Reklama

Reklama

​W Europie są dwa miejsca, którymi od lat rządzą wyłącznie kobiety

Na Morzu Bałtyckim leżą dwie małe wyspy, na których od wieków rządzą kobiety. To prawdopodobnie ostatnia matriarchalna społeczność w Europie. Mieszkankom przez 11 lat w ich codziennym życiu towarzyszyła norweska fotografka Anne Helene Gjelstad.

Kihnu i Manija - dwie odcięte od świata wyspy należą do Estonii. Powierzchnia obu to niespełna 19 km kwadratowych, zamieszkuje je w sumie ok. 550 osób. Rządzą nimi kobiety, bo mężczyźni to głównie rybacy i łowcy fok, którzy więcej czasu spędzają na morzu niż w domu. To panie zajmują się gospodarstwami, uprawą pól i zwierząt. Pielęgnują tradycję związaną z lokalnym rzemiosłem oraz wychowują dzieci. Tak było tu od wieków, a mieszkanki obu wysp dbają, by zwyczaje nie zostały wyparte przez nowoczesność.

Niektórych przybywających tu turystów dziwi widok kobiet ubranych w stroje ludowe: wzorzyste chusty i spódnice. Ale one nie ubierają się tak dla gości - to od lat ich codzienne stroje. Turystów tu nie brakuje, choć prom kursuje tu raz na kilka dni. Nic dziwnego, bo od 2003 roku Kihnu i Manija są wpisane na listę UNESCO jako Arcydzieło Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości.

Reklama

***Zobacz także***

Przez ostatnie jedenaście lat kobiety z tych dwóch estońskich wysp fotografowała nagradzana norweska artystka Anne Helene Gjelstad. Towarzyszyła mieszkankom Kihnu i Maniji w codziennym życiu. Album, który wydała po zakończeniu projektu, nosi tytuł "Wielkie serca, silne dłonie". Gjelstad najwięcej czasu spędziła z najbardziej szanowaną lokalną rzemieślniczką, Lohu Ellą, która dzieliła się z nią wiedzą o unikalnych ludowych strojach. Kolejną bohaterką albumu jest Saundi Mann, którą fotografka najczęściej spotykała na miejscowym cmentarzu, przy rodzinnym grobie. "Wkrótce też się tu znajdę", odpowiedziała Estonka, zagajona przez artystkę. "Głęboki żal z powodu ciężkiego życia wyrył się na jej twarzy. Jako młoda kobieta była zmuszana przez Rosjan do pracy w lesie, a ponieważ była już matką, musiała zabierać do pracy swojego synka. Któregoś dnia chłopca przygniotło upadające drzewo", wyjaśnia Anne Helene Gjelstad w wywiadzie dla "The Guardian".

Artystka do projektu zaprosiła również inną mieszkankę Kihnu, Vahtrę Helju. Kobieta miała tylko jedno życzenie - chciała być sfotografowana ze swoją ukochaną krową. "Dzięki temu dowiedziałam się, że krowy to zwierzęta, z którymi można się zaprzyjaźnić", mówi Gjelstad. Zwierzęta są nieodłącznymi towarzyszami miejscowych kobiet. Jarsumae Virve mieszka z dwoma psami i niezliczoną liczbą kotów, ma również konia i dwie kozy. Kobieta jest lokalną gwiazdą i regularnie pojawia się w estońskiej telewizji, odkąd jako 81-latka zapragnęła zrealizować swoje marzenie o skokach spadochronowych. Niektórzy turyści przyjeżdżają na wyspę tylko po to, żeby się z nią zobaczyć. "Uprzejmi sąsiedzi, żeby chronić prywatność Jarsumae, często kierują ich w złą stronę", żartuje norweska fotografka.

***Zobacz także***

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje