Reklama

Reklama

Sanktuarium maryjne w Gietrzwałdzie

W małej miejscowości na Warmii niemal 150 lat temu rozegrały się niezwykłe wydarzenia. Dziś do sanktuarium przybywają co roku setki tysięcy pielgrzymów, by zrozumieć przesłanie Matki Bożej i umocnić swoją wiarę.

Był ciepły, pogodny wieczór, 27 czerwca 1877 roku. 13-letnia Justyna Szafryńska wracała z kościoła w Gietrzwałdzie do domu. Przygotowywała się do I Komunii Świętej, głowę miała zajętą egzaminami z katechezy. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk dzwonu, więc przeżegnała się i odmówiła Anioł Pański. 

Wtedy, na klonie rosnącym nieopodal plebanii, zobaczyła niezwykłą jasność. W blasku dziewczynka dostrzegła postać Matki Bożej. Padła na kolana  i wyschniętymi z emocji  ustami szeptała "Zdrowaś Mario". Tak zaczęły się objawienia maryjne, jedyne w Polsce oficjalnie uznane przez Kościół. 

Reklama

Justysia opowiedziała o wszystkim proboszczowi, który polecił jej następnego dnia przyjść w to samo miejsce dokładnie o tej samej porze. Gdy dzwon wybił na Anioł Pański, drzewo znów rozgorzało niezwykłą poświatą i ukazała się Maryja w otoczeniu aniołów.

Objawienia pod okiem lekarzy

30 czerwca po raz pierwszy wizję miała również 12-letnia Barbara Samulowska, która towarzyszyła koleżance. Podczas widzenia dzieci zapytały: "Kto Ty Jesteś?", świetlista postać odparła: "Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta". Na pytanie: "Czego żądasz, Matko Boża?" padła odpowiedź: "Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec". 

Maryja mówiła w miejscowej gwarze, a obie dziewczynki, pochodzące  z ubogich rodzin o polskich korzeniach, doskonale ją rozumiały. Od lipca objawienia były codzienne. Dzieci pytały o zdrowie i zbawienie różnych osób, a także o to, czy Kościół w Polsce będzie oswobodzony. 

Matka Boska zapewniła, że jeśli ludzie będą się gorliwie modlić, wówczas nie będzie prześladowany. Wkrótce o wizjach zrobiło się głośno w okolicy. Wieczorami przy klonie zbierali się liczni gapie. Biskup powołał specjalną komisję lekarską, mającą za zadanie sprawdzić, czy dziewczynki nie symulują. 

W czasie objawień trzech medyków zaobserwowało u nich spowolnienie tętna, utratę ciepłoty ciała w kończynach, nienaturalne zastygnięcie rysów twarzy. Postawili diagnozę, że niemożliwe, by udawały. 

Matka Boża mówi po polsku

Wiadomości o niezwykłych wydarzeniach szybko się rozeszły. Już we wrześniu, podczas święta Narodzenia Matki Bożej, do maleńkiej warmińskiej miejscowości przyjechało aż 50 tysięcy ludzi. Objawienia stały się ważnym symbolem nie tylko dla okolicznych mieszkańców, ale i Polaków z Królestwa Polskiego i Galicji. Maryja przemówiła przecież po polsku na terenach zaboru pruskiego, w którym germanizacja była bezwzględna. 

Na potrzeby rosnącej liczby wiernych rok po widzeniach rozbudowano kościół tak, by nie naruszając zabytkowej części gotyckiej, stworzyć harmonijną całość z nową, neogotycką. Dziś w miejscu objawień stoi kapliczka. Matka Boża poprosiła o nią podczas spotkania 6 lipca 1877 roku, dała też dokładne wskazówki, jak ma wyglądać. 

Figurę zamówiono w Monachium, spodziewano się przesyłki przed 8 września, aby tego dnia odbyło się jej uroczyste poświęcenie. Kiedy nie nadeszła w przewidzianym terminie, w nocy z 8 na 9 września w niewyjaśniony sposób jeden z konarów klonu złamał się i spadł na świeżo wzniesioną budowlę, niszcząc wieńczący ją krzyż i część cegieł. 

100 lat żarliwej modlitwy

Jeszcze w trakcie trwania objawień komisja teologów zbadała je i wydała pozytywne stanowisko. Otworzyło  ono drogę do oficjalnego uznania widzeń przez Kościół 100 lat później. Ale i bez tego w Gietrzwałdzie wciąż słychać cichy szept próśb oraz dziękczynnych modlitw do Matki, która wybrała Polskę.

Ludzie i wiara

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje