imieniu Joanetta. Kilka dni po jej narodzinach Turpinowie kolejny raz zmienili miejsce zamieszkania. Tym razem wprowadzili się do nowego domu w Rio Vista w Teksasie. Niewykluczone, że to właśnie tam znęcanie się Turpinów nad własnymi dziećmi przybrało na sile.

Dom zły

Turpinowie zakazali dzieciom mówić czegokolwiek na temat panujących w ich domu obyczajów. Zresztą nie było ku temu zbyt wiele okazji, bo rodzeństwo prawie w ogóle nie wychodziło na zewnątrz. Turpinowie wypisali dzieci ze szkoły, tłumacząc swoją decyzję prowadzeniem nauki w domowym zaciszu.

W rzeczywistości w ogóle nie poświęcali dzieciom czasu na edukację. Ich najstarszy, 29-letni syn posiadał wiedzę na poziomie pierwszej klasy szkoły podstawowej. Niektóre z dzieci nie znały nawet całego alfabetu. David Turpin nakazał dzieciom uczyć się na pamięć kolejnych fragmentów Biblii. Twierdził, że jako rodzina głęboko wierząca, jego pociechy powinny znać całą na pamięć.

Potomstwo Turpinów mogło brać kąpiel wyłącznie raz w roku - zazwyczaj na dzień matki. Na co dzień dozwolone było wyłącznie mycie dłoni. Jednak kiedy któreś z dzieci zamoczyło ręce powyżej nadgarstków, zostało natychmiast surowo ukarane. Dzieci wiązano łańcuchami do łóżek, bito i poniżano. Rodzeństwu należał się wyłącznie jeden posiłek dziennie, przez co niemal wszystkie dzieci były wychudzone i niedożywione. Z braku niezbędnych witamin przestały się prawidłowo rozwijać.

Louise Turpin kupowała pyszne ciasta i stawiała je w widocznym miejscu. Jednak dzieci miały stanowczy zakaz zbliżania się do smakołyku. Gdyby sprzeciwiły się zdaniu rodziców, spotkałaby ich straszna kara. Za każdym razem ciasto stało nienaruszone przez kilkadziesiąt dni aż w końcu pokrywało się pleśnią. Louise wyrzucała je do kosza na śmieci i kupowała kolejne, by jej dzieci mogły tylko popatrzeć. W tym samym czasie, kiedy dzieci Turpinów przymierały głodem, oni sami stołowali się w dobrych restauracjach.

Kamuflaż

Turpinowie na zewnątrz starali się stwarzać pozory normalnej rodziny. Wielokrotnie jeździli z dziećmi na wycieczki do Disneylandu, gdzie fotografowali się na tle tamtejszych atrakcji. Na każdej fotografii dzieci szeroko się uśmiechają, nie dając żadnych przesłanek ku temu, że to tylko wyuczona i nakazana przez ich rodziców poza. Identycznie i nienagannie ubrani, czyści, bez odrzucającego zapachu. Na pierwszy rzut oka stanowili miłą i zgraną rodzinę.

W Boże Narodzenie Turpinowie kupili dziesięć nowych rowerów, które następnie postawili w jednym rzędzie tuż przy domu. Rowery stały tak przez długie miesiące, aż w końcu zardzewiały. Jedynym ich celem było wywarcie mylnego wrażenia na sąsiadach o domu pełnym miłości, troski i zrozumienia.

Osoby, które miały styczność z Turpinami zgodnie przyznały, że Louise i David traktowali swoje dzieci dosyć szorstko, ale nikomu nie przyszło do głowy, że tak naprawdę zgotowali im piekło na ziemi. Na pytanie znajomych i rodziny, dlaczego dzieci są tak szczupłe, Louis odpowiadała, że to kwestia odziedziczenia genów po jej mężu. Najstarsza z córek Turpinów, niespełna 30-letnia Jennifer ważyła zaledwie 36 kg.

Niekończący się horror

W 2004 r. Turpinowie za 60 tysięcy dolarów kupili kampera, którego zaparkowali na tyłach swojej działki. Wówczas posiadali już dziesięcioro dzieci, a za sprawą fatalnego stanu domu, zagraconego śmieciami i zabrudzonego odchodami, cała, dwunastoosobowa rodzina przeniosła się do kampera. W tym samym roku Louise urodziła jedenaste dzieckoLouise i Davis zaczęli narzekać na zbyt mało miejsca w kamperze, dlatego z dwójką najmłodszych dzieci przeprowadzili się do oddalonego o 60 km miasteczka.

Reszta potomstwa została w domu na kołach. David co kilka dni dowoził dzieciom jedzenie w postaci mrożonek i sprawdzał, czy aby na pewno żadne z nich nie buntuje się przeciwko chorym zasadom rodziców. Najstarszy syn miał czuwać nad posłuszeństwem młodszego rodzeństwa, a o tym, jak bardzo dzieci Turpinów były zmanipulowane świadczy choćby fakt, że mieszkając w kamperze bez dozoru rodziców, same wzajemnie się karały, zamykając "winnych" w niewielkich klatkach.

W 2010 r. cała rodzina przeniosła się do nowego domu w Perris, gdzie jeszcze przez kolejne osiem lat trwał koszmar dwanaściorga dzieci Turpinów. Jedynie trzynaste, najmłodsze dziecko nie było przez nich maltretowane psychicznie i fizycznie.

Ucieczka

Około godziny piątej trzydzieści nad ranem w centrum interwencji zadzwonił telefon. Dyspozytorka w słuchawce usłyszała drżący głos zasapanej nastolatki. 17-letnia Jordan Turpin w końcu nie wytrzymała i wraz ze swoją młodszą siostrą w niedzielny poranek postanowiła wydostać się z domu przez okno. W trakcie ucieczki młodsza dziewczynka była tak przerażona, że w połowie drogi zawróciła i pobiegła z powrotem do swoich oprawców.

Jordan przebiegła kilka przecznic i wyjęła z kieszeni stary telefon komórkowy bez karty SIM, z którego jednak można było zadzwonić pod numer alarmowy 911. Dostała go na święta od starszego brata. Przed ucieczką zrobiła telefonem dwa zdjęcia młodszego rodzeństwa przypiętego do łóżek łańcuchem i leżącego we własnych odchodach. Jordan nie miała pojęcia, na jakiej ulicy znajduje się jej dom, dlatego zabrała ze sobą strzępek koperty, na której widniał kod pocztowy. To pozwoliło służbom na zlokalizowanie dziewczyny.

Wyrok

Gdy policjanci weszli do domu Turpinów, zderzyli się ze ścianą niebywałego fetoru. Jak później przyznali - pozostałe rodzeństwo było tak zaniedbane, że byli przekonani, iż najstarsze z nich ma najwyżej kilkanaście lat. Tymczasem spośród trzynaściorga dzieci Turpinów - siedmioro z nich były już osobami dorosłymi. Po ich uwolnieniu nawet najstarsi z rodzeństwa nie pokazywali żadnych emocji. Zachowywali się tak, jakby zupełnie nic się nie wydarzyło. Wieloletnie izolowanie swoich dzieci przez Louise i Davida sprawiło, że nie miały one pojęcia, jak wygląda i funkcjonuje realny świat. Ich jedyną prawdą objawioną była ta, którą przez lata faszerowali ich rodzice.

W lutym 2019 r. Louise i David zostali skazani na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 25 latach. Zarzuty, jakie ciążyły na rodzicach to m.in.: torturowanie swoich dzieci, czego pokłosiem był u nich zanik mięśni i zahamowanie rozwoju. Louise i David przyznali się do zarzucanych im czynów.

Podczas rozprawy w sądzie w Riverside kilkoro dzieci Turpinów wygłosiło krótkie oświadczenia. Jedna z córek powiedziała:

Jednak niektóre z dzieci Turpinów stwierdziły przed sądem, że wybaczają i nadal kochają swoich rodziców.

Koszmar powrócił

Po wyroku skazującym Louise i Davida najstarsze dzieci Turpinów rozpoczęły samodzielne życie. Jednak sześcioro najmłodszych trafiło do rodzin zastępczych. I kiedy wydawało się, że nowi opiekunowie otaczają ich miłością, zapewniając wymarzone bezpieczeństwo, na światło dziennie wyszły szokujące fakty. Okazało się, że członkowie rodziny zastępczej znęcają się nad swoimi adoptowanymi dziećmi.

Zmuszano je do przyjmowania nadmiernej ilości jedzenia, a następnie jedzenia własnych wymiocin. Bito je po głowach, ciągnięto za włosy i uderzano pasem. Ponadto rodzice zastępczy poniżali dzieci twierdząc, że są bezwartościowe i zachęcali je do popełnienia samobójstwa. Ponowny koszmar sześciorga dzieci Turpinów trwał kolejne trzy lata.

W trakcie śledztwa okazało się, że państwowa placówka do spraw rodzin zastępczych doskonale wiedziała o wcześniejszych nadużyciach rodziny zastępczej, a mimo to podjęła decyzję o przyznaniu jej dzieci. Nazwisk ponownych oprawców nie podano do publicznej wiadomości.

Nowe życie dzielnej Jordan

Gdyby nie odwaga 17-letniej wówczas Jordan Turpin, być może koszmar jej rodzeństwa trwałby po dziś dzień. Mimo ogromnej traumy, z którą przez lata musiała zmagać się dziewczyna, dziś próbuje na nowo odzyskać swoje życie. Obecnie 21-letnia Jordan publikuje na swoim TikToku krótkie filmy wideo, w których najczęściej beztrosko tańczy w rytm muzuki. Jej profil obserwuje ponad 800 tysięcy internautów.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rodzina Turpinów | rodzeństwo Turpin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy