Reklama

Reklama

Introwertycy też mogą odnieść sukces

Co najbardziej przeszkadza nam w osiągnięciu sukcesu? Czy dzięki wizualizacji możemy stać się bogaci? Dlaczego warto zapisywać swoje cele? Na te i inne pytania odpowiada Andrzej Bubrowiecki, trener rozwoju osobistego i biznesu, certyfikowany coach i autor książki "Liczy się efekt".

Izabela Grelowska, INTERIA.PL: W książce "Liczy się efekt" napisał Pan, że ludzie sukcesu mają cechy ekstrawertyków. A co z introwertykami? Są skazani na porażkę?

Reklama

Andrzej Bubrowiecki: - Ludzie sukcesu zachowują się jak ekstrawertycy, co nie oznacza, że musi to być ich cecha wrodzona. Urodzonym ekstrawertykom jest oczywiście łatwiej. Introwertycy muszą podjąć wysiłek, by przełamać naturalne skłonności i otworzyć się na ludzi oraz sytuacje, ale jeśli im się to uda, również mogą liczyć na sukces.

Geny warunkują nas w około 50 procentach, 10 procent to okoliczności zewnętrzne. Pozostaje jeszcze 40 proc., które możemy ukształtować za pomocą naszych celowych działań. Możemy więc naprawdę dużo zrobić.

Możemy wyćwiczyć potrzebne cechy?

- Tak, potrzeba troszkę determinacji, wytrwałości i świadomości tego, że warto to robić. Na początek najlepiej sobie stawiać małe cele, bo introwertykowi będzie o wiele trudniej otworzyć się na świat. Będzie to od niego wymagało więcej czasu i energii.

W ramach treningu można założyć, że będziemy w ciągu 2 tygodni poznawali 3 nowe osoby. Na początku, zanim takie zachowanie wejdzie nam w nawyk, będziemy odczuwać wysiłek i brak komfortu. Jeśli przezwyciężymy swoje słabości, stanie się to normalną cechą naszego zachowania.

Proponuje Pan wiele technik opartych na wizualizacji, ale jednocześnie zaznacza pan, że nie działają one jak magia. Kieruje Pan też sporo uszczypliwości pod adresem filmu "Sekret". Jak działa wizualizacja?

- Wizualizacja staje się magią, jeśli traktuje się ją jako fundament a nawet jedyną drogę do sukcesu i do osiągnięcia celu. Film "Sekret" zrobił karierę, jednak Polacy sceptycznie podchodzą prezentowanej w nim teorii całkowitego przyciągania. Według niej nic nie musimy robić, wystarczy tylko sobie wizualizować i to nam jakoś pomoże.  

Nie ma wątpliwości, że nauka interesuje się wizualizacją. Takie techniki ukierunkowują uwagę człowieka i są jednym z ważnych elementów dochodzenia do celu. Mózg, który ma dokładne wyobrażenia, ukierunkowuje swoje działanie na odbiór potrzebnych informacji. Nie możemy jednak zapominać, że wizualizacja musi współgrać z określaniem celów, planowaniem i oczywiście działaniem.

Wizualizacja powinna być też właściwie prowadzona. Warto znać zasady akceptowane przez naukę. Jeżeli wizualizacja jest głęboka, pełna, szczegółowa, trójwymiarowa i traktowana jako element wspomagający nasze działania, to odegra ona swoją rolę.

Co według Pana najbardziej przeszkadza ludziom w osiąganiu sukcesów?

- Po pierwsze boimy się porażki. Niepowodzenia przyjmujemy jako atak na osobowość, a nie jako następstwo konkretnej sytuacji. Jeśli coś nam się nie udaje, to obwiniamy siebie, swój charakter, temperament, poziom umiejętności. Nikt nas nie uczy reagować na niepowodzenia. Po drugie obawiamy się opinii innych ludzi. Szczególnie osoby mało asertywne nie lubią i nie potrafią przyjmować krytyki, w związku z tym wolą nie podejmować działania. Po trzecie uwielbiamy własną strefę komfortu, czyli rzeczywistość, którą znamy i w której funkcjonujemy od wielu lat.

Oprócz tego brakuje nam wiedzy. Wydawanych jest wiele poradników, które daleko odeszły od osiągnięć współczesnej psychologii. Ludzie, kierując się nimi, podejmują działania w sposób niewłaściwy. Czasami przyjmują strategie osób, które opisują je jako jedyne skuteczne, podczas gdy u nas one w ogóle nie działają. Ważnym elementem jest nieustanne pogłębianie wiedzy na temat funkcjonowania człowieka jego psychiki.

A czy ludziom nie brakuje trochę zaufania do siebie?

- Tak. Nasza samoocena i wiara we własne możliwości ma ogromny wpływ na to, co robimy. Podobnie jak rozsądny optymizm. Ludzie sukcesu są optymistycznie nastawieni, mają wysoki poziom wiary we własne możliwości i uważają się za urodzonych szczęściarzy. To powoduje, że postępują tak, aby okoliczności im sprzyjały.

Daje Pan dużo rad dotyczących organizacji czasu i eliminowaniu niepotrzebnych czynności, z drugiej strony wielokrotnie powtarza Pan, że trzeba zwolnić. Jak to jest - powinniśmy zwolnić, czy przyspieszyć?

- Zdecydowanie zwolnić, a tak naprawdę znaleźć swoje tempo i swój rytm. Kiedyś uważano, że im szybciej działamy i im więcej mamy zajęć, tym bardziej jesteśmy skuteczni i produktywni. Teraz to się zmieniło.

Według zasady Pareta, znanej też jako reguła 20/80, każdym obszarze naszej działalności istnieje 20 proc. działań, które dają 80 proc. efektów. Zatem nie tempo i szybkość jest kluczem, ale znajdowanie tych czynności, zadań i obowiązków, dzięki którym mamy największe korzyści materialne, duchowe lub interpersonalne. Ważna jest rozwaga w działaniu i racjonalna ocena tego, co warto robić, a z czego lepiej zrezygnować.

Warto też pamiętać, że szalone tempo ma negatywne skutki zdrowotne.

Lepiej jest realizować swoje cele krok po kroku i nie przeceniać swoich możliwości. Jeśli ktoś chce przełamać introwertyzm, nie powinien zaczynać od tłumów wokół siebie, ale od jednej czy dwóch osób. Dzięki temu zyska poczucie bezpieczeństwa i uniknie frustracji.

Podaje Pan wiele technik, w których niezbędne jest zapisywanie pewnych rzeczy na kartce. Czy to jest niezbędne, czy nie wystarczy pomyśleć o tych rzeczach?

- Niestety najczęściej tylko myślimy, a plany, które nie są zapisane na kartce, są w 90 proc. skazane na niepowodzenie. Wchodzą tu w grę rożne rodzaje kodowania informacji, co potwierdza współczesna nauka.

Jeżeli zapisujemy cele, jeżeli myślimy na kartce, jeśli piszemy własną ręką (a nie na komputerze), to wchodzimy w tak zwane kodowanie werbalne.

Ośrodki odpowiedzialne za kodowanie werbalne są w mózgu umiejscowione tuż obok ośrodków odpowiedzialnych za działanie. Jeżeli koncentrujemy się nad zadaniem i przelewamy nasze myśli na papier, następuje współpraca ręka-kartka-mózg i mózg nabiera więcej determinacji, żeby ruszyć z miejsca.

Ma to też pewien aspekt zdrowotny. Okazuje się, że osoby, które systematycznie prowadzą pamiętniki, są zdecydowane mniej podatne na wszelkie objawy depresji.

Jest Pan coachem. To dosyć nieznana profesja w Polsce. Może Pan powiedzieć, na czym ona polega?

-  Coaching jest pomocą drugiej osobie w poradzeniu sobie samemu. Jeśli człowiek ma jakiś kłopot związany z codziennym życiem, z podejmowaniem decyzji i osiąganiem celów, może zwrócić się do coacha. Oczywiście jeśli ktoś ma problemy ogólnożyciowe, egzystencjalne powinien zwrócić się do terapeuty.

W coachingu zakładamy, że człowiek ma wszystkie umiejętności i zasoby, żeby sobie samemu poradzić i potrzebuje jedynie umiejętnego wsparcia coacha, który wie, jak prowadzić komunikację, jak zadawać pytania, w jaki sposób nawiązywać relacje z klientem. Natomiast efekt końcowy jest całkowicie po stronie klienta. Coach nie jest osobą która radzi, która daje rozwiązania, czy też stawia się w jakimkolwiek obszarze wyżej od coachowanego.

 Komu zaleciłby Pan korzystanie z coachingu?

- Osobom, które mają kłopoty z określaniem swoich celów, znajdowaniem własnych dróg, podejmowaniem decyzji. Podkreślam, że osoby mające problemy z psychiką, depresją, stanami powtarzających się negatywnych emocji potrzebują innego rodzaju pomocy. Najczęściej o tym, czy coaching będzie prowadzony, decyduje pierwsza sesja. Klient musi wiedzieć, że rozwiązanie jest w jego zasięgu.

 W książce podaje Pan bardzo wiele metod i technik. Jak powinno się z niej korzystać?

- Najlepiej według zasady 20/80. Na początek każdy powinien w niej znaleźć swoje 20 proc. czyli to, co go najbardziej interesuje. Książki nie musimy czytać rozdział po rozdziale. Zachęcam, aby rozpocząć od tej części, która intuicyjnie wydaje się najbardziej potrzebna.

 Trzeba też pamiętać, że w takim poradniku coach przekazuje to, co wie i czym chce się podzielić z innymi. Nie jest to przepis na wszechobecne szczęście i zadowolenie. Dlatego jeśli sięgamy po jakieś techniki, musimy je sprawdzać i po pewnym czasie dokonywać własnej oceny. Indywidualności, jakimi jesteśmy, wymagają od nas nalezienia metod, które są skuteczne dla nas i odpowiadają naszej osobowości, stylowi życia i temperamentowi.

 Z Andrzejem Bubrowieckim rozmawiała Izabela Grelowska

Dowiedz się więcej na temat: książka | sukces | Izabela Grelowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje