Noce poślubne polskich władców

Nowożytni królowie i królowe nie mieli prywatnego życia. Każdy moment ich dnia był elementem publicznego spektaklu rozgrywanego na oczach setek dworzan i służących. Nawet z pozoru najbardziej intymne chwile urastały do rangi wydarzeń publicznych. I akt fizycznego dopełnienia małżeństwa nie był pod tym względem żadnym wyjątkiem.

Noc poślubna to nie była prosta sprawa. Stanowiła element złożonego ceremoniału, rozciągniętego na kilka dni i przepełnionego symbolicznymi gestami. Przede wszystkim, wbrew nazwie, nie następowała wcale bezpośrednio po ślubie.

Reklama

Królewskie małżeństwa zawierano co do zasady w niedzielę, w krakowskiej katedrze na Wawelu. Ślub trwał niemal cały dzień. Powolna procesja, kwieciste przemówienia dostojników, wielogodzinne nabożeństwo i rytuał zaślubin. Źródła potwierdzają, że wszystko to stanowiło wycieńczającą mieszankę, którą trudno było przetrwać.

Przykładowo podczas ślubu Zygmunta Augusta z Elżbietą Habsburżanką ojciec pana młodego, Zygmunt Stary, sam "kilka razy" podczas mszy proponował nowej synowej, by ta "zdjęła koronę, jeżeli jej nazbyt cięży a położyła ją na stronie". Wiedział jak trudno tkwić dumnie w miejscu z ciężką metalową obręczą na skroniach.

Seks zaraz po ślubie? Wykluczone!

Po wyjściu z katedry następowała kolejna procesja, a wreszcie wycieńczeni państwo młodzi zasiadali do pierwszej uczty weselnej. Względnie skromnej i krótkiej, bo dzień ślubu miał być poświęcony przede wszystkim modlitwie.  Później szli spać - w osobnych komnatach. Zgodnie z obyczajem epoki nie do pomyślenia było, by nowa królowa tego samego dnia przyjmowała komunię świętą i oddawała swą cnotę mężowi.

Odbywała się tylko symboliczna noc poślubna - i to podczas mszy w katedrze. Na czas zaślubin przed ołtarzem rozkładano baldachim okrywający dwa purpurowe trony. Miejsce to w ceremoniale - spisanym przy okazji ślubu Zygmunta Starego i Barbary Zapolyi - określono mianem "komnaty ślubnej" (łac. thalamus).

Miało reprezentować łoże małżeńskie i dawną tradycję zawierania ślubów w królewskiej sypialni. W takiej symbolicznej łożnicy nie mogło jednak dojść do żadnych intymnych zdarzeń. Na nie małżonkowie musieli poczekać do kolejnego dnia.

Spocona, zmęczona i przejedzona

Nazajutrz, po porannej mszy świętej, nowożeńcy wreszcie mogli odetchnąć. Liturgia zamykała religijną część obchodów weselnych. Poniedziałek upływał na ucztach i tańcach, w których tradycyjnie brała udział także panna młoda.

Wiadomo na przykład, że na swoim weselu bez opamiętania tańcowała Bona Sforza, wywołując powszechny zachwyt gracją i wyczuciem rytmu.

Gdy wreszcie zapadał zmrok, każda nowa królowa była spocona, wycieńczona i przejedzona. To ostatnie było właściwie stanem niemożliwym do uniknięcia. Całe trzy dni przed koronacją pannę młodą obowiązywał ścisły post. Najeść do syta mogła się dopiero w poniedziałek.

Nie było jednak żadnej okazji do odpoczynku. Prosto od stołu, lub z tanecznej sali, państwo młodzi przechodzili do królewskiej sypialni. I nie byli w żadnym razie sami. Noc poślubną razem z nimi rozpoczynał orszak złożony z najważniejszych zagranicznych gości i najwyżej postawionych dostojników państwowych.

Biskup krakowski odmawiał specjalną modlitwę i pokrapiał łożnicę wodą święconą. Następnie zebrani goście rozsiadali się na krzesłach ustawionych wokół łoża małżeńskiego. Młoda para siadała naprzeciwko nich, na posłaniu - królowa po jednej stronie, król po drugiej.

Noc poślubna... i tuzin świadków

W wąskim gronie zabawa toczyła się nadal. Lokaje wnosili do sypialni tace ze słodkościami i karafki z winem. Zebrani dostojnicy od modlitwy szybko przechodzili do rubasznych i niewybrednych komentarzy.

Była to właściwie jedyna okazja w życiu dworu, by zażartować z pożądliwej natury króla lub ze zbyt cnotliwego zachowania królowej. W dowolnych innych okolicznościach takie uwagi zakończyłyby się skandalem. Ale w noc poślubną było wolno niemal wszystko.

Erotyczną atmosferę często pogłębiały jeszcze specjalne konkursy poetyckie rozgrywane tego samego dnia. Przykładowo przed pierwszą nocą Bony i Zygmunta Starego niejaki Kasper Ursinus wygłosił poemat, w którym Mars oddawał się "miłosnej sielance" z Wenerą. Jakby tego było mało, w trakcie namiętnego stosunku bóg wojny wykrzykiwał rzekomo pochwały pod adresem polskiego monarchy.

Zapłata za pierwszy raz z królową?

Wreszcie goście wstawali z miejsc i opuszczali sypialnię, zostawiając małżonków samym sobie. Po nocy poślubnej następował jeszcze obowiązkowy epilog. Nazajutrz król wysyłał jednego ze swoich dworzan ze specjalnym darem dla małżonki. Mówiono, że prezent ten miał odzwierciedlać skalę jego satysfakcji z pierwszego zbliżenia.

Prawda była jednak inna. W świecie sztywnych, dworskich ceremoniałów niczego nie pozostawiano przypadkowi. Wartość Morgengabe ("daru porannego") była ustalana z wyprzedzeniem, zanim jeszcze monarcha zobaczył swą wybrankę na oczy.

Królowa przyjmowała więc z góry ustaloną kwotę, kłaniała się z wdzięcznością podskarbiemu, po czym ruszała prosto do katedry. Tak, by podczas "rytu oczyszczenia oblubienicy" zmyć z siebie duchowe ślady tego, co nastąpiło ostatniej nocy.


Chcesz poznać więcej fascynujących historii? Na łamach portalu CiekawostkiHistoryczne.pl przeczytasz również o tym, jak Bona Sforza zamieniła życie swojej synowej w najprawdziwszy koszmar

 

Kamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 200 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej", “Żelaznych dam", "Dam złotego wieku", "Epoki hipokryzji" i "Dam ze skazą". W listopadzie 2017 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Damy polskiego imperium"

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje