Reklama

Reklama

Honduras: Tu kobieta ginie co 36 godzin

Honduras to niewielkie państwo w Ameryce Środkowej, pomiędzy Morzem Karaibskim a Oceanem Spokojnym. Choć jego położenie geograficzne może kojarzyć się z rajskimi klimatem, nie ma z nim zbyt wiele wspólnego. Rządzi tam przemoc napędzana przez gangi i kartele narkotykowe. Ofiarami są najczęściej kobiety: bite, wykorzystywane seksualnie i mordowane.

- W Hondurasie kobiety nie są nic warte - powiedziała ze łzami w oczach Teresa Muñoz, matka brutalnie zamordowanej Maria Jose Alvarado. W 2014 roku piękna 19-latka zdobyła tytuł Miss Hondurasu. Kraj oszalał na punkcie jej urody i cudownej osobowości. Dziewczyna z uśmiechem na ustach wkroczyła na scenę, aby odebrać koronę. Następnym przystankiem w drodze do jej wielkiej kariery miała być Europa, gdzie stanąć miała w boju o prestiżowy tytuł Miss World. To miała być jej pierwsza podróż samolotem. Maria odebrała z urzędu paszport i czekała ze zniecierpliwieniem na wyjazd do Londynu.

Reklama

Niestety podróż nigdy nie się nie odbyła. Kilka dni przed planowanym lotem Maria i jej siostra, Sofia Trinidad, zostały zamordowane, a ich ciała zakopane u brzegu rzeki w Santa Barbara. Policja odnalazła je po tygodniu. Sprawa natychmiast trafiła na pierwsze strony międzynarodowych gazet, nagłaśniając tym samym plagę przemocy wobec kobiet. Teresa Muñoz z przekonaniem twierdziła w wywiadzie dla honduraskiej telewizji, że jednym powodem tak prężnie przeprowadzonej akcji policyjnej była sława Alvarado. W innym przypadku wciąż szukałaby przyczyny zaginięcia córki.

Okazało się, że w noc zabójstwa Maria Jose Alvarado była na przyjęciu urodzinowym chłopaka jednej ze swoich sióstr - Sofii. Plutarco Ruiz, posiadający znaczne wpływy w Santa Barbara, zastrzelił podczas kłótni swoją partnerkę, a następnie wymierzył broń w Marię Jose, która próbowała zbiec z miejsca zdarzenia.

- Strzelił jej w plecy 12 razy. Kierowało nim machismo - powiedziała matka Sofii i Marii. Policja teoretycznie oskarżyła Ruiza o morderstwo, ale przez długi czas nie wnosiła zarzutów do sądu. Zabójca Marii Jose Alvarado przebywał na wolności przez trzy lata, zagrażając życiu jej matki i młodszej siostry.

Maczyzm i patriarchat

Przemoc jest częścią codziennego życia w Hondurasie. Poza strefami na świecie, w których toczą się wojny, to właśnie w tym kraju wskaźnik zabójstw jest najwyższy. Organizacja Narodów Zjednoczonych podkreśla w analizach, że najczęściej na ulicach honduraskich miast i wsi giną kobiety. Morderstwa określane przez Honduraskie Centrum Praw Kobiet mianem "kobietobójstw" wydarzały się w 2020 roku średnio co 36 godzin.

Przerażające statystyki mają swoje źródła nie tylko w złej sytuacji ekonomicznej kraju, choć w taki sposób zjawisko kobietobójstwa tłumaczy policja. Zdaniem władz coraz więcej kobiet angażuje się w pracę informatorek gangu. Próbują też swoich sił w handlu narkotykami. Nawet jeśli niektóre z nich nie chcą dobrowolnie dołączyć do organizacji przestępczych, są do tego zmuszane. Aktywistka Neesa Medina zwraca uwagę na kulturę machismo, wspominaną również przez matkę zamordowanej miss, Teresę Muñoz. Pojęcie to związane jest z silnym poczuciem męskiej dumy, przeradzającej się często w przesadną męskość. Machismo ma długą historię w Hiszpanii i Portugalii. Przybywający do Ameryki Południowej konkwistadorzy przyczynili się do zakorzenienia jej w tamtejszym społeczeństwie. Samotni, żyjący w obcym kraju bez partnerek kolonizatorzy zaczęli traktować rdzenne mieszkanki jak niewolnice. Choć czasy konkwisty dawno minęły, sposób, w jaki postrzega się kobiety w tej części świata, pozostał niezmienny.

"Pierwszy raz terminu macho na łamach naukowego opracowania użył Samuel Ramos. Słowo to łączy się u niego z osobą agresywną, impulsywną, niebezpieczną, powierzchowną, niestała, chamską i irytującą" - pisze Beata Kowalik, autorka książki "No pasa nada! Nic się nie dzieje". Tradycja wzbudzania terroru u wrogów, a tym samym respektu, ewoluowała w Hondurasie do nieprawdopodobnych rozmiarów. Tutaj władzę mężczyzny mierzy się w kulach. Potęgujący się wzrost przestępczości i wysoka aktywność gangów narkotykowych oraz nieudolność rządu daje niebezpieczną mieszankę, w której kobieta staje się dla społeczeństwa przedmiotem jednorazowego użytku. Maczyzm jest jednak widoczny nie tylko wśród członków karteli narkotykowych, ale także w wielu domach w tej części Ameryki Łacińskiej.

"Myli się ten, komu macho kojarzy się z wąsatym osobnikiem skrywającym swoje oblicze pod rondem sombrero, szmuglerem narkotyków czy drażliwym alkoholikiem. Maczysta może być nauczycielem, sędzią, politykiem, wykładowcą akademickim, artystą. Jest bohaterem filmów, piosenek, żartów kabaretowych i literatury. Mieszka za rogiem" - dodaje Kowalik. Powszechna kultura machismo w połączeniu z systemem patriarchalnym, określającym od wielu lat relacje damsko-męskie w Hondurasie doprowadziły do braku zainteresowania sytuacją kobiet zarówno wśród przedstawicieli prawa, jak i społeczeństwa.

- Większość z nas postrzega tę sytuację jako naturalny skutek życia w tym kraju. Tylko takiego traktowania możemy spodziewać się po płci przeciwnej - dodaje.

Nikt nie uchroni Honduranek przed śmiercią

- Wiele z kobiet będących ofiarami przemocy domowej, wymierzanej przez członków gangów, nie może nawet zgłosić takich incydentów. Nie szukają też pomocy na policji, bo to wiązałoby się dla nich ze śmiercią - komentuje prokurator ds. kobietobójstwa, Maria Mercedes Bustelo.

Nie chodzi tylko o morderstwa, ale także o szokującą liczbę gwałtów, napaści i przypadków przemocy domowej, które uchodzą na sucho niemal wszystkim sprawcom. Organizacja Narodów Zjednoczonych podaje, że wobec 95 proc. przypadków przemocy seksualnej i kobietobójstwa w Hondurasie nigdy nie wszczęto policyjnego śledztwa.

Honduranki nie zgłaszają przestępstw. Nie starają się też o uzyskiwanie zakazów zbliżania się dla oprawców. Stawienie się na posterunku policji wiązałoby się dla nich i ich najbliższych z podpisaniem wyroku śmierci. W takiej sytuacji znalazła się anonimowa bohaterka reportażu ABC News, która została brutalnie zgwałcona przez wpływowego mężczyznę z niewielkiej wioski.

"Po wszystkim zostawił mi kartkę, na której napisał groźbę. Jeśli powiedziałabym komukolwiek o gwałcie, porwałby moją córkę, potraktował tak, jak mnie, a mojego syna zabiłby i zostawił jego głowę pod drzwiami mojego domu. Siedziałam więc cicho, bo byłam przerażona" - wyznała w wywiadzie.

Swoją historią postanowiła podzielić się również Heydi Hernandez, matka pięciorga dzieci. Pewnej nocy jej mąż zaatakował ją podczas kłótni maczetą. Najstarsza z córek była świadkiem, jak ojciec odciął obie stopy matce.

"Moje nogi trzymały się tylko na kawałku skóry. Gdyby chciał mnie zabić, na pewno by to zrobił. Próbował odebrać mi moją niezależność i pokazać, gdzie moje miejsce" - mówi Hernandez.

Kobiety czują się bezsilne i pozbawione ochrony. Władze kraju są zupełnie bezradne wobec skali przemocy. Rozpatrzenie sprawy przez policję trwa tygodniami. Nawet jeśli zgłoszenie trafi w końcu w ręce służb, prawdopodobieństwo jego zbadania jest niewielkie. W Hondurasie nie brakuje bowiem niebezpiecznych dzielnic, do których policja nie może wejść bez wsparcia wojska. Służby mają poniekąd związane ręce. Mimo ogromnego zagrożenia, z jakim mierzą się kobiety, rząd Hondurasu nie chce zapewnić im schronienia ani przesiedlenia do obszarów, w których mogłyby poczuć się bezpieczniej, z dala od gróźb śmierci czy krzywd wyrządzanych ich rodzinom. Dla wielu z nich jedyną szansą na uratowanie życia jest ucieczka z kraju lub zdanie się na łaskę prywatnych organizacji charytatywnych.

***

Zobacz również:

Burza po wywiadówce. Dzieci nie unikną religijnych treści w szkole

Niewinny eksperyment Wojciechowskiej? Nastolatki zabrały głos

Afganistan: Jaka przyszłość czeka kobiety pod rządami talibów?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje